W obronie rozumu

Psychoterapia bez makijażu – Don’t leave me…

Don't leave me

Don’t leave me…

(fragment)

Tomasz Witkowski: Podjęła pani kolejną terapię?

Sylwia: Kolejny kontakt.

T.W. Może pani o tym opowiedzieć?

S. Nie ma tu nic do powiedzenia, oprócz mojej głupoty. On tak pięknie pisał w Internecie, z takim zrozumieniem o kimś takim jak ja. Chciałam doświadczyć tego zrozumienia. Jak poczułam, tak zrobiłam. Przypadkowo go zobaczyłam w tym. Empatią mnie zafascynował i tłumaczeniem prostym rzeczy, do których inni dorabiali teorie.

T.W. Bardzo enigmatycznie pani o tym opowiada. Kim jest ów tajemniczy „on”, poza tym, że to ktoś dotychczas nieznany pani, na kogo przypadkiem natknęła się w Internecie?

S. Psychoterapeutą i człowiekiem lubiącym wyzwania. Tak powiedział. Prywatnym. Mnie w końcu przyjmował bez pieniędzy jednak. Obiecał, że nie zrobi mi tego, co zrobił ten poprzedni. Nie porzuci, nie wezwie policji. Od wejścia z drzwi podałam mu moją diagnozę oraz opisałam historię z poprzednim terapeutą nie zatajając niczego. Chciałam by zanim się weźmie za mnie wiedział kogo bierze i jak trudno mu może być z tym. Zależało mi żeby mnie potem nie skrzywdził jak mu już zaufam i będę bezbronna wobec niego. Powiedział, że się podejmie. Przytulał, głaskał, rozmawiał. Dzwonił, pisał. To trwało. Potem przestało trwać. Żona się zdenerwowała, ja przesadziłam. Uznał, że Mount Everest nie dla niego. Zapomniał, że ma w terapii człowieka, a nie wyzwanie, którego zresztą podjął się z pełną wiedzą i odpowiedzialnością, jak mniemam.

T.W. Z pani opisu wnioskuję, że rozpoczęła pani kolejną terapię, ale aby to doprecyzować, proszę powiedzieć, czy przed rozpoczęciem tego, jak to pani nazywa, „kontaktu” ustaliliście wzajemnie, czy to jest po prostu bezpłatna psychoterapia, czy też relacja dwojga dorosłych osób bez żadnych zobowiązań wobec siebie?

S. On mnie przyjął na psychoterapię. Tylko dla mnie to była relacja.

T.W. Rozumiem. Jak długo trwała wasza relacja?

S. Około 1,5 roku

T.W. Wcześniej wspomniała pani, że terapeuta panią przytulał i głaskał. Po jakim czasie od rozpoczęcia terapii doszło do kontaktów cielesnych?

S. Po kilkunastu tygodniach.

T.W. Czy te kontakty zainicjował on czy pani?

S. Nie wiem już. Za rękę to ja go próbowałam brać. On potem ustalił to jako część kontraktu. To ja go wkurzyłam, ale to on uderzył mnie z całej siły w twarz, uprzednio złapawszy za szyję po wybiegnięciu z gabinetu. Była też taka sytuacja, że go wyprowadziłam z równowagi przez telefon. Nawrzeszczał na mnie nazywając dziewczynką, która sobie pozwala i że zobaczę co mi zrobi jak nie przestanę. Przeżyłam spory szok bo to był pierwszy raz. Sprowokowało mnie to bym przyszła na sesję i położyła mu głowę na kolanach. On mnie wtedy pogłaskał po tym głupim łbie. Jak Pan uważa, kto w tym całym pomieszaniu kogo prowokował i inicjował cokolwiek? Bo ja czuję tylko zagubienie jak o tym myślę

T.W. Czy doszło również między wami do kontaktów seksualnych?

S. Lizałam go po rękach, po szyi. Swojego członka mi pokazał. To są kontakty seksualne czy nie? Naprawdę nie wiem.

T.W. Pani Sylwio, ja osobiście uważam, że to są kontakty seksualne, i że terapeuta wykroczył daleko poza swoje uprawnienia, ale nie moja opinia jest tutaj najważniejsza, bardziej istotne jest to, jak ocenią to inni psychoterapeuci i czytelnicy tej książki. Wcześniej wspomniała pani, że wasza relacja zdenerwowała żonę terapeuty i to była przyczyna jej zakończenia. Może pani opowiedzieć co dokładnie się wydarzyło?

S. Wysłałam mu od cholery sms-ów m.in. takich, gdzie pisałam o mojej cipce, o naszej relacji, o moich uczuciach, coś z sesji wspominałam, etc. Jego żona sobie przeczytała i spytała go o jakie tu cipki chodzi. Powiedział mi to jak siedzieliśmy na trawniku, jak już poszła sobie policja. Powiedział mi wtedy także, że go to wszystko zalewa. Tak się wyraził. Że żona mówi mu żeby się wycofał z relacji ze mną. Powiedział, że ucina kontakt telefoniczny i sms-owy, ale sesje zostawia. Jest sens mówić dalej?

T.W. Skąd znowu ta policja? Nic pani wcześniej o niej nie wspominała.

S. Przyszłam parę razy pod gabinet totalnie wykończona, zrozpaczona i prosiłam o łagodniejszy sposób zakończenia naszego kontaktu telefonicznego, – przypomniałam, że gdy się podejmował pracy ze mna, obiecał mnie tak nie odciąć. Wtedy wezwał policję chyba czterokrotnie w ciągu tygodnia, twierdząc, że już nie chce ze mną rozmawiać. Wzywał też policję podczas wcześniejszych kłótni, bo myślał, że to mnie spacyfikuje i przestanę mu pyskować. Jak już przyjeżdżały służby, odsyłał ich, a my sobie dalej siedzieliśmy na trawniku na przemian wyznając sobie miłość i nienawiść.

T.W. Wróćmy do momentu, kiedy siedzieliście razem na trawniku po tym jak odjechała już policja. Zaakceptowała pani odcięcie kontaktu telefonicznego i kontynuowanie sesji terapeutycznych?

S. Nie. Byłam przerażona perspektywą odcięcia. To było dla mnie totalne porzucenie. Głowa mi pękała z bólu a momentami nic do mnie nie docierało. Tego nawet nie da się opisać. Coś mówiliśmy, ale to było bez znaczenia. Słowa po prostu płynęły, a ja się czułam jak odrealniona. Cały czas myślałam, że wszystko skończy się dobrze. Przecież obiecywał, że mnie nie zostawi.

T.W. Co wydarzyło się później?

S. Później był weekend, kiedy nie dzwonił do mnie, a ja zamknęłam się w domu w stanie obłędu. W poniedziałek zjawiłam się w gabinecie, chyba nieumówiona, ale czekałam aż skończy sesję z kimś i próbowałam mu powiedzieć, że ja tak nie daję rady. Jak już miał w zwyczaju, wezwał policję, tłumacząc, że się „do niego zbliżam”, a on sobie nie życzy, i że złożył już w komendzie wniosek o zakaz zbliżania. Wezwał też pogotowie, tłumacząc im przez słuchawkę, że pacjentka co prawda nie zachowuje się agresywnie, ale on już jej nie chce tutaj widzieć, bo przerwał terapię, a policja nie chce mnie usunąć na dobre, ja wracam, no a to kłopot. Poinformował zebrane służby o czym rozmawialiśmy na sesji, czyli sam się zwolnił z tajemnicy zawodowej. Policja odjechała. Pogotowie zawiozło mnie na izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego tłumacząc, że to proforma bo oni nie wiedzą co w sumie zrobić, ale zaraz mnie puszczą. Tak też się stało, wkurzona ordynator kazała mi wracać skąd przyszłam, bo diagnoza borderline nie uprawnia do korzystania z usług wariatkowa. Wpisała: „zalecana psychoterapia ambulatoryjna”. Po tej akcji byłam tak wściekła, że kolejnego dnia weszłam na jego sesję z jakąś pacjentką, doszło do pyskówki. Potem trzy miesiące wyjęte z życia. Spałam. Prawie 24/24. Rzeczywistość mieszała mi się ze snem. Dzwoniłam do niego, a może już nie, to też mi się mieszało. Gdzieś wcześniej jeszcze rozmawiałam z nim przez telefon. Prosiłam, że jeśli naprawdę nie może tego kontaktu kontynuować to chociaż zakończmy to jak ludzie bo ja jestem w terapii i on wiedział o moich problemach z separacją, przecież uzgadnialiśmy, że nie zakończy się to w ten sposób z jego strony… Wyznaczył jakiś proces zakończenia. Za 5 minut zadzwonił i powiedział, że odwołuje, bo „uległ mojej presji”. Że trudno, jeśli łamie zasady terapii. (W kodeksie etycznym psychoterapeuty jest zapis o tym jak należy kończyć terapię by nie skrzywdzić pacjenta.)

T.W. I to był definitywny koniec kontaktów z tym terapeutą?

S. Czasem wysyłam mu sms-a zawsze z jednym i tym samym pytaniem, dlaczego mnie skrzywdził. Nie wiem, po co to robię. Odpowiedzi nie będzie. Jest to na pewno definitywny koniec moich kontaktów z ludźmi, w tym terapeutami. To tylko krzywdzenie ludzi.

T.W. Gorzka konstatacja jak na osobę, która wielokrotnie próbowała uporządkować swoje życie przy pomocy terapii. Pani Sylwio, pozostaje mi podziękować pani za rozmowę i życzyć, aby spotykała pani na swojej drodze ludzi mądrych i dobrych.

S. Liczę, że książka zostanie szybko wydana bo czeka już zbyt długo. Ja również dziękuję Panu za rozmowę, wsparcie psychiczne i realne dla moich działań.

Całość rozmowy dostępna w książce już 16 kwietnia 2018 r.

 

Zamów książkę już dzisiaj

Tomasz Witkowski udowadnia po raz kolejny, że zdrowy rozsądek jest największym skarbem człowieka, a wiedza wciąż stanowi pewną lokatę.

Bartosz Panek, Polskie Radio 2, Laureat Prix Italia w 2014 r. 

Wstrząsające opowieści o złowrogiej rzeczywistości, której na co dzień nie mamy możliwości zobaczyć. Non-fiction, choć chciałoby się wierzyć, że to tylko literacka fikcja.

Konrad Szołajski – reżyser i scenarzysta

Psychoterapia jest działalnością wyjętą w Polsce spod prawnych regulacji i społecznej kontroli. Na szczęście jest Tomasz Witkowski. W tej książce znowu tropi terapeutyczne nadużycia. Oddaje głos zarówno ich ofiarom, jak i wybitnym psychoterapeutom, z którymi krytycznie omawia każdy przypadek. Ktokolwiek chce uczciwie uprawiać psychoterapię – albo się jej poddać – musi skonfrontować się z tym, co na kartach tej książki opisano. 

Tomasz Stawiszyński, filozof, eseista, autor książki

Potyczki z Freudem. Mity, pokusy i pułapki psychoterapii

Czy psychoterapia rzeczywiście stanowi remedium na współczesne problemy człowieka? Czy może, jak podnosi w swojej książce Tomasz Witkowski, potrafi być pozbawionym logiki i odpowiedniej wiedzy narzędziem do krzywdzenia i tak już skrzywdzonych ludzi? Publikacja Witkowskiego w przejmujący sposób ukazuje rozdźwięk pomiędzy medialno-marketingowym optymistycznym wizerunkiem psychoterapii a rzeczywistością, w której ludzkie odpady są pozostawione samym sobie. To zapis bezsilnego krzyku ludzi słabych i poranionych za przyzwoleniem większości. Must read nie tylko dla tych, którzy mają cokolwiek wspólnego z psychoterapią.
Anna Szulc, dziennikarka społeczna „Newsweeka”,
laureatka Grand Press w kategorii reportażu

Witkowski otwiera przed czytelnikami mroczne tajemnice szczelnie zamkniętego środowiska psychoterapeutów.  Stawia tezy, dając jednocześnie szansę na własną interpretację ciemnej strony psychoterapii. To lektura nie tylko dla „wtajemniczonych“, ale też doskonały przewodnik  dla literatów i filmowców. Kontrowersyjne i mocne.

Robert Wichrowski, reżyser, wykładowca, dr sztuki filmowej

Przeczytaj pozostałe fragmenty:

Rozmowa 1;     Rozmowa 2;     Rozmowa 3;     Rozmowa 4;     Rozmowa 5;     Rozmowa 6;    Rozmowa 7;     Rozmowa 8;

 

Przeczytaj wywiad z autorem w:

Posłuchaj i obejrzyj rozmowę o książce:

Premiera książki: 16 kwietnia 2018 r.

Reklamy

2 comments on “Psychoterapia bez makijażu – Don’t leave me…

  1. Kinga
    Maj 23, 2019

    Niestety..taka prawda. Mam zdiagnozowaną osobowość chwiejną emocjonalnie (borderline) i u mnie wygląda to podobnie. Terapie kończą się zerwaniem, są bardzo bolesne, dla mnie niszczące. Nikt nie wzywa policji itp, nie przekraczam aż tak granic, ale ból ten sam.Terapeuci podejmują się „leczenia” takiego zaburzenia a życie weryfikuje i pokazuje, że nie mają pojęcia o leczeniu takiego zaburzenia. W końcu wychodzę w gorszym stanie niż przyszłam i kolejnymi ranami, odrzuceniem i rozczarowaniem. Muszę radzić sobie sama z tym potem. A słono trzeba płacić za terapię – psychicznie, emocjonalnie i finansowo.I tak jak bohaterka, też chciałam poukładać siebie i swoje życie. Wyjść na prostą, wyzdrowieć.

    • Michał
      Maj 25, 2019

      Ja nie mam zdiagnozowanego borderline, ale poczucie po 2 ukończonych terapiach mam podobne. To co mnie napędzało w terapii była obietnica i nadzieja. Chodzi o nadziję na pozbycie się problemów, które ograniczają moję życie. Chodzi o formę lęku społecznego. Jednak przychodzi moment, że ciężko jest dalej żywić się fantazjami i do człowieka zaczyna docierać, że druga strona nie wie specjalnie co powinna robić i czy to co robi na prawdę mi pomoże. To jest dziwny moment, bo zaczynasz dostrzegać też rosnącą niepewność i skrępowanie drugiej strony. Tak jakby pojawiała się z jednej strony forma wstydu, a z drugiej chęć udowodnienia sobie, że wszystko jest ok i nadal jestem dobrym terapeutą.

      Jedna terapia skończyła się moim pożegnaniem z terapeutą w nastroju lekkiej złości, bo terapia trwała 3 lata a ja raportowałem, że jest raczej gorzej ze mną, a mimo to byłem w procesie trzymany. Myślałem że musi być gorzej żeby potem było lepiej…ale z czasem uzmysłowiłem sobie, że jestem jakby zakładnikiem potrzeb terapeuty, który nie bierze odpowiedzialności za moje zdrowie i życie, tylko za swoje wyobrażenie o sobie. Jakby moim obowiązkiem wobec terapeuty było wyleczenie się, które jednak nie następowało.

      Druga terapia to terapia, z której byłem już w zasadzie wypychany, ale gdyby ktoś mnie poinformował jakie będą jej efekty, to ja nawet bym się na niej nie pojawił. Po prostu jak głupek i naiwniak, czekałem na efekty i nie łapałem aluzji, że mam sobie już w zasadzie iść i nie przychodzić. Zakończyło się stwoerdzeniem, że prawdopodobnie to nie fobia, ale zaburzenia osobowości bo trwa to już zbyt długo. Tylko w takim razie czemu to się przerodziło w Z.O. skoro byłem w procesie terapeutycznym? Czy nie powinno się raczej w drugą stronę transformować? A nawet jeśli, to czemu w takim razie przez lata byłem leczony na coś innego…i jak terapeuta prowadzi to leczenie, skoro jak się potem okazuje nawet nie wiedział co mi jest…

      Ty masz charakter wybuchowy pewnie. Ja mam ćwokowaty…ale tak źle i tak nie dobrze, bo ja nawet nie śmiałem pomyśleć, że terapeuta może być niekompetentny, albo robić coś źle i ta ćwokowatość mnie trzymała na terapii. Naiwność. Ktoś bardziej asertywny by pewnie spojrzał prawdzie w oczy wcześniej. Teraz jestem jakiś internetowym pół-filozofem i mazgajem :)…ale dobre w tym wszystkim jest to, że jak zaczniesz patrzeć prawdzie w oczy, zaczniesz się pozbywać złudzeń i fantazji, to jednak wraca się do pionu. Ja mogę powiedzieć, że decyzja o terapii to najgorsza decyzja w moim życiu. Jest we mnie sporo złości, tym bardziej, że widzę jak mój terapeuta rozwija swój ośrodek, a to jak sobie ja radzę i co się stało w mojej terapii nikogo nie obchodzi. Świat ma to w dupie i w zasadzie takie „operacja się udała, ale pacjent zmarł i co z tego?”

      To jest jednak szokujące jak głęboko wszyscy mają gdzieś takie historie, albo czy terapia na prawdę działa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Reklamy

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 136 obserwujących.

%d blogerów lubi to: