W obronie rozumu

Psychoterapia bez makijażu – Psychoterapia jest leczeniem

Premiera książki 16 kwietnia 2018 roku. Już dzisiaj jednak kolejny fragment rozmowy ze znanym i uznanym psychoterapeutą – prof. Jackiem Bombą. Pretekstem naszej rozmowy była historia Michała zatytułowana Psychoterapia jest religią, a której fragment zamieściłem w jednym z wcześniejszych wpisów.

Jacek Bomba, psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii. Urodzony w 1941 roku w Skawinie. Absolwent Liceum Ogólnokształcącego im. Augusta Witkowskiego w Krakowie w 1958 roku i Wydziału Lekarskiego Akademii Medycznej im. Mikołaja Kopernika w Krakowie w 1964 roku. Od 1966 do przejścia na emeryturę w 2011 roku związany z Katedrą Psychiatrii UJ CM. Emerytowany profesor zwyczajny w Uniwersytecie Jagiellońskim, były kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży. Katedry Psychiatrii i Katedry Psychoterapii UJ CM. Czynny zawodowo w Centrum Psychoterapii w Krakowie i w Fundacji Haubenstoków. Kształcenie podyplomowe: Katedra Psychiatrii UJ CM ( pod kierunkiem Antoniego Kępińskiego, Ewy Broszkiewiczowej i Marii Orwid), Institute of Psychiatry, London UK (Maudsley and Bethlem Royal Hospitals), State University of New York, Stony Brook, NY. Kształcenie w psychoterapii: Katedra Psychiatrii UJ CM, Sekcja Naukowa Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Główny temat zainteresowań badawczych: psychopatologia okresu dorastania. Opublikował ponad 200 opracowań. Publikował też prace upowszechniające wiedzę o człowieku i jego rozwoju. Certyfikat Psychoterapeuty Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Certyfikat Superwizora Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Prowadzi szkolenia superwizji psychoterapii. Stosuje psychoterapię, jako integralną część leczenia, od blisko 50 lat. Superwizuje psychoterapie od ponad 30 lat.

Foto Mirosław Sikorski

Psychoterapia jest leczeniem

 Miarą skuteczności pomocy jest jej wynik. W profilaktyce jest to uniknięcie choroby, w leczeniu – ustąpienie zaburzenia, w rehabilitacji – poprawa jakości życia.

 T.W.: Panie profesorze, dziękuję, że zgodził się pan na tę rozmowę. Myślę, że dzięki niej czytelnicy będą mogli spojrzeć na historię Michała z perspektywy profesjonalnego terapeuty. Jest ona dość nietypowa. Czy po przeczytaniu wywiadu przyznałby pan Michałowi prawo do nazywania siebie ofiarą psychoterapii?

J.B.: Nie mogę i nie chcę wypowiadać się w tej kwestii. Wymagałoby to oceny stanu zdrowia pańskiego rozmówcy, a orzekanie o stanie zdrowia musi poprzedzać badanie lekarskie. Jestem psychiatrą i psychoterapeutą. Traktuję psychoterapię jako istotną część opieki nad zdrowiem psychicznym. Jak każde leczenie, psychoterapia może zamiast oczekiwanych korzyści, doprowadzić do szkód. Rozstrzyganiem tego, czy niekorzystny wynik leczenia wynika z błędów popełnionych przez leczącego, czy jest niezawiniony, zajmują się powołane w tym celu instancje. Między innymi sądy koleżeńskie Izby Lekarskiej, czy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Z lektury rozmowy panów wywnioskowałem, że podstawowa kwestia to leczenie człowieka, który leczenia nie wymaga. I tego właśnie, czy pański interlokutor wymagał leczenia nie mogę ocenić nie badając go osobiście.

T.W.: Czy on jednak w ogóle był leczony? Pacjent prosił o diagnozę, nigdy jej od terapeuty nie uzyskał. Czy taka sytuacja jest w ogóle dopuszczalna?

J.B. Sądzę, że terapia to synonim leczenia. Leczenie zaś obejmuje też zapobieganie i rehabilitację, oraz – obecnie dość często – utrzymanie lub poprawę jakości życia u osób cierpiących na zaburzenia przewlekłe i nieuleczalne. Jestem zdania, że psychoterapia jest leczeniem w tym rozumieniu. Nie podzielam często spotykanego poglądu, że może służyć także doskonaleniu sprawności osób zdrowych. Podejmując leczenie, a więc i psychoterapię formułuję rozpoznanie, w formie hipotezy, i weryfikuję ją (hipotezę diagnostyczną) w trakcie leczenia. Mówię pacjentom o tych przypuszczeniach, upewniam się, czy jestem rozumiany, pytam o zgodę na kroki diagnostyczne i terapeutyczne. Staram się też informować o zmianach rozpoznania. Muszę przy tym dodać, że uważam obowiązujący system diagnostyczny za ułomny, a dziewiętnastowieczną koncepcję choroby za wyczerpaną. Kiedy proponuję psychoterapię jako główny sposób leczenia potrzebuję oddzielnej, indywidualnej diagnozy do psychoterapii. Uczę też takiego postępowania.

T.W.: Kwestia oddziaływań, które nazywa się obecnie psychoterapią i niezwykłego rozciągnięcia granic tego pojęcia jest niezwykle interesująca i powrócę jeszcze do niej w toku naszej rozmowy. Wcześniej jednak, chciałbym skupić się na tych wydarzeniach, o których rozmawiałem z Michałem. Wskazał on wiele mechanizmów manipulacyjnych, które mogły zadziałać wtedy, kiedy rozpoczynał psychoterapię i nakłonić go do uczestnictwa w niej. Wymienił m. in. siłę autorytetu, znaczenie przemilczeń, niechęć do stawiania diagnozy, dezinformację. Domyślam się, że odmówi pan jednoznacznego zajęcia stanowiska w tym konkretnym przypadku, dlatego też zadam od razu pytanie ogólne. Czy siła oddziaływania tych mechanizmów może w rzeczywistości być tak duża, jak opisał to Michał?

J.B.: Zacznę może od autorytetu, bo to jest raczej cecha nadana. Autorytetem się nie jest, lecz musi się być uznanym za taki. Pozostałe są zachowaniami (jeśli „niechęć do stawiania diagnozy” potraktujemy nie jako przypisaną postawę – niechęć, a jako unikanie). Wśród nich udzielanie fałszywych informacji trudno akceptować, chociaż i tu są wyjątki. Etyka lekarska dopuszcza nieudzielanie informacji na wyraźne życzenie pacjenta. W psychoterapii opartej na dążeniu do wglądu i przepracowania (czy łagodniej mówiąc, na zmianie racjonalizacji dysfunkcjonalnych na funkcjonalne) terapeuta jest odpowiedzialny za podawanie informacji (interpretacji) tylko wtedy, kiedy pacjent może je przyjąć. Ujęcie, jakie pan przyjął w pytaniu grupuje techniki używane przecież w reklamie i propagandzie i uważane za skuteczne.

T.W.: Panie profesorze, te techniki na przykładzie konkretnych zachowań swojego terapeuty zidentyfikował pacjent, nie ja. Ja tylko w imieniu czytelników, z których być może część rozważa udział w psychoterapii (a niektórzy może próbują zidentyfikować przyczyny niepowodzenia własnej terapii), próbuję się dowiedzieć, na ile groźne może być dla nich oddziaływanie podobne do tego, które opisał Michał opowiadając o początkach własnej terapii.

J. B.: Problem w tym, że nie mam możliwości oceny trafności osądu pańskiego rozmówcy. Mogę jedynie dyskutować z panem.

T.W.: Cóż, ja też nie mam takiej możliwości, traktuję relację Michała jako pretekst do rozważań na tematy, które uwypukla. Nie będę jednak nalegał, pozostawmy czytelnikom ocenę możliwości wystąpienia w trakcie procesu terapeutycznego wymienionych przez niego manipulacji. Myślę jednak, że relacja Michała jest także dobrym pretekstem aby porozmawiać o niektórych konkretnych procedurach terapeutycznych, w tym sytuacji zmiany terapeuty. Czy w tym zakresie obowiązują jakieś standardy? W opowiadanych przez pacjentów historiach uderza to, że z reguły pacjenci są pozostawiani sami sobie.

J.B.: Pytanie o standardy jest pozornie proste. A odpowiedź bardzo trudna. Dla mnie głównie dlatego, że polegam raczej na wrażliwości indywidualnej niż standardach narzucanych. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to postawa odmienna od powszechnej tendencji w rozumieniu profesjonalizmu. Jestem przywiązany do idei podmiotowości pacjenta i dbaniu o jego swobodną decyzję w wyborze sposobów leczenia, w tym zmiany leczącej go osoby. Kształtowałem się w warunkach pracy w zespole, w którym indywidualną terapię podejmował ten terapeuta, z którym pacjent nawiązywał najlepszy kontakt. Zespół pozwala też na możliwie łagodną zmianę terapeuty w przypadkach losowych. Pacjent nie jest zostawiany „samemu sobie”. Jestem świadom ryzyka swobodnego wyboru metody leczenia, a także osoby leczącej. Zagrożenie zdrowia czyni nas bezradnymi, a nasze kompetencje w materii leczenia są chyba mniejsze niż przy wyborze gatunku chleba. Jeśli pacjent informuje mnie, że był wcześniej w terapii, pytam o to czy terapię zakończył, czy przerwał, oraz czy i jak rozstał się z poprzednim terapeutą. Tej zasady staram się przestrzegać. Wolę, kiedy się rozstaje i wyjaśnia terapeucie dlaczego kończy terapię. Staram się też o to, żeby moi pacjenci mnie nie porzucali, ale kończyli terapię. Czasem jednak odchodzą bez pożegnania i muszę się z tym godzić. W przeszłości, kiedy leczyłem głównie dorastających (adolescentów) najlepiej się czułem słysząc: „nic mi Pan nie pomógł, sam sobie poradziłem”. Ale ma pan rację, problemy zakończenia psychoterapii, lub skierowania pacjenta do innego terapeuty, są dla psychoterapeutów trudne.

T.W.: Zadając to pytanie chciałem się po prostu dowiedzieć, czego uczą się terapeuci podczas przygotowania do zawodu, a więc dowiedzieć o minimum przyzwoitości. Zdarza się, że podobnie jak inni ludzie, terapeuci chorują, zachodzą w ciążę, zmieniają miejsce zamieszkania, a nawet umierają. To zdarzenia na tyle częste, że trudno ich nie przewidzieć. Tymczasem opowieści moich pacjentów, nie tylko Michała, skłaniają do wniosku, że większość w ogóle sobie tym nie zaprząta głowy. Jakiego minimum przyzwoitości przy zmianie terapeuty powinni oczekiwać pacjenci?

Ciąg dalszy rozmowy z prof. Jackiem Bombą w książce, która ukaże się drukiem w pierwszej połowie kwietnia 2018 roku. 

Zamów książkę już dzisiaj!

Okładka

 

W poprzednich wpisach zamieściłem fragment rozmowy z pacjentem oraz z prof. Jerzym Aleksandrowiczem, w którym omawialiśmy problemy poruszone przez pierwszego pacjenta. Następnie opublikowałem  fragment rozmowy z pacjentką Paulą i rozmowę z Mają Filipiak komentującą przypadek Pauli. Trzeci przypadek został omówiony w rozmowie przeprowadzonej z Andrzejem Śliwerskim – psychoterapeutą behawioralno-poznawczym. Kolejne odsłony wkrótce!

O książce napisali m.in.:

Tomasz Witkowski udowadnia po raz kolejny, że zdrowy rozsądek jest największym skarbem człowieka, a wiedza wciąż stanowi pewną lokatę.

Bartosz Panek, Polskie Radio 2, Laureat Prix Italia w 2014 r. 

Wstrząsające opowieści o złowrogiej rzeczywistości, której na co dzień nie mamy możliwości zobaczyć. Non-fiction, choć chciałoby się wierzyć, że to tylko literacka fikcja.

Konrad Szołajski – reżyser i scenarzysta

Psychoterapia jest działalnością wyjętą w Polsce spod prawnych regulacji i społecznej kontroli. Na szczęście jest Tomasz Witkowski. W tej książce znowu tropi terapeutyczne nadużycia. Oddaje głos zarówno ich ofiarom, jak i wybitnym psychoterapeutom, z którymi krytycznie omawia każdy przypadek. Ktokolwiek chce uczciwie uprawiać psychoterapię – albo się jej poddać – musi skonfrontować się z tym, co na kartach tej książki opisano. 

Tomasz Stawiszyński, filozof, eseista, autor książki

Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii

Czy psychoterapia rzeczywiście stanowi remedium na współczesne problemy człowieka? Czy może, jak podnosi w swojej książce Tomasz Witkowski, potrafi być pozbawionym logiki i odpowiedniej wiedzy narzędziem do krzywdzenia i tak już skrzywdzonych ludzi? Publikacja Witkowskiego w przejmujący sposób ukazuje rozdźwięk pomiędzy medialno-marketingowym optymistycznym wizerunkiem psychoterapii a rzeczywistością, w której ludzkie odpady są pozostawione samym sobie. To zapis bezsilnego krzyku ludzi słabych i poranionych za przyzwoleniem większości. Must read nie tylko dla tych, którzy mają cokolwiek wspólnego z psychoterapią.
Anna Szulc, dziennikarka społeczna „Newsweeka”,
laureatka Grand Press w kategorii reportażu

Witkowski otwiera przed czytelnikami mroczne tajemnice szczelnie zamkniętego środowiska psychoterapeutów.  Stawia tezy, dając jednocześnie szansę na własną interpretację ciemnej strony psychoterapii. To lektura nie tylko dla „wtajemniczonych“, ale też doskonały przewodnik  dla literatów i filmowców. Kontrowersyjne i mocne.

Robert Wichrowski, reżyser, wykładowca, dr sztuki filmowej

 

Przeczytaj wywiad z autorem w:

Posłuchaj i obejrzyj rozmowę o książce:

Premiera książki: 16 kwietnia 2018 r.

Reklamy

One comment on “Psychoterapia bez makijażu – Psychoterapia jest leczeniem

  1. Em
    Marzec 11, 2018

    Najciekawsze jest to, że Pan Profesor powołuje się na nieznajomość stanu zdrowia pacjenta, nie wspominając o braku znajomości stanu zdrowia psychoterapeuty.

    Też jestem po wielu terapiach (w tym stacjonarnych 3-6 miesięcznych), psychoanalitycznych i psychodynamicznych. Po każdej terapii nowa diagnoza. Jedna z tych stacjonarnych terapii była dla mnie kolejną traumą w życiu. Wyszedłem z niej w znacznie gorszym stanie psychicznym i po 2 tygodniach „pobiegłem” do psychiatry po ratunek. Później trafiłem do terapeuty DBT i to był strzał w dziesiątkę. W końcu poprawna diagnoza. Dwa lata terapii i nie spełniam już kryteriów borderline, nie potrzebuję też psychiatry. Obecnie jestem szczęśliwym człowiekiem, założyłem rodzinę, realizuję swoje pasje.

    Z perspektywy czasu patrzę na poprzednie terapie jak na gusła, które mi znacząco zaszkodziły.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Reklamy

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 104 obserwujących.

%d blogerów lubi to: