W obronie rozumu

Śmierć i dziennikarz

schiele_smierc_i_dziewczyna_(autoportret_z_walli)_1915Dla ludzi wielu zawodów śmierć jest zdarzeniem przynoszącym im korzyść. Na śmierci zarabia stolarz robiący trumny, ksiądz odprawiający msze za dusze zmarłych, kwiaciarka sprzedająca wieńce i wiązanki pogrzebowe, zakład pogrzebowy i kamieniarz wytwarzający nagrobki. Nie ma w tym nic złego ani dziwnego. Wielu tym ludziom winniśmy wdzięczność, wszak pomagają nam uporać się z tym najbardziej niechcianym elementem życia, jakim jest śmierć.

Śmierć jest również korzystną sposobnością dla dziennikarza. Im bardziej tajemnicza, zawiła, tym lepiej, bo obiecuje większą wierszówkę. A jeśli śmierć nie nastąpiła z przyczyn naturalnych i ktoś może być za nią odpowiedzialny, ale ta odpowiedzialność nie jest jednoznaczna, to już prawdziwa gratka. Dziennikarz z przybraną na twarzy troską i intelektualną pozą może przedstawiać fakty, które czytelnicy jego reportażu będą interpretować sami, ale pod dyktando niewidocznego dyrygenta, wszak sam dobór przedstawionych faktów decyduje o kształcie ich interpretacji…

Parę dni temu opinią publiczną wstrząsnęła informacja o zagłodzeniu własnego dziecka przez rodziców z Brzezna pod Nowym Sączem. Dziecko, najprawdopodobniej zostało zagłodzone pod dyktando znachora znanego jako „Boży człowiek”. Rodzice, choć wykształceni, w pełni zostali uwiedzeni przez antyszczepionkowców i innych wizjonerów zdrowia. Zresztą nie oni jedni. Prawdopodobnie ofiarą „Bożego człowieka” jest również Przemek z Łukowicy, którego nerki nie wytrzymały zalecanego przez niego odstawienia leków.[1]

No właśnie, wymknęło mi się sformułowanie „ofiarą >>Bożego człowieka<<”. Czy rzeczywiście? W żadnym z reportaży na ten temat, nie znalazłem aż tak jednoznacznego osądu, jaki przed chwilą wygłosiłem. Dziennikarze szkoleni w powstrzymywaniu się od osądów przedstawiają fakty, opisują działania rodziców, opisują praktykę znachora, oceny jego działań dokonywane przez sąsiadów, pacjentów… Z tego patchworku czytelnik powinien sam stworzyć sobie obraz sytuacji, sam dokonać oceny, sam zawyrokować. Dziennikarz pozostanie z boku albo raczej pośrodku, chciałby się jawić jako narzędzie poznania – lupa, mikroskop lub teleskop. Doskonale obojętny, zbliżający jedynie wybrane fakty. Ideał dziennikarstwa!

A jednak w tym obrazie jest potężne acz niewidoczne pęknięcie, niezapisany w nutach, ale rozdzierający uszy dysonans, fałsz nie do przemilczenia! Otóż sprawcy tej zbrodni zamienili się w sędziów. Jak?

Sięgnijcie po jakikolwiek materiał przygotowany przez dziennikarzy, a poświęcony alternatywnej medycynie, homeopatii, bioenergoterapii, nowej psychoterapii itp. Nieodmiennie (z nielicznymi wyjątkami) znajdziecie tam tę samą strategię dziennikarską – prawdopośrodkizm[2].  Dziennikarze przedstawią wam opinie i poglądy obu stron i skłonią was do podjęcia intelektualnego wysiłku – oceny przedstawionego materiału. Niezwykle uczciwe postepowanie, czyż nie? Nie! Po trzykroć nie!!! Ci rzeźbiarze opinii nie potrafią odróżnić opinii od faktów! Przedstawiają wam rojenia lekarza homeopaty i stwierdzenia naukowca, który doskonale wie, co zawiera lek homeopatyczny (a raczej czego nie zawiera). Zrównują propagandę antyszczepionkowców, zbudowaną na podstawie jednego sfałszowanego i ostatecznie wycofanego artykułu naukowego, z wynikami ponad stuletnich badań na temat skuteczności szczepień. Ci szafarze opinii publicznej nie liczą się z niczym jeśli gra idzie o ich „neutralność”. Tak, wartością niezbywalną i ponadczasową jest dla nich ich „neutralność”. W rzeczy samej to pospolity konformizm, którego cenę ponoszą zagłodzone dzieci, dzieci, którym odmówiono szczepionek lub leków ratujących ich zdrowie.

W dawnych czasach, które jeszcze pamiętam, słowo „dziennikarz” było synonimem określenia „obrońca prawdy”, jej strażnik i poszukiwacz. Dzisiaj, słowo „dziennikarz” stało się synonimem goniącego za newsem rozmiękłego oportunisty, którego nie interesują fakty, bo ich najczęściej nie rozumie albo nie chce mu się podjąć wysiłku ich zrozumienia. To, godne najwyższej pogardy, postępowanie zrodziło imponujący program edukacyjny, którego pilnymi uczniami stali się rodzice Magdy i Przemka, i miliony innych ludzi, którzy być może nie mieli szans na rzetelniejszą edukację. Wy otrzymaliście możliwość zdobycia wiedzy i zrozumienia świata. Jesteście coś winni wszystkim tym, którzy wam to zapewnili, a ofiarowujecie im w zamian obrzydliwą papkę, w której na dodatek znajduje się trucizna.

Wszyscy, którzy maczaliście palce w przygotowywaniu oportunistycznych tekstów o homeopatii, konformistycznych relacji na temat szczepionek, rozmydlonych relacji filmowych o tzw. medycynie alternatywnej jesteście winni.  Głównymi oskarżonymi w procesie o śmierć Magdy z Brzeznej, Przemka z Łukowicy i wielu innych podobnych ofiar powinniście być wy – dziennikarze.

 

[1] Więcej: http://wyborcza.pl/1,87648,15873657.html?utm_source=facebook.com&utm_medium=SM&utm_campaign=FB_Gazeta_Wyborcza; http://wyborcza.pl/1,75248,15822125,Zarzuty_dla_rodzicow_podejrzanych_o_zaglodzenie_dziecka.html#TRrelSST

[2] Określenie Marcina Rotkiewicza, jednego z nielicznych dziennikarzy, którzy gardzą takim postępowaniem, a którego za to niezmiernie szanuję. Więcej: http://naukonauci.blog.polityka.pl/2014/04/23/prawdoposrodkizm-choroba-dziennikarzy/

Advertisements

3 comments on “Śmierć i dziennikarz

  1. katwer
    Maj 7, 2014

    Mocno stawiasz sprawę.
    I trudny artykuł – moment przejścia od „oni przestawiają fakty” do „oni przedstawiają coś, czego nie rozumieją, nie rozróżniając wagi poszczególnych elementów świata przedstawionego” trudno uchwycić – moim zdaniem, ale oczywiście mogę się mylić.

    Pozdrawiam i (w swoim też interesie) życzę owocnej walki z kretynizmami.

  2. lotnik
    Maj 9, 2014

    Nie od dziś wiadomo, że jak umiera malarz, piosenkarz czy inny artysta ceny jego prac idą do góry. Odnosi się to nieraz i do dziennikarzy.

  3. m
    Maj 18, 2014

    Zdziwiło mnie, że można w działaniu dziennikarzy dostrzegać jakieś celowe (?) zrównywanie prawdy naukowej z opiniami czy wręcz kłamstwami ludzi, jakby dziennikarzami naprawdę kierowała chęć znalezienia prawdy pośrodku, jakby dziennikarze przejmowali się jakąś źle rozumianą rzetelnością. Od dawna już nie jestem optymistą i nie szukam w działaniach dziennikarzy motywacji innej niż funkcja zysku czyli funkcja popularności. Jeśli jest lepiej dla poczytności/oglądalności przedstawiać opinie odległe od siebie, stanowiska skrajne, nieważne przy tym czy uzasadnione, to dziennikarze to robią. Jednocześnie jednak nie wierzę, by robili tak (poza być może wyjątkami) wówczas, gdy przekonani są, że to popularność ich wytworu obniży. Przy tym nie łączę popularności z pozytywnym odbiorem, są miejsca internetu zalewane krytyką, które opłaca się trzymać w stanie permanentnej niemerytoryczności, bo przeciwnicy reklamy oglądają tak samo jak zwolennicy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Maj 6, 2014 by .
%d bloggers like this: