W obronie rozumu

Recenzja „Zakazanej psychologii t. 2” w „Psychiatrii Polskiej”

Psychiatria_polska_okładka

Niedawno dotarł do mnie zeszłoroczny numer „Psychiatrii Polskiej”, w której znalazło się omówienie drugiego tomu „Zakazanej Psychologii”. Redakcji dziękuję za zainteresowanie moją książką i poświęcenie jej miejsca w tym numerze. Zapraszam do lektury recenzji: Psychiatria_polska_recenzja

Reklamy

9 comments on “Recenzja „Zakazanej psychologii t. 2” w „Psychiatrii Polskiej”

  1. Bartek Pawłowski
    Marzec 8, 2014

    Dzień dobry Panie Tomaszu!
    Bardzo trafnie, w moim odczuciu, analizuje Pan i demaskuje praktyki stosowane przez różnej maści „terapeutów”. Część negatywna Pańskiej twórczości jest bez zarzutu. Ale co dalej? Jaka ma być alternatywa? Kto przytuli cierpiących, niechcianych, kto ich wysłucha, poświęci im uwagę, zaspokoi ich potrzeby? Religia?
    A może wierzy Pan, że wszyscy są w stanie rozprawić się ze swoimi problemami na płaszczyźnie intelektualnej? Że możliwe jest powszechne oświecenie?
    Pozdrawiam!

    • Tomasz Witkowski
      Marzec 8, 2014

      Panie Bartku, przez blisko 200 tys. lat ewolucji Homo sapiens radził sobie z własnymi problemami wykorzystując swoje zasoby, wsparcie rodziny i przyjaciół. Cóż takiego wydarzyło się 100 lat temu, że niezbędni stali się dla nas terapeuci?

      • Mikołaj Kopernik
        Marzec 9, 2014

        to co sie dzieje to sie w głowie nie mieści co psychologowie i prawnicy ; jakie zakłamanie choby oddziaływań hipnotycznych ! pytaj mój tel tel 733-786-347

      • Bartek Pawłowski
        Marzec 9, 2014

        Hmmm… Sto lat temu (z kawałkiem) to wg Nietzsche’go Bóg umarł (tę diagnozę lubię najbardziej, bo krótka). A może to te wojny światowe? Ciężko powiedzieć co z czego wynika. Całe biblioteki poświęcono analizom „upadków, zmierzchów, końców” itp. A autorzy niejednokrotnie przy okazji odnieśli sukces wydawniczy.

        O Homo Sapiens to się raczej nie martwię. Podobnie jak powiedzmy jak o Felis Catus. To są byty abstrakcyjne. Uczucia budzą u mnie poszczególne egzemplarze, że tak powiem.

        W sumie to ja się z Panem zgadzam i z zaciekawieniem zapoznaję się z tym jak faktycznie może wyglądać praktyka terapeutyczna. Przeraziła mnie trochę, szczerze mówiąc, ujawniona skala tego hochsztaplerstwa, tego biznesu oraz to, do jakich zbrodni doszło gdy fanatycy poszczególnych metod chcieli na siłę „uzdrawiać” innych. Czasem chyba lepiej nie wiedzieć za wiele…

        Mam jednak wiarę, że są ludzie którzy pomagają. Nie wszyscy mają ku temu kwalifikacje, dyplomy. Wystarczy chyba dobre serce, zdrowy rozsądek, doświadczenie życiowe, choć oczywiście intelekt to też wspaniałe narzędzie, jeśli mądrze stosowane.

        Pozdrawiam!

      • gość
        Maj 29, 2014

        Hmmmm… albo i sobie nie radził…

  2. Anna
    Czerwiec 28, 2014

    Mnie też przeraża skala psychobiznesu . Istotną tego przyczyną jest fakt, że naukowcy odpuszczają sobie popularyzowanie nauki. Nie chodzi tu o indywidualne zaangażowanie ale o stworzenie atrakcyjnej dla szerokiego kręgu odbiorców systemowej formy transferu nauki, która mogłaby stanowić konkurencję dla medialnego umacniania pseudonauki. Jeśli naukowiec ogranicza się do udzielania wywiadów, nie troszcząc się o to w jakim kontekście zostaną wykorzystane jego słowa, a potem nie prostuje wypowiedzi, bo w gruncie rzeczy lekceważy ten czy inny tabloid, to powinien sobie uświadamiać, że staje się współtwórcą nowych teorii, na których psychobiznes rozkwita. A oto najświeższy przykład z zakresu neurofitnessu. W czwartkowym wydaniu wysokonakładowej gazety można było przeczytać wyeksponowaną zapowiedź nowego tygodnika „na pamięć” w brzmieniu: Osoby systematycznie trenujące pamięć rzadziej chorują na Alzheimera i Parkinsona. Można pomyśleć, że to tylko taka głupia reklama ale już w dzisiejszym wydaniu redaktorka naczelna Karolina Jaroszewicz głosi:Badania naukowe dowodzą, że osoby, które systematycznie trenują pamięć, rzadziej chorują na alzheimera, parkinsona oraz otępienie. Oczywiście nic konkretnego o tych fascynujących badaniach nie dowiemy się za to powinniśmy odnieść wrażenie, że ekspert prof.Zbigniew Gaciąg(WUM) popiera tę tezę w całej rozciągłości, bo chociaż wypowiada się na zupełnie inny temat, to zakończenie łączy się ze wspomnianą chorobą: Osoby z podwyższonym ciśnieniem są także bardziej narażone na chorobę Alzheimera. Drugi ekspert psychiatra dr Michał Skalski też bierze udział w rozmowie na odległy od postawionej tezy temat, ale wspomina o eksperymencie na szczurach z zaidukowaną chorobą Alzheimera, który dotyczył snu. Anna Maria Wieczorek z warszawskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej i Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN, autorka badań „Fitness dla mózgu” jako trzeci ekspert donosi o pierwszych wnioskach z trwającego projektu badawczego: Osoby, które wzięły udział w badaniu, z każdym kolejnym treningiem szybciej kojarzyły fakty i rozwiązywały zadania.Rewelacja! Tym bardziej ,że badaniem objęto seniorów, a oni kojarzyli się autorce z demencją a tu proszę:”poprzez ćwiczenia można wpływać na jego (mózgu) funkcjonowanie niezależnie od tego w jakim jesteśmy wieku”. W gazetce roi się od badan naukowych, chociaż nie znalazłam wzmianki o badaniach sprawdzających zależność ciśnienia od fitnessu mózgu, co byłoby jakimś nawiązaniem do wypowiedzi profesora. Tak to rozkręca się niestety. Tym większe uznanie dla autora ZAKAZANEJ PSYCHOLOGII, która powinna stać się podręcznikiem.

    • Tomasz Witkowski
      Czerwiec 28, 2014

      Pani Anno, zgadzam się, że uczeni nie wywiązują sie z trzeciego obowiązku, który na nich ciąży (choć winien być traktowany jako przywilej). 1 – badania, 2 – nauczanie, 3 – popularyzowanie i przybliżanie wiedzy naukowej zwykłym ludziom. Ostrożny byłbym jednak w osądzaniu ich wypowiedzi w prasie. Kilkakrotnie zdarzyło mi się,że dostałem (a czasem nie dostałem) swoje wypowiedzi do autoryzacji wyrwane z kontekstu artykułu, relacji tv, radiowej (bo do tego zmusza dziennikarza prawo), a kiedy zobaczyłem je w kontekście włos mi sie zjeżył na glowie i wstyd mi do dzisiaj. Protesty nic nie dają. Sprostowania się nie ukazują. Należaloby chyba wytaczać procesy sądowe, ale kto ma na to czas i energię? Pozostaje jeszcze odciąć się od mediów, ale wówczas popełnia się grzech zaniechania właśnie tego trzeciego obowiązku. Tak więc wpadki medialne są jakąś konsekwencją popularyzowania.
      Bardzo dziękuję z miłe słowa pod adresem „Zakazanej”. Podręcznikiem nie stanie się nigdy, bo psychologia to przede wszystkim ogromna gałąź działalności rynkowej, a tej naga prawda nie jest na rękę. Pozdrawiam.

      • Anna
        Czerwiec 29, 2014

        Przepraszam, osądzanie naukowców nie było moją intencją, zwłaszcza tych którzy dzielą się swoją wiedzą ani nawet nie uważam, że są oni do popularyzowania nauki zobowiązani. Dają się jednak wykorzystywać, co wynika z ich stosunku do biznesu, do komercjalizacji wiedzy. Skoro jest takie zapotrzebowanie na doniesienia z tej dziedziny, to przełamanie jakiegoś wstrętu do wolnego rynku, wchodzenia w biznes na własnych warunkach jest mam nadzieję tylko kwestią czasu i nauka stanie się takim cennym towarem jak na przykład sztuka. Tacy naukowcy muszą się zmierzyć nie tylko z nieuczciwą konkurencją, ale przede wszystkim z własnym środowiskiem. Opór wśród naukowców ciągle istnieje, o czym przekonuje mnie trudna dostępność publikacji naukowych. Po przeczytaniu pierwszego tomu ZAKAZANEJ PSYCHOLOGII, zainteresowałam się kwartalnikiem NAUKA, w którym zamieścił Pan swój artykuł. Na stronie PAN nie otrzymam informacji o tym gdzie i za ile mogę nabyć prezentowany nr 1/2014 (choć ukazał się już nr 2). Wstręt do marketingu? Wstydzą się warszawskiej Drukarni Naukowej PAN (tam właśnie można kupić)? Przekonanie o tym, że to nikogo nie interesuje jest też utrwalanym przez media mitem o potrzebach odbiorców nauki.W chwilach zwątpienia, które podobno dopadają każdego pisarza, proszę pamiętać, że wielu kosumentów-nienaukowców jest Panu wdzięcznych za tak znakomite poszerzenie dostępnej oferty.

  3. Tomasz Witkowski
    Lipiec 17, 2014

    Pani Anno, pani doświadczenia to tylko drobny ułamek rzeczywistości w jakiej znajduje się nauka polska. Nie da się tego określić inaczej jak głęboką zapaścią, niestety. Zbyt wiele miałem okazji przyglądać się jak to wygląda w innych krajach, gdzie katedry Public understanding of science sa na porządku dziennym… Ech, szkoda gadać. Dziękuję za słowa otuchy i pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Luty 14, 2014 by .
%d blogerów lubi to: