W obronie rozumu

Przełom w psychologii

Przełom

To była jedna z tych prywatnych książek, do przeczytania których trzeba było zapisać się w kolejce, a kiedy ta nadeszła, dostawało się ją, mocno już wymęczoną, z pozawijanymi od ciągłego czytania narożnikami, przybrudzoną od nieustannego trzymania w rękach. Można się nią było cieszyć najczęściej przez jedną dobę, więc jeśli ktoś wybierał w tym czasie sen lub inne przyjemności, musiał przekazać ją nieprzeczytaną następnemu w kolejce. Nic dziwnego zatem, że większość z nas wolała nie przespać nocy. Biblioteki wówczas zapchane były nudnymi tomami „prawomyślnych” myślicieli i naukowców, a te nieliczne perełki wydane w wydawnictwach podziemnych, sprowadzone z zagranicy lub niezrozumiałym trafem przeoczone przez cenzurę i wydane w Polsce w małym nakładzie, krążyły z rąk do rąk. Wydana w oprawie paperback, w nieatrakcyjnej okładce na kiepskiej jakości papierze, prawdopodobnie makulaturowym, rozpalała w latach 80. poprzedniego stulecia umysły studentów psychologii. Została dopuszczona do druku w oficjalnym obiegu prawdopodobnie dlatego, że krytykowała to co zachodnie. Ale jakże ograniczonym musiał być cenzor, który rozumował w ten sposób! Ten niemal kieszonkowy wybór tekstów poświęconych psychologii i psychiatrii zawierał więcej wybuchowego i łatwopalnego materiału niż wszystkie ówczesne biblioteki. Opis eksperymentu więziennego Zimbardo, badania posłuszeństwa Milgrama, rozważania Tomasza Szasza na temat mitu choroby psychicznej, kilka prac Ronalda Davida Lainga i wiele, wiele innych. Dość, aby poprzewracać w głowach młodym ludziom studiującym psychologię wciśniętą w gorset prymitywnego materializmu dialektycznego[1].

W zbiorze znalazł się również artykuł Davida Rosenhana Sane in insane places, który wówczas zrobił na nas szczególne wrażenie. Jego autor postawił sobie za cel sprawdzenie czy psychiatrzy potrafią odróżnić chorobę psychiczną od normalności. Sprawdzał to razem z siedmioma innymi ochotnikami, którzy nigdy nie mieli żadnych psychicznych problemów. Udali się oni do wybranych szpitali psychiatrycznych w USA i zgłaszając się do dyżurującego psychiatry, oświadczali, że słyszą „głosy”. Każdy z tej ósemki został zdiagnozowany jako chory psychicznie, a następnie zatrzymany w szpitalu. Siedmiu z nich zostało zakwalifikowanych jako schizofrenicy. Każdemu podawano silne leki psychotropowe.

Rosenhan został zwolniony ze szpitala po dwóch miesiącach. Nagłośnił wówczas swoją prowokację w mediach. Natychmiast został oskarżony o oszustwo i fałszywe oszczerstwa. Jeden ze szpitali rzucił mu wyzwanie, twierdząc, że może on podesłać do niego więcej oszustów i tym razem zostaną oni bezbłędnie rozpoznani. Rosenhan zgodził się na ten test. Po miesiącu szpital z dumą oświadczył, że rozpoznał 41 oszustów. Niestety, okazało się, że Rosenhan nie wysłał tam nikogo[2]. Efekty tej prowokacji były szokujące dla psychiatrii amerykańskiej. Wykazały jednoznacznie, że psychiatrzy nie mają narzędzi, które umożliwiłyby im rozróżnianie ludzi zdrowych od chorych.

„Eksperyment” Rosenhana bez wątpienia był jednym z najbardziej przełomowych momentów w historii psychiatrii i psychologii klinicznej. W naszych studenckich głowach wywołał zamęt i sprowokował ogromną liczbę pytań, którymi zasypywaliśmy prowadzących nasze zajęcia. Co się zmieniło po upływie kilku dekad? Czy dokonaliśmy postępu w diagnozie i terapii? Czy raczej zaangażowaliśmy się w tworzenie mocnych uzasadnień dla kiepskich diagnoz i nieefektywnych terapii? Czy pokolenie inspirowane tymi rewolucyjnymi przemyśleniami i działaniami nie sprzedało swojego młodzieńczego zapału i nonkonformizmu na wolnym rynku, którym zbyt mocno się zachłysnęło?

Kiedy patrzę na swoich kolegów z zapałem broniących każdej terapeutycznej bzdury i uzasadniających wszelkie psychologiczne nonsensy, kiedy widzę jak groteskową formę przybrał DSM-5 nafaszerowany sfabrykowanymi zaburzeniami, mam nieodparte wrażenie, że historia zatoczyła koło. Znaleźliśmy się w tym samym punkcie, w którym byliśmy 40 lat temu, kiedy Rosenhan wraz z kolegami wyruszali do szpitali psychiatrycznych, aby pokazać światu, że „coś tu nie gra”. Pardon! Jedną rzecz potrafimy robić zdecydowanie lepiej – ubierać naszą ignorancję i niekompetencję w naukowe, diagnostyczne kostiumy.

[1] K. Jankowski (ed.) Przełom w psychologii. Czytelnik, Warszawa 1978.

[2] D. L. Rosenhan, On being sane in insane places. “Science”, 179 (70), s. 250-8, 1973.

Reklamy

2 comments on “Przełom w psychologii

  1. sexytherapy
    Styczeń 6, 2014

    Niestety zamiast „brzytwy Ockhama” mamy udziwnioną ilość nad jakością, wbrew trendom innych nauk.

  2. To jest przerażające. Trafiłem tu z wideo w serwisie Racjonalista.tv: http://racjonalista.tv/strzezcie-sie-psychologow-i-psychoterapeutow-dr-tomasz-witkowski/ w którym wspomina Pan o prowokacji Rosenhana. Włosy się na głowie jeżą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Styczeń 5, 2014 by .
%d blogerów lubi to: