W obronie rozumu

Psychoterapia bez makijażu

W poprzednim wpisie zamieściłem fragment jednej z rozmów, które składają się na książkę zatytułowaną „Psychoterapia bez makijażu. Trudne rozmowy o terapeutycznych niepowodzeniach”. Zawiera ona przeprowadzone przeze mnie wywiady z ludźmi, którzy czują się skrzywdzeni przez psychoterapię oraz z neutralnymi terapeutami wyjaśniającymi i komentującymi problemy poruszone w rozmowie z pacjentem. W dzisiejszej odsłonie książki fragment rozmowy z wybitnym terapeutą.

Jerzy Witold Aleksandrowicz, ur. 07 07 1936, dyplom lekarza uzyskał w 1958 r (AM w Krakowie), w 1965 roku dyplom mgr. filozofii (UJ). Do 1998 pracował w Klinice Psychiatrycznej AM w Krakowie. Specjalista psychiatrii ( I stopień 1962, II – 1865), dr med. 1966, dr hab. 1979, prof. med. 1990. Zainteresowania badawcze dotyczyły początkowo związków zaburzeń psychicznych z procesami fizjologicznymi (krzepnięcie krwi, zaburzenia metabolizmu węglowodanów) oraz działania leków psychotropowych. Po 1967 roku – psychopatologia i psychoterapia zaburzeń nerwicowych, hipnoza i hipnoterapia, metodologia i narzędzia oceny efektów leczenia zaburzeń nerwicowych (m.in. kwestionariusze objawowe, kwestionariusz osobowości). Opublikował ok 300 publikacji naukowych, w tym podręczniki psychopatologii i psychoterapii. Przez wiele lat prowadził psychoterapię indywidualną i grupową, m in  w ramach oddziału dziennego (model kompleksowej terapii zaburzeń nerwicowych stworzony w latach 1974-5 w Pracowni Psychoterapii Katedry Psychiatrii). Od 1998 kierował Katedrą Psychoterapii CM UJ, m in uczącą studentów medycyny podstaw psychoterapii i podstaw psychoanalizy oraz prowadzącą szkolenia podyplomowe i superwizje przygotowujące do Certyfikatu Psychoterapeuty. Od 2006 r. prof. emeritus. Od 1970 związany z Sekcją Naukową Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. W 1972 roku założył kwartalnik „Psychoterapia”. Obecnie jest redaktorem „Archives of Psychiatry and Psychotherapy” i przewodniczy Komitetowi Redakcyjno-Wydawniczemu PTP.

Czy psychoterapia może szkodzić?

 

Psychoterapia, która ma służyć leczeniu zaburzeń jest czymś innym i wymaga innego wykształcenia niż ta, która ma doprowadzić do wzrostu samoświadomości, zwiększenia sprawności interpersonalnej, podwyższenia samooceny itp.  Jak długo każdy będzie mógł otworzyć „gabinet psychoterapeutyczny” i udawać że leczy, tak długo wpadanie w rozmaite pułapki będzie bardzo prawdopodobne.

 

Tomasz Witkowski.: Panie Profesorze, dziękuję, że zgodził się pan na tę rozmowę. Czy może pan skomentować przebieg opisanej psychoterapii?

Jerzy Aleksandrowicz: Nie. Wypowiadanie się o osobach czy o terapiach znanych tylko „z drugiej ręki” byłby nieuczciwością. Wolałbym porozmawiać o niektórych ogólnych problemach, związanych z tą opowieścią.

T. W.: Rozumiem, porozmawiajmy zatem na początek o terapii szkoleniowej. Wielu ludzi, którzy nie mają do czynienia z terapią zastanawia się nad tym, że przecież przeciętny lekarz nie musi przechodzić chemioterapii, żeby móc ją stosować, żeby zrozumieć, na czym ona polega, czy jakikolwiek inny specjalista świadczący usługi nie musi doświadczać na sobie tego procesu, który będzie później prowadził, żeby go rozumieć i móc stosować. W psychoterapii dość powszechnie twierdzi się, choć nie wiem czy we wszystkich modalnościach, że kandydat na psychoterapeutę musi przejść własną psychoterapię. Czy bylibyśmy w stanie to czytelnikowi wyjaśnić, dlaczego tak właśnie jest?

J. A.: Bo psychoterapeuta jest w specyficzny, osobisty sposób zaangażowany w proces leczenia. On sam jest głównym, jeśli nie jedynym narzędziem oddziaływania terapeutycznego. Musi więc znać siebie, zwłaszcza powinien poznać wcześniej nieuświadamiane motywy swoich przeżyć i zachowań, umieć oddzielać to, co jest wynikiem jego własnych procesów psychicznych od tego, co spostrzega u pacjenta. Zdawać sobie sprawę z tego, co wnosi w proces terapeutyczny, jakie są jego schematy poznawcze, co chętniej dostrzega, a czego nie itp. W przeciwnym razie prawdopodobnie będzie popełniać błędy, przypisując pacjentowi swoje postawy, przeżycia czy trudności, „projektując” je. Własna, „treningowa” psychoterapia ma temu zapobiegać. Inna sprawa, czy zawsze rzeczywiście spełnia to zadanie. Nie jest też w pełni prawdziwe przekonanie, że w przypadku farmakoterapii tego typu własne doświadczenia nie są potrzebne. Profesor Antoni Kępiński twierdził, że zanim lekarz poda tabletkę pacjentowi, powinien sam doświadczyć działania tej tabletki na sobie. Więcej nawet: że wykształcenie psychiatry wymaga doświadczenia przeżycia psychozy. I dlatego zażywaliśmy LSD, powodujące krótkotrwałą psychozę intoksykacyjną. To były późne lata pięćdziesiąte, wczesne sześćdziesiąte, kiedy jeszcze nie było świadomości uzależniającego wpływu LSD i wielu leków psychotropowych.

T. W.: Czy nadal się stosuje takie podejście w kształceniu psychiatrów?

J. A.: Nie. To nawet wtedy nie było powszechne, ale dość częste. Natomiast nadal uważa się, że trzeba doświadczyć psychoterapii, by rzeczywiście rozumieć, na czym ona polega. I chyba zasadnie, bo bardzo niewiele można przekazać w opisach tego, co się dzieje w procesie oddziaływania. Zarazem, poznanie i uświadomienie sobie, co może przeżywać pacjent czy klient w czasie spotkania, jest jednym z warunków kompetentnego działania.

T. W.: Próbuję sobie wyobrazić tę zasadę kształcenia i jakoś nie potrafię znaleźć uzasadnienia zalecenia dla kandydatów na terapeutów uzależnień, aby np. doświadczali ciągów alkoholowych.

J. A.: Może nie ciągów, ale czy sądzi pan, że terapeuta, który nigdy nie doświadczył działania alkoholu (o ile tacy w ogóle bywają) jest w stanie w pełni zrozumieć, co to jest upojenie alkoholowe?

T. W.: Myślę, że terapeuta, który nie upajał się alkoholem a zna dobrze fizjologiczne i psychologiczne mechanizmy uzależnienia jest w stanie bardziej pomóc pacjentowi niż taki, który doświadczył działania alkoholu a niewiele wie o fizjologii i psychologii uzależnienia. Boję się myśleć jakie mogłyby być konsekwencje takiego kształcenia terapeutów do pracy z uzależnieniami od ciężkich narkotyków.

J. A.: Oczywiście, brak rzetelnej wiedzy o tym, co się leczy, najczęściej szkodzi chorym. W najlepszym razie prowadzi do braku skuteczności oddziaływań. Doświadczenie na sobie samym tego, co przeżywa pacjent nie wystarcza, jest tylko jednym z elementów wykształcenia psychoterapeuty. Ale skoro już mówi pan o leczeniu uzależnień: przecież właśnie osoby, które były uzależnione, są powszechnie uznawane za najlepszych terapeutów…

T. W.: …i pewnie osoby molestowane seksualnie są najlepszymi terapeutami ofiar molestowania, a ludzie, którzy doświadczyli przeżyć traumatycznych najlepiej rozumieją ofiary katastrof. Panie profesorze, czy nie obawia się pan, że czytelnicy wyciągną taki oto wniosek z naszej rozmowy, że to, czego doświadczył w życiu terapeuta jest kluczowe w ocenie jego przydatności do pracy z ludźmi? Mógłby pan nieco bardziej jednoznacznie rozstrzygnąć wątpliwość dotyczącą tego co jest priorytetem w praktyce terapeutycznej i co powinni jako pierwsze brać pod uwagę pacjenci wybierający terapeutę – jego doświadczenia życiowe, czy wiedzę i umiejętności zdobyte w procesie kształcenia?

J. A.: Jedno i drugie. Sama wiedza zaczerpnięta z książek nie wystarcza, by zrozumieć człowieka i jego zaburzenia przeżywania. Z drugiej strony, wprawdzie doświadczenie życiowe czyni każdego mądrzejszym, ale również nie jest wystarczającą kompetencją do prowadzenia psychoterapii. Natomiast doświadczenie zawodowe (będące przecież elementem doświadczenia życiowego), decydujące o krytycznym spojrzeniu na wiedzę uzyskaną w toku kształcenia sprawia, że ci bardziej doświadczeni są lepszymi terapeutami. Jednak nie możemy zapominać o tym, że najczęściej psychoterapia jest pomaganiem w różnych trudnościach życiowych, w zmaganiu się z rozmaitymi problemami, a nie leczeniem osób, u których występują zaburzenia zdrowia. W przypadku takiej psychoterapii, która sprowadza się do pomocy psychospołecznej, rola doświadczenia życiowego i osobowości terapeuty jest niewątpliwa i chyba większa, niż jego wiedzy teoretycznej, bo ona często wręcz utrudnia dostrzeganie rzeczywistych problemów klienta. Wróćmy do tych spraw w dalszym ciągu rozmowy, dobrze?

T. W.: Dobrze, kontynuujmy zatem wątek dotyczący problemów związanych z terapią szkoleniową. Bardzo często spotykam się, zresztą nie tylko ja, również laicy, którzy nigdy nie uczestniczyli w terapii, otóż spotykamy się z takim stwierdzeniem, że nie powinniśmy w ogóle się wypowiadać na temat terapii, bo nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co takiego dzieje się w tym procesie, dopóki sami jej nie przejdziemy. Sam pan to podkreślił mówiąc, że bardzo niewiele można przekazać w opisach z tego co dzieje się w procesie terapii. I szczerze mówiąc, ja to odbieram jako przejaw pychy i zadufania psychoterapeutów, no bo to jest właściwie poza religią jedyna dziedzina, w której mówi się ludziom, że żeby zrozumieć czym jest np. objawienie bądź powołanie, musisz sam go doświadczyć. Żeby zrozumieć, mówię tu o intelektualnym zrozumieniu, nie o doświadczeniu procesu terapii, musisz przez nią przejść. Jeśli nie rozumiem fizyki kwantowej to to, że się przebiegnę pięć razy po Wielkim Zderzaczu Hadronów w żaden sposób nie spowoduje, że będę więcej rozumiał. Po prostu moje ograniczenia intelektualne nie pozwalają mi pojąć fizyki kwantowej. Natomiast w przypadku terapii bardzo często słyszy się właśnie tego typu stwierdzenie, że nie zrozumiesz terapii, jeśli nie przejdziesz przez nią sam. W domyśle – nie masz takich zdolności intelektualnych, żeby pojąć tę tajemnicę, która się dzieje podczas terapii i tak dalej. Czy mógłby się Pan do tego ustosunkować?

J. A.: Sądzę, że takie pobieganie sobie może, poza kondycją fizyczną, dostarczyć najwyżej jakiejś wiedzy o narzędziach pomiaru, a nie o tym, co nimi się mierzy. Natomiast gdybyśmy mogli przeżyć taki sam eksperyment, jakiemu jest poddawana cząsteczka, to kto wie… Mówiąc serio: na pewno zarzuty pychy i zadufania są uzasadnione wyższościowymi postawami i zachowaniami, spotykanymi u psychoterapeutów. Niektórzy są przeświadczeni, że ich szczególne, wrodzone cechy sprawiają, że potrafią pomagać ludziom albo że dysponują jakąś niezwykłą, niemalże tajemną wiedzą. Przekonanie, że jest się tym „wybranym” może przejawiać się lekceważeniem otoczenia, „niewtajemniczonych profanów”. Często odnoszę wrażenie, że jest to sposób kompensowania niepewności, zarówno dotyczącej rzeczywistej wartości tej wiedzy jak i własnych kompetencji. Ale przecież to dotyczy tylko niektórych z nas. Wracając do wymogu odbycia terapii treningowej: sądzę, że doświadczenie uczestniczące ma ogromny wpływ na intelektualne rozumienie każdego zjawiska, nie tylko psychoterapii. Więc chyba jest coś z prawdy w przekonaniu, że np. po to, by naprawdę zrozumieć, czym jest psychoanaliza, trzeba samemu poleżeć na kozetce. I nie chodzi tu o „wtajemniczenie”, tylko o procesy poznawcze. Samo obserwowanie prowadzonej przez kogoś psychoterapii nie wystarcza. Chociażby dlatego, że – jak wiadomo – obserwacja wpływa na przedmiot tej obserwacji, nawet w przypadku materii nieożywionej. Psychoterapeuta musi doświadczyć własnego uczestniczenia w tym procesie by rozumieć, jak sama sytuacja spotkania terapeutycznego i jak jego zachowanie w czasie takiego spotkania wpływają na to, co się dzieje. Wątpię, by można było uzyskać tę wiedzę wyłącznie z książek. Zwłaszcza, że w doświadczaniu psychoterapii napotykamy na bardzo wiele zjawisk, których nie potrafimy nazwać. Nie mamy potrzebnej aparatury pojęciowej. Więc jak ująć w słowach, przekazać to coś, co się dostrzega, uświadamia, ale nie umie wyrazić? Skądinąd, chyba jest to jednym z powodów przekonania, że psychoterapia jest bardziej sztuką niż nauką.

T. W.: A więc dotykamy jakiejś tajemnicy, czegoś, czego nie potrafimy nazwać, nie mamy do tego odpowiednich pojęć…

Ciąg dalszy rozmowy z prof. Jerzym Aleksandrowiczem  w książce, która ukaże się drukiem w pierwszej połowie 2018 roku. 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Reklamy

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 116 obserwujących.

%d blogerów lubi to: