W obronie rozumu

Psychoterapia bez makijażu – Większość terapeutów nie działa po omacku

Już dzisiaj można przeczytać kolejny fragment mojej nowej książki „Psychoterapia bez makijażu. Trudne rozmowy o terapeutycznych niepowodzeniach”.  Tym razem początkowa część wywiadu z terapeutą behawioralno-poznawczym – Andrzejem Śliwerskim. Podczas rozmowy analizujemy to co zdarzyło się w trakcie terapii Oli, o której pacjentka opowiadała w poprzedniej odsłonie książki.   Zapraszam do lektury!

Andrzej Śliwerski, doktor psychologii i certyfikowany terapeuta poznawczo-behawioralny (certyfikat terapeuty PTTPB nr 267). Od 2007 roku pracuje w Zakładzie Psychopatologii i Psychologii Klinicznej Instytutu Psychologii Uniwersytetu Łódzkiego, na którym prowadzi m.in. zajęcia z interwencji kryzysowej oraz z etyki zawodu psychologa. Naukowo zajmuje się badaniem teorii podatności poznawczej na zaburzenia emocjonalne, sprawdzając jakie czynniki aktywują negatywne style myślenia rozpoczynające epizody depresji. Od 2008 roku pracuje jako terapeuta w Pracowni Psychologicznej w Łodzi, gdzie prowadzi terapię pacjentów z zaburzeniami depresyjnymi i lękowymi. Początkowo poddawał swoją pracę indywidualnej superwizji u dr Joanny Michałowskiej (certyfikat terapeuty PTTPB nr 8). Wraz z rozwojem placówki jest uczestnikiem superwizji zespołowych (11 terapeutów i 1 psychiatra), które odbywają się w Pracowni Psychologicznej raz w miesiącu. Od 2013 roku jest terapeutą-dydaktykiem w Centrum Terapii Poznawczo-Behawioralnej. W ramach szkoły psychoterapii prowadzi zajęcia, które przygotowują przyszłych terapeutów do uzyskania certyfikatu terapeuty poznawczo-behawioralnego. Prowadzone przez niego kursy obejmują terapię PTSD, depresji i tendencji samobójczych, zaburzeń psychosomatycznych i interwencji kryzysowej.

Większość terapeutów nie działa po omacku

Trzeba mocno weryfikować pracę wszystkich terapeutów. Jeśli ktoś nadużywa swojej roli i wykorzystuje sytuację terapeutyczną powinien odpowiadać za to przed sądem dokładnie tak samo jak lekarze.

 T. W.: Dziękuję, że zgodziłeś się na tę, prawdopodobnie niełatwą, rozmowę. Jakie były twoje pierwsze refleksje po przeczytaniu wywiadu z p. Olą?

Andrzej Śliwerski: Moja pierwsza myśl była taka, że to nie powinno w ogóle się zdarzyć. Jest mi niezmiernie przykro, że osoba, która doznała w swoim życiu wiele cierpienia została skrzywdzona przez ludzi, którzy mieli z zasady być dla niej pomocni.

T. W.: W historii p. Oli można wyróżnić trzy etapy, z którymi wiążą się różne problemy. Etap pierwszy, to to, co działo się zanim trafiła do terapeuty gestalt. Etap drugi, to właśnie ta terapia i relacje jakie rozwinęły się pomiędzy terapeutą i pacjentką. Trzeci etap, to to, co działo się z pacjentką po przerwaniu terapii gestalt, próby poszukiwania zadośćuczynienia i wyjścia z kryzysu, w jakim się znalazła. Pozwolisz, że zacznę od pytań dotyczących tego pierwszego okresu?

A. Ś.: Jasne.

T. W.: Przede wszystkim powiedz mi, czy bulimię się leczy? Oczywiście nie chodzi mi tutaj o twoje doświadczenia, ale stan wiedzy na temat efektywności psychoterapii w leczeniu bulimii.

A. Ś.: Oczywiście, że się leczy. Badania pokazują, że skuteczność psychoterapii w tym zakresie jest dobra. Problem z badaniem efektywności polega jednak na tym, że wybiera się do nich osoby, które cierpią na „czystą” bulimię bez zaburzeń współwystępujących. Jeśli więc na samą bulimię nakładają się np. zaburzenia osobowości wszystko się komplikuje. Ważne jest też, aby postawić dobrą diagnozę przed terapią. To ogromna różnica, czy mamy do czynienia z bulimią, czy też z anoreksją bulimiczną. Mimo, że oba zaburzenia znajdują się w jednej grupie „zaburzeń odżywiania”, to są to dwa bardzo różne problemy, które leczy się w zupełnie inny sposób. Badania pokazują, że terapia poznawczo-behawioralna ma dobrą skuteczność w leczeniu bulimii, natomiast słabą w przypadku anoreksji.

T. W.: Sumując wszystkie doświadczenia terapeutyczne, pacjentka uczęszczała na terapię ponad 12 lat i nie przygotowało jej to do samodzielnego życia. Czy na podstawie tych informacji, jakie zebrałem w wywiadzie i biorąc pod uwagę dodatkowe komplikacje, byłbyś w stanie określić po ilu latach powinna by się zakończyć terapia w tym przypadku?

A. Ś.: Nie jestem w stanie tego określić – byłoby to wróżenie z fusów. Bez pełnej diagnozy i kontaktu z nią jest to szalenie trudne. Jednak 12 lat to strasznie długo. O wiele za długo. Biorąc pod uwagę, że część tych terapii była prowadzona 2-3 razy w tygodniu jest to okres, który mnie przeraża.

T. W.: Rozumiem, ta odpowiedź w zupełności mnie satysfakcjonuje, nie chcę wymuszać precyzyjnych odpowiedzi formułowanych na podstawie niewystarczających przesłanek. Pani Ola jednak kilkakrotnie podczas rozmowy stwierdzała, że bulimia wraca, że nie da się jej wyleczyć, że przypadki, w których udało się tego dokonać należą do rzadkości. Kiedy zestawiam to z tym, o czym ty mówisz, a o czym również czytałem i wspominałem w rozmowie z pacjentką, nasuwa się pytanie, czy to jej przekonanie nie jest przypadkiem wynikiem indoktrynacji terapeutycznej?

A. Ś.: Aż tak daleko posuniętego wniosku bym nie postawił. Rozumiem, że ona ma poczucie, że po tylu latach terapii bulimia wraca. Wierzę w to, że w jej przypadku leczenie nie było skuteczne. Trudno mi określić dlaczego. Wielu pacjentów zgłaszając się do terapii z problemem jako cel stawiają sobie zlikwidowanie tego problemu. Mam lęki – nie chcę mieć lęku; mam depresję – nie chcę się smucić; mam zaburzenia odżywiania – nie chcę w ogóle o tym myśleć itd. Żaden z tych celów nie jest realny do osiągnięcia, bo przecież wszyscy odczuwamy lęk i smutek. Ogromna liczba ludzi przejmuje się swoim wyglądem, a jednak nie spełnia kryteriów zaburzenia odżywiania. To czego więc w tym wywiadzie mi brakuje, to celów jakie chciała zrealizować w terapii i określenia, które z tych celów nie zostały osiągnięte.

T. W.: Relacjonując swoją pierwszą, trwającą 8 lat terapię psychodynamiczną, pacjentka mówi o tym, że pomogła jej poradzić sobie z bulimią, stwierdza nawet, że wspólnie z terapeutką uratowały jej życie, ale kosztem wytworzenia neurozy, który określa mianem haraczu, jaki trzeba zapłacić za uzyskane efekty. Myślę, że wielu czytelników może się zastanawiać nad tym, czy w podobnych przypadkach zawsze trzeba płacić taki haracz? Czy decydując się na psychoterapię powinni brać pod uwagę możliwość takich skutków?

A. Ś.: A co to jest neuroza? Pytam całkiem serio. W żadnej klasyfikacji zaburzeń psychicznych jej nie znajdziesz. Chciałbym, żeby było to jasne, że nie śmieję się z pacjentki. Ktoś jej powiedział, że ma neurozę – czyli co?

T. W.: Stan, który opisała pacjentka, nie chcę tutaj sprawdzać, czy trafiła w klasyfikację. Dla niej neuroza, to: „Nowa osobowość, dziwaczność, nadwrażliwość, neurotyczność. Fala nowych objawów. Nerwica natręctw, jakieś lęki, płaczliwość, skrajny pesymizm, myśli samobójcze, i egocentryzm, rozrost osobowości do granic możliwości, dekadencja, umiejętność słuchania ciągłego słuchania, i wielka samotność, wszystko na około i nie do zniesienia.” To jej zdaniem haracz, jaki trzeba zapłacić za uzyskane efekty, a ja chciałbym wiedzieć, czy zawsze trzeba płacić taki haracz?

A. Ś.: Ale to ważne pytanie. To trochę tak, jakby lekarz powiedział „ma Pan chory układ pokarmowy i będziemy to leczyć”. Ale co jest chore – żołądek, wątroba, jelita? Jak dobrać leczenie skoro nie określiliśmy co jest nie tak? Przecież pod stwierdzeniem neuroza może kryć się wszystko. Wracając do Twojego pytania. Nie trzeba płacić haraczu. Terapia ma poprawiać stan funkcjonowania, a nie go pogarszać – szczególnie po 8 latach terapii. Pytanie jednak, czy jej stan to rzeczywiście haracz. Miałem kiedyś pacjentkę, która zgłosiła się z biegunkami psychogennymi. Za każdym razem kiedy chciała wyjść z domu musiała szybko biec do toalety. Gastrolodzy przebadali ją na wszystkie sposoby i powiedzieli, że problem jest natury psychicznej. W terapii udało się opanować jej biegunki. Pacjentka zaczęła więc robić wszystko to, czego nie mogła przez swoje schorzenie. Gdy „wyszła do ludzi” okazało się, że boi się ich oceny i obawia się odrzucenia. Czy to konsekwencja terapii? Czy też przez koncentrację na objawie i walczenie z nim nie miała możliwości zobaczenia jak naprawdę wchodzi w relacje z innymi? Zdarza się więc tak, że pracując w terapii z jednym zaburzeniem okazuje się, że u podłoża leży zaburzenie osobowości. Czy tak było w przypadku Twojej bohaterki? Nie wiem. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że 8 lat terapii może rzeczywiście dużo namieszać w psychice człowieka.

T. W.: Nie boisz się, że tym ostatnim zdaniem możesz odstraszyć pacjentów od terapii?

A. Ś.: Jeśli odstraszę ich od terapii, które trwają 8 lat to super.

Ciąg dalszy rozmowy z Andrzejem Śliwerskim w książce, która ukaże się drukiem w pierwszej połowie 2018 roku. 

W poprzednich wpisach zamieściłem fragment rozmowy z pacjentem oraz z prof. Jerzym Aleksandrowiczem, w którym omawialiśmy problemy poruszone przez pierwszego pacjenta. Następnie opublikowałem  fragment rozmowy z pacjentką Paulą i rozmowę z Mają Filipiak komentującą przypadek Pauli. Omawiany powyżej przez Andrzeja Śliwerskiego przypadek został udostępniony tydzień temu. W sumie stanowią one sześć z piętnastu rozmów, które składają się na książkę.

Reklamy

3 comments on “Psychoterapia bez makijażu – Większość terapeutów nie działa po omacku

  1. D.
    Styczeń 6, 2018

    A jeśli pracownik Specjalistycznego Psychiatrycznego Zespołu Opieki Zdrowotnej (terapeuta) przeszedł mobbing w szpitalu psychiatrycznym ze strony zespołu terapeutów i psychologów? Takim tematem jesteście Państwo zainteresowani? Skutkami manipulacji zespołu terapeutów? Pozdrawiam

  2. Tomasz Witkowski
    Styczeń 8, 2018

    Bardzo proszę skontaktować się z:
    tarcza.krakow@gmail.com
    Stowarzyszenie Centrum Wsparcia i Pomocy Tarcza

    Ja jestem tylko prywatną osobą, która próbuje głośno mówić o tych sprawach i nie dysponuję możliwościami zajęcia się każdym, kto się do mnie zgłasza ze swoimi problemami. Pozdrawiam serdecznie

  3. D.
    Styczeń 12, 2018

    Dziękuję. Nie szukam pomocy. To miało miejsce kilka lat temu. Przeszłam terapię poznawczo-behawioralną (grupową) z której jestem zadowolona (trafiłam na dojrzałego terapeutę), jak też terapię indywidualną (psychoanaliza – uważam, że to niedobra terapia). Grzebanie „we flakach” mnie osobiście nie odpowiada. Jestem też zwolennikiem teorii, że to co się dzieje z nami aktualnie jest reakcją na to, co dzieje się w naszym życiu aktualnie. Doszukiwanie się tego, co się dzieje dzisiaj, w jakiejś zamierzchłej przeszłości…??? Ponadto, jeśli psychoterapeuta nie przepracował swoich jakiś konfliktów i projektuje swoje jakieś rzeczy na pacjenta/klienta, to mnie to osobiście dotykało i wywoływało poczucie buntu (a takie sytuacje miały miejsce). Jeśli terapeuta z psychoter. poznawczo-behawioralnej odkrywał moje naturalne skłonności, talenty, temperament itd., to czułam ulgę albo dopiero za jakiś czas odkrywałam, że miał rację. Jeśli terapeuta (psychoanalityk) doszukiwał się we mnie czegoś, czego tam nie ma, czułam bunt.
    Jako pracownik „psychiatrii” wiem, jak często zdarzały się krzywdzące dla pacjenta sytuacje, jak pacjenci byli wykorzystywani do różnych celów biznesowych, mówiąc ogólnie, jak byli ignorowani, ośmieszani, obgadywani, ich intymne informacje o ich życiu były tematem połowy szpitala itd.
    Jako pacjent mam doświadczenie i pozytywne i negatywne. Na psychoanalizę reaguję buntem, agresją. Mam też i takie doświadczenie, że to do czego zachęcał mnie terapeuta behawioralny i co w efekcie zaczęłam robić i okazało się to strzałem w dziesiątkę, to o tę samą rzecz, jak już zaczęłam ją wprowadzać w życie, to terapeuta psychoanalityk pytał „a po co to pani robi”? I wtedy sobie myślałam: „o co chodzi w tej terapii?” (tak w ogóle). To tylko przykład. Napisałam bardzo ogólnie. Moja praca w szpitalu psychiatrycznym to moja największa życiowa trauma, która przyniosła największe straty w moim życiu. Uważam, że jeśli człowiek zniszczony w jakikolwiek sposób trafi „w złe ręce”, to lepiej żeby w ogóle się nie leczył.
    Psychoanalizy się boję, mam wrażenie, że tym sposobem można wmówić pacjentowi coś, czego w jego życiu nie było.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 94 obserwujących.

%d blogerów lubi to: