W obronie rozumu

Czego (dotychczas) nauczył mnie skandal wokół stanfordzkiego eksperymentu więziennego?

Jak wiele podobnych wydarzeń pokazał mi bezmiar mojej naiwności. Po raz kolejny przekonałem się, że moje prostoduszne przekonania o zasobach wiedzy i potrzebie zrozumienia świata przez ludzi, są mocno wyolbrzymione. Z rozmysłem nie wymieniłem tu zdolności intelektualnych. Do zrozumienia tego, co się stało, nie jest niezbędna ponadprzeciętna inteligencja. Wystarczy odrobina wiedzy i chęć zrozumienia czegoś więcej, niż tylko własnych poglądów zbudowanych na niepełnych informacjach. Tylko tyle. Aż tyle.

Kilka tygodni temu na świecie zrobiło się głośno wokół słynnego, przeprowadzonego w 1971 roku stanfordzkiego eksperymentu więziennego. Wszystko to za sprawą publikacji książki francuskiego dokumentalisty Thibault Le Texiera zatytułowanej Histoire D’Un Mensonge (Historia kłamstwa), w której autor ujawnia kulisy przeprowadzonych przez Philipa Zimbardo badań. Książka pokazuje w jaki sposób Zimbardo manipulował sytuacją, aby uzyskać to co zamierzał, a co świat zna w postaci sformułowanych przez niego wniosków.

Ponieważ zajmuję się nadużyciami w nauce (a w psychologii w szczególności) od wielu lat, postanowiłem również zabrać głos w tej sprawie. Napisałem krótki komentarz do tych wydarzeń, zawierający linki do najistotniejszych źródeł i opublikowałem go na swoim blogu (https://tomwitkow.wordpress.com/2018/06/29/wlasnie-rozpoczyna-sie-jeden-z-najciekawszych-eksperymentow-w-historii-psychologii/). Poświęciłem nieco więcej czasu, aby w sposób bardziej wyczerpujący przyjrzeć się konsekwencjom, które spowodował zarówno sam eksperyment, jak i skandal wokół niego (https://tomwitkow.wordpress.com/2018/07/02/lucyfer-ktorego-wymyslil-zimbardo-o-konsekwencjach-stanfordzkiego-eksperymentu-wieziennego-i-skandalu-ktorego-stal-sie-obiektem/). Na zaproszenie redakcji NEWSWEEK.PL napisałem krótki artykuł na ten temat (http://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/eksperyment-wiezienny-podwazony-co-to-oznacza-,artykuly,429673,1.html), wziąłem udział w audycji radia TOK FM (http://audycje.tokfm.pl/podcast/Wiezienny-eksperyment-Zimbardo-przeklamaniem-Wielki-skandal-wisi-w-powietrzu/64386).

Wszystkie moje wypowiedzi, jak również publikacje innych autorów spowodowały dość ożywioną dyskusję wokół wydarzeń związanych z ujawnieniem nieprawidłowości eksperymentu więziennego. Niedowierzanie, zdziwienie, trwoga, niesmak – to tylko część uczuć, które wzbierały we mnie podczas tych dyskusji. Aby jednak nie tracić czasu na ich rozpamiętywanie, postanowiłem zebrane wnioski zebrać w postaci wniosków, którymi chciałby w tym miejscu się podzielić. Jak pisałem we wstępie, dotyczą one dwóch obszarów – wiedzy i potrzeby (chęci) zrozumienia rzeczywistości.

WIEDZA

Przerażająco duża część dyskutujących nie wie czym jest w nauce eksperyment, co bada i w jaki sposób, czym różni się od obserwacji i doświadczenia. Odbiorcy takich tekstów jak moje utożsamiają eksperyment z doświadczeniem czegoś, jakimś rodzajem majsterkowania w rzeczywistości badawczej. Jeszcze bardziej zatrważające jest to, że spora część osób zabierających głos, to ludzie posiadający wyższe wykształcenie. Ja sam wyniosłem wiedzę na temat eksperymentu z liceum i błędnie założyłem, że przeciętnie wykształcony człowiek to rozumie. Pamiętam, że prowadząc zajęcia z wprowadzenia do psychologii na pierwszym roku, starałem się te pojęcia wyjaśnić i utrwalić. Być może w tej chwili nie należy do kanonu wiedzy rozumienie czym jest eksperyment, ale bez tego ani się nie da zrozumieć, czego słynny eksperyment więzienny dotyczył (i jakikolwiek inny), ani tym bardziej tego, czego dotyczy skandal, jaki wokół niego powstał. Takie pojęcia, jak zmienna, hipoteza, grupa kontrolna, zaślepienie próby to elementarz dla kogoś, kto chciałby wypowiadać się na temat eksperymentów naukowych nie kompromitując się przy tym.

Podobnie jak w kwestii pojęcia eksperymentu, tak również ogromne zamieszanie panuje w rozumieniu związków przyczynowo skutkowych. Eksperyment właśnie, to jedyna w nauce metoda, za pomocą której możemy badać związki przyczynowo skutkowe. Obserwując jakieś zjawiska możemy tylko domyślać się przyczyn określonych zdarzeń. W eksperymentach staramy się wywołać te zjawiska za pomocą takich czynników, co do których podejrzewamy, że mogą być ich przyczynami. Jeśli to się uda, możemy mówić, że odkryliśmy te przyczyny. Obserwowanie jakichś zależności, kiedy coś występuje po czymś niekoniecznie oznacza, że to coś „przed” jest przyczyną tego czegoś „po”. W logice traktuje się to jak błąd post hoc ergo propter hoc. Współwystępowanie jakichś zdarzeń też niekoniecznie oznacza, że jedno z nich jest przyczyną drugiego. Dowolne zamienianie przyczyn i skutków w sytuacji , kiedy dysponujemy wyłącznie danymi korelacyjnymi, powoduje takie zamieszanie, z którego ludzie o niewielkiej motywacji do wysiłku intelektualnego wyciągają „jedynie słuszne” wnioski – „w każdym twierdzeniu tkwi ziarno prawdy”, lub co gorsza „prawda leży pewnie gdzieś po środku”. Niestety, jak mawia mój kolega, rodzynki w błocie nie czynią z niego ciasta, a prawda nie jest średnią różnych poglądów.

Chyba najgorzej jest rozmawiać o wydarzeniach, o których każdy coś słyszał. Tak jest właśnie w przypadku eksperymentu więziennego. Ktoś miał jakieś zajęcia na pierwszym roku, ktoś widział film fabularny, ktoś czytał o tym w jakiejś książce. Z tych informacji buduje się pewne wyobrażenie, nie wiedzę. Zadziwiająca liczba ludzi (również tych wykształconych, a może przede wszystkim ich) podczas dyskusji polega na swoich wyobrażeniach i broni do upadłego wniosków sformułowanych właśnie na podstawie swoich wyobrażeń o pewnych zdarzeniach. Tymczasem eksperyment więzienny to konkretne fakty (bardzo słabo znane dyskutującym), które zostały wielokrotnie przez jego twórców zrelacjonowane. Odkrycia Le Texiera to również fakty (jeszcze mniej znane dyskutantom) zebrane z archiwum stanfordzkiego eksperymentu więziennego. W oderwaniu od nich nie da się wyciągnąć poprawnych wniosków. Współczesne szkoły (również wyższe) budują w nas fałszywe przekonanie, że dla każdego poglądu należy oczekiwać szacunku, również dla tych, zbudowanych z wyobrażeń. Warto pamiętać, że kiedy wjedziemy na czerwonym świetle na przejście dla pieszych i zabijemy przechodnia, nikt nie uszanuje naszego poglądu na temat koloru światła, który rzekomo widzieliśmy w tamtym momencie.

POTRZEBA ZROZUMIENIA RZECZYWISTOŚCI

Leży u podstaw naszych zasobów wiedzy, więc pośrednio brak wiedzy świadczy o nasileniu tej potrzeby. Warto jednak przyjrzeć się reakcjom na to, co wydarzyło się po zdemaskowaniu fałszerstw Zimbardo.

Szoki i niedowierzanie – bardzo rzadka reakcja. Ludzie reagujący w ten sposób najczęściej na własną rękę próbują dobrać się do faktów, potwierdzić lub sfalsyfikować uzyskaną informację. Zajmuje im sporo czasu, zanim sformułują swoją opinię. Zadają pytania (niezwykle rzadkie zjawisko!), poszukują aktywnie odpowiedzi, analizują wiarygodność źródeł informacji. Ich zachowanie napędza chęć zrozumienia otaczającej ich rzeczywistości.

„Zawsze podejrzewałem, że z nim coś jest nie tak”– taka reakcja może mieć dwa źródła. Jednym z nich mogą być rzeczywiste wątpliwości dotyczące badań Zimbardo. Ludzie kierowani rzeczywistymi wątpliwościami i formułujący taką opinię potrafią ją uzasadnić odnosząc się do faktów. Często po prostu nie poświęcili tym wątpliwościom odpowiednio dużo czasu aby je rozwiać lub ugruntować. Drugim źródłem takiej reakcji jest to, co znamy w psychologii jako efekt pewności wstecznej (hindsight bias) nazywany też efektem „wiedziałem-że-tak-będzie”. Jest to tendencja do oceniania przeszłych wydarzeń jako bardziej przewidywalnych, niż rzeczywiście były. Prawdopodobnie wynika z tego, że wiedza na ich temat jest bardziej dostępna niż wiedza na temat możliwości, które się nie zdarzyły. W takim przypadku ludzie starają się zachować spójność swojej wiedzy o świecie manipulując prawdopodobieństwami wydarzeń raczej niż wzbogacać ją o dodatkowe fakty. Przypomina to trochę przestawianie w głowie klocków w taki sposób, aby pasowały do nowego, zmienionego obrazka. W obu przypadkach potrzeba zrozumienia rzeczywistości jest czymś istotnym dla takich osób – są skłonne włożyć pewien wysiłek w jej zaspokojenie.

„Nawet jeśli cos tam skłamał, to i tak inni udowodnili że jest tak jak twierdził” – reagujący w ten sposób mają mgliste wyobrażenie zarówno o samym eksperymencie więziennym, jak i innych, równie znanych (najczęściej eksperymentach Milgrama). Z całą pewnością jednak charakteryzuje ich duże zaufanie do własnej (najczęściej szczątkowej) wiedzy. Ta wiedza sprowadza się do przekonania, że człowiek potrafi być zły pod wpływem czynników zewnętrznych. Nie mają zamiaru jej weryfikować ani wzbogacać (zaśmiecać) dodatkowymi faktami. Wolą swoją energię skierować przeciwko tym, którzy burzą ich dobre samopoczucie. Tutaj potrzeba zrozumienia rzeczywistości zostaje zastąpiona przez potrzebę obrony stworzonego obrazu świata. Dyskusja z takimi ludźmi skazana jest na porażkę – jest to coś, czego najtrudniej jest mi się nauczyć.

Zaprzeczanie – prawdopodobnie dotyczy ludzi, którzy, jak poprzednia grupa, zdobyli pewne wyobrażenie wiedzy, ale jednocześnie w przeszłości zaangażowali się aktywnie w jakiś rodzaj działań zgodnych z tym wyobrażeniem (uczenie innych, przekonywanie, popularyzowanie itp.). Natychmiastowe zaprzeczanie bez sprawdzenia faktów wynika najprawdopodobniej z silnej potrzeby redukcji dysonansu poznawczego. W tym wypadku potrzeba rozumienia rzeczywistości jest całkowicie zdominowana przez potrzebę obrony własnego wizerunku.

Dotychczas nie spotkałem nikogo, kto próbowałby bronić stanowiska Zimbardo posługując się wyłącznie faktami. Pozostaje mieć nadzieję, że wynika to z tego, iż analiza faktów jest czasochłonna, a nie z tego, że nie ma ludzi, którzy chcieliby poddać fakty takiej analizie.

P.S. Przedstawiciele świata, którego skandal dotyka najbardziej – świata nauki, niemal zupełnie nie zabrali dotychczas głosu w tej sprawie. Być może to wina wakacji, a może czegoś zupełnie innego. Nie wiem. Prawdopodobnie jednak ich reakcje wkrótce wzbogacą krajobraz bitwy o prawdę.

Reklamy

One comment on “Czego (dotychczas) nauczył mnie skandal wokół stanfordzkiego eksperymentu więziennego?

  1. Michal
    Lipiec 11, 2018

    Są tacy dwaj Panowie w internecie. W naszym rodzimym Krzysztof Karoń. W zagranicznym Jordan Peterson. To są sprawy mocno polityczne, ale obaj mówią, że uniwersytety zostały w zasadzie skorumpowane przez ludzi o pewnego rodzaju poglądach. Zadanie jakie ci ludzie przed sobą widzą, to szerzenie tych poglądów i edukowanie społeczeństwa w sensie przekazywania słusznych poglądów, a nie uczenia. To chyba szerszy problem i pewnie całe pokolenia naukowców i pracowników naukowych zostało przez takich ludzi ukształtowanych.

    Świetnie wpisuje się w to wszystko sprawa Zimbardo. Wygląda to tak, jakby po prostu posłużył się autorytetem naukowym do szerzenia słusznych poglądów, no a reszta która te poglądy uznaje za słuszne, po prostu go broni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Reklamy

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 107 obserwujących.

%d blogerów lubi to: