W obronie rozumu

Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, czy ten, co mówić o tym nie pozwala?

Zapraszam do lektury artykułu, który ukazał się 1 września w „Rzeczpospolitej”. Zawiera garść moich refleksji na temat etyki zawodowej, a w szczególności na temat jej wykorzystania jako narzędzia wymuszającego lojalność w stotunku do własnej grupy zawodowej. Niestety, zarówno tytuł, jak i śródtytuły pochodzą od redakcji i nie były ze mną wcześniej uzgadniane.

Czasami trzeba kalać własne gniazdo

Czy bardziej przysłuży się wizerunkowi zawodu nabranie wody w usta w obliczu kryzysowej sytuacji, czy otwarta konfrontacja z nią? Kto wiarygodniej przedstawi praktyki nierzetelnych przedstawicieli zawodu lekarza, nauczyciela, psychologa, inżyniera – dziennikarz czy wykształceni przedstawiciele tych zawodów? – zastanawia się psycholog i autor książek popularnonaukowych.

Ceną, jaką płacimy za akceptację grupy, jest lojalność wobec innych jej członków. Jej gwarantem jest lęk przed ostracyzmem społecznym – mechanizm ukształtowany najprawdopodobniej w wyniku ewolucji. Znalezienie się poza obrębem grupy znacząco minimalizowało szanse przetrwania, ci zaś, którzy takiego lęku nie okazywali, prawdopodobnie nie mieli zbyt wiele szans przekazania swoich genów następnym pokoleniom. Niedawno opublikowane wyniki badań pokazały, że nawet tak banalna rzecz jak zainteresowanie popkulturą jest powodowana nie siłą jej przyciągania, ale lękiem przed znalezieniem się poza obrębem grupy, przed poczuciem „wypadnięcia z obiegu”.

Przez większą część naszej historii było to kwestią dość banalną – grupę stanowiła rodzina, plemię, do którego należeliśmy – i nie mieliśmy specjalnego wyboru. Obecnie przybrało to jednak formę niezwykle złożoną. Występujemy na co dzień w tak wielu różnych rolach i przynależymy do tak wielu różnych grup, że czasem lojalność w stosunku do wszystkich staje się postulatem niewykonalnym. Różna też bywa konsekwencja z jaką grupy egzekwują lojalność wobec swych członków. Brak lojalności wobec mafii w zasadzie oznacza realizację tylko jednego scenariusza. Nieprzestrzeganie zasad takich grup jak grypsujący również bywa dotkliwie bolesna. Dość stanowczo egzekwują solidarność grupową takie instytucje, jak wywiad, wojsko, policja czy Kościół. Swobodniej, aczkolwiek ciągle konsekwentnie wymagają jej firmy, w których pracujemy, szkoły, do których uczęszczamy, czasami stowarzyszenia, do których należymy, czy kluby sportowe. W tych ostatnich najczęściej mamy sporą możliwość wyboru i zmiany grupy bez poważnych konsekwencji dla naszej integralności fizycznej i psychicznej. Czytaj dalej…

Reklamy

One comment on “Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, czy ten, co mówić o tym nie pozwala?

  1. Michał
    Wrzesień 20, 2018

    Dzień dobry. Jestem tu na blogu już jakiś czas i chciałbym po prostu opowiedzieć komuś kogo to może interesować moją historię doświadczeń z terapią. Nie wiem czy to jeszcze Pana interesuje, ale wydaje mi się że moja historia może być ciekawa z jednego powodu.

    Pierwszy poważniejszy kontakt terapeutyczny miałem z psychologiem klinicznym, który w pewnym momencie powiedział, że „indywidualna terapia analityczna może być dla mnie zła, bo jestem zbyt zainteresowany swoją własną psychiką”. Powiedział, że idealna byłaby terapia grupowa. Moje problemy dotyczyły lęków społecznych. Diagnozy klinicznej żadnej nie dostałem.

    Trafiłem jednak na terapię psychodynamiczną indywidualną, którą chciałem kończyć po paru miesiącach, ze względu na pewne zmiany, które mnie niepokoiły i ze względu na zwykłe rozczarowanie ową terapią. Było gorzej zamiast lepiej. Na terapii zostałem jednak prawie 3 lata, dopiero za 3 razem udało mi się ją skutecznie zakończyć. Do dziś dzień pozostało mi po niej swego rodzaju zafiksowanie auto-analityczne którego nie potrafię się pozbyć.Tak jakby wszystko co najważniejsze działo się we mnie, a nie w świecie. Jakby liczyło się funkcjonowanie psychiki, a nie życie. Jakby zupełnie zniszczył się mój mind-set, że użyję takiego określenia. Jakby unikanie stało się rozwiązaniem. Potem była jeszcze terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym z której byłem już na koniec wypychany i która zakończyła się już dość poważnym pogorszeniem mojego stanu ze względu na brak oczekiwanej poprawy i pewnego rodzaju pustkę w którą trochę wpadłem.

    Ostatnia była terapia grupowa. Pod wpływem tragedii rodzinnej, która wszystko tylko pogorszyła trafiłem na oddział leczenia zaburzeń osobowości na terapię grupową, która mi pomogła i przede wszystkim pokazała, że zaglądanie do środka i czekanie aż coś się naprawi to droga donikąd. To odkrycie sprawia mi wielką ulgę. Wyszedłem z diagnozą zaburzenia osobowości unikająco-anankastyczne( ta druga część ma być tylko w małym stopniu). Na wypisie mam też fragment o ruminacjach, które ja osobiście dziś traktuję jako największy problem, a które są wynikiem nie tylko pierwszej terapii, ale też edukacji psychologicznej której się oddawałem na własną rękę, czytając książki, poradniki i internet. Jakby mój umysł musiał się oddawać aktywności analityczno-obserwacyjnej. Kupiłem chyba 70 pozycji psychologicznych

    Podsumowując. Stało się dokładnie tak jak mówił na początku psycholog kliniczny. To pokazuje, że pewnych błędów, rozczarowań mogłem uniknąć. Uważam że dwie, w moim odczuciu nieudane indywidualne terapie(pierwszą nazwał bym szkodliwą), to nie coś co się po prostu nie udało, tylko wynik „strukturalnej” niekompetencji środowiska i bajek które opowiada takim ludziom jak ja szeroko rozumiana „psychologia” i biznes psychologiczny. Psycholog kliniczny powiedział, że terapia indywidualna analityczna może być złym pomysłem i była(czego już sam psychoanalityk zdawał się nie brać zupełnie pod uwagę). Powiedział, że terapia grupowa może mi pomóc i mi pomogła. Do siebie mogę mieć żal tylko o naiwność i pewnie swego rodzaju głupotę, bo prawdę mówiąc nie traktowałem słów psychologa klinicznego zbyt poważnie,po prostu ich nie rozumiałem, ale to pod wpływem edukacji internetowej. Wtedy wszędzie była mowa o docieraniu do zranień, analizie itd..Jest też we mnie coraz więcej złości do terapeutów i zwłaszcza do pierwszej terapeutki, która po prostu wiedziała że jest gorzej,bo jej mówiłem że się coś zmienia co mnie niepokoi. Nie tylko nie potrafiła mi pomóc, ale też chyba pomoc jakiej mi udzielała traktowała przez pryzmat własnej osoby. To było ważne dla niej, żeby nadal móc wierzyć w to co robi. Uważam że także jest w jakimś stopniu ofiarą owej „strukturalnej” niekompetencji. Człowiek chce pomagać innym, idzie na psychologie i uczy się tego co tam uczą, a potem to stosuje, bez żadnych złych intencji. Ciężko się potem pogodzić, że to czego się nauczył może być niewystarczające. Choć w moim odczuciu gotowość do pogodzenia się z tym jest chyba cechą konieczną u terapeuty.

    Idąc na terapią byłem studentem 3 roku, mimo lęków dość aktywnym społecznie(nie było tragicznie) teraz mam 35 lat i kontaktów towarzyskich prawie wcale, nie podjąłem pracy, studia zawaliłem i generalnie nie jest fajnie. Swego czasu wszystko postawiłem na terapię i wyleczenie, no i w gruncie rzeczy wszystko co miałem, a czego wtedy nie doceniałem po prostu utraciłem.

    Wyszło więcej niż miałem zamiar napisać. Będę wdzięczny za jakąkolwiek informację zwrotną czy jest Pan w jakiejkolwiek formie zainteresowany historią mojej terapii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Informacja

This entry was posted on Wrzesień 7, 2018 by and tagged , , , , , .
Reklamy

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 116 obserwujących.

%d blogerów lubi to: