W obronie rozumu

O pandemii, mądrości i ewolucji cz. II

Oto cała historia. Człowiek jest tutaj od 32 tysięcy lat. Ponieważ potrzeba było 100 milionów lat, by świat dla niego przygotować, dowodzi to, że po to ten świat zrobiono. Myślę, że tak. Nie wiem. Gdyby wieża Eiffla wyobrażała wiek świata, warstwa farby na najwyższej gałce na jej szczycie odpowiadałaby udziałowi człowieka; i każdy by wiedział, że po to zbudowano wieżę, żeby na niej znalazła się ta farba. Chyba każdy, nie wiem.

Mark Twain

 

A ja myślę, że człowieka przygotowano po to, żebyśmy my, psychologowie mogli go poprawiać i że każdy to wie, no chyba każdy. Bo spójrzmy na to tak, ponad dwa miliony lat ewolucja kształtowała rodzaj Homo. Potem, kiedy już z tych pierwszych, znacznie jeszcze owłosionych, choć już wyprostowanych, ludzi wyłonił się Homo sapiens, potrzebnych było jeszcze 200 tysięcy lat, abyśmy dostali w swoje ręce ten kompletnie niedoskonały produkt. I wreszcie my, psychologowie, porównywalni swoim udziałem w ewolucji do cieniutkiej warstwy farby na najwyższej gałce wieży Eiffla, możemy ten produkt poprawiać niemal w każdym aspekcie jego funkcjonowania. Czy sam fakt, ze musimy go poprawiać nie dowodzi tego, że po to ewolucja przygotowała nam człowieka?

Przez te ponad dwa miliony lat nasi przodkowie obrywali na prawo i lewo. Kładąc się spać ryzykowali życiem. Czy pojawiał się w ich głowach lęk? Tego na pewno nie wiemy, ale jeśli weźmiemy tylko skromne 200 tysięcy lat ewolucji Homo sapiens, którego umysł funkcjonował dokładnie tak jak nasz, to należy uznać, że lęk musiał być wszechobecnym elementem każdego dnia. Czy dzisiaj nie stanę się obiadem dla jakiegoś drapieżnika? Czy nie potknę się łamiąc nogę i stając się bezradnym na długie tygodnie, podczas których nie będę w stanie sprostać codzienności? Czy mojemu potomstwu nic nie grozi, kiedy będę na polowaniu? A przecież to tylko bardzo konkretne przyczyny lęku. Do tego doszły te irracjonalne – gniew bogów, klątwa rzucona przez zawistnego pobratymca. Nawet, kiedy stosunkowo niedawno osiedliliśmy się, powodów do odczuwania lęku wciąż nie brakowało. Może nasi przodkowie nie odczuwali go już każdej nocy przed pójściem spać, ale powodów, dla którego sen niekoniecznie był spokojny nie brakowało. Czy starczy pożywienia do wiosny? Czy moja kobieta przeżyje kolejny poród? Ile z moich dzieci dożyje dorosłego wieku? Czy w tym roku mór nie nawiedzi naszej osady? Czy rabusie znowu nie napadną na wioskę? Czy przedstawiciele władzy nie zabiorą mojego najstarszego syna, aby zrobić z niego żołnierza w kolejnej wojnie? Dzień po dniu, przez 200 tysięcy lat uczyliśmy się radzić sobie z lękiem i… nie udało się. Dzisiaj w zasadzie bez pomocy psychologa lub terapeuty jesteśmy bezradni w obliczu lęku. To oni poznali prawdziwe i skuteczne metody radzenia sobie z nim i wyręczyli ewolucję, która najwyraźniej sfuszerowała człowieka. Nawet nie myślcie, że sobie bez nich poradzicie – lęk was sparaliżuje! A już na pewno stanie się tak w obliczu pandemii. Zadzwońcie, porozmawiajcie. Wielu z nich chętnie udzieli wam pomocy. Niektórzy z nich już wiedzą (nawet jeśli wy tego nie wiecie), że jesteście w żałobie. Wiedzą nawet, na którym jej etapie.

Podobnie sprawa wygląda jeśli idzie o problemy z lękiem naszych dzieci. Próbowaliśmy tłumaczyć im rzeczy niezrozumiałe, koić lęk przed nieznanym, przerażającym. Pocieszaliśmy, kiedy na ich oczach umierało ich rodzeństwo, zapewnialiśmy, że będzie bezpiecznie w ślad za tym, jak droga w wiosce spłynęła krwią ich kolegów, zabitych przez okrutnych najeźdźców. Uspokajaliśmy podczas szaleńczej burzy zesłanej przez mściwych i nieprzewidywalnych bogów. Tłumaczyliśmy przyczyny śmierci w gorączce, konwulsjach i tej w wyniku śmiertelnych ran. I w tym wypadku 200 tysięcy lat doświadczeń zafundowanych nam przez ewolucję nie przyniosło efektu. Dzisiaj na szczęście możemy zasięgnąć rady psychologa, który wytłumaczy nam, jak rozmawiać z dziećmi, które obawiają się koronawirusa albo poda receptę na to, jak radzić sobie z nimi, kiedy nie mogą opuszczać domu. I niech wam się nie wydaje, że będziecie się w stanie uporać z tym samodzielnie. Nie majsterkujcie przy psychice swoich dzieci, bo to może zaciążyć na całym ich dorosłym życiu! Zostawcie to profesjonalistom.

Jeszcze gorzej ma się sprawa z radzeniem sobie z traumą, której nasi przodkowie doświadczali nieustannie. Śmierć była dla nich chlebem powszednim. Rzeczywistość serwowała ją bez znieczulenia z wszelkimi przynależnymi jej atrybutami – krwią, rozszarpanymi wnętrznościami, konwulsjami bólu, pośmiertnymi drgawkami i wypróżnianiem się, odorem rozkładających się ciał i padlinożernymi zwierzętami, które ciała zmarłych pozbawiały wszelkiej godności. Nasi przodkowie tysiące lat uczyli się jej, a wiele wskazuje również na to, że traktowali ją także jak rozrywkę – tłumnie gromadzili się w miejscach publicznych kaźni, aby oglądać i komentować widowisko zadawania bólu i pozbawiania życia ich pobratymców. Jeszcze w XIX wieku poród z bardzo dużym prawdopodobieństwem mógł zakończyć się śmiercią rodzącej kobiety i traumą dla jej dzieci i męża. W tym samym czasie z trudem można było znaleźć rodzinę, w której wszystkie dzieci dożyły okresu dojrzewania – większość rodziców doświadczała śmierci swoich dzieci. Niektórzy z naszych rodziców i dziadków, a już z pewnością nasi pradziadkowie i przedstawiciele wszystkich dawniejszych generacji mieli szczęście, jeśli doświadczyli w swoim życiu tylko jednej wojny i związanych z tym okropieństw. Udziałem wielu z nich było kilka wojen i rebelii. Wszystkie te doświadczenia nie zdały się na nic. Dzisiaj, w XXI wieku, jesteśmy tak krusi i wrażliwi, że usłyszawszy o małym „wrednym żyjątku”, które może sprowadzić na nas chorobę, musimy szukać pomocy psychologów. Gdyby nie oni, nasze życie zamieniłoby się w koszmar wypełniony powracającymi bez końca obrazami traumy. To dzięki nim znaleźliśmy sposoby na to, jak uwolnić się od traum i poczuć się dobrze…Bo czyż nie chodzi o to, żeby przestać się martwić, poczuć dobrze i zacząć żyć? Czyż nie jest sukcesem rodzaju ludzkiego (a w szczególności ich przedstawicieli z branży psy-), że pokonaliśmy bezduszną naturę i uwolniliśmy się od naszych lęków i innych złych i niepożądanych emocji?

Ano nie, bo nie ma czegoś takiego jak złe i niepożądane emocje (tak długo, jak długo poruszamy się poza obszarem psychopatologii, czyli tam, gdzie przebywa większość z nas). Wszystkie emocje są równie ważne, bo dzięki nim możemy przeżyć, zachować autonomię i aktywnie kształtować nasze otoczenie dla własnych potrzeb. Wyobraź sobie, że siedzisz w pomieszczeniu, w którym jest bardzo gorąco i temperatura wciąż się podnosi. Czego będziesz szukać: sposobów na to, jak radzić sobie ze swoimi negatywnymi odczuciami, numeru do swojego terapeuty czy raczej sposobu obniżenia tej temperatury lub opuszczenia tego pomieszczenia? Dzisiaj wszyscy jesteśmy zamknięci w mniejszej lub większej przestrzeni i większość z nas odczuwa lęk z powodu małego „wrednego żyjątka”, które wbrew naszej woli może dostać się do naszych płuc. Jeśli znajdziesz sposób na to, by tego lęku się pozbyć i poczuć dobrze, niewykluczone, że skończysz tak, jak parę tysięcy Włochów, którzy swój los zawdzięczają tym, którzy lęku nie czuli. A przy okazji pociągniesz za sobą wielu innych. Jeśli potraktujesz go poważnie, masz szansę ochronić siebie i innych. Jeśli coś cię boli, to możesz próbować pokonać go za pomocą treningu relaksacyjnego lub pójść do lekarza i zbadać jego przyczyny. Jeśli czujesz się sfrustrowana tym, że ktoś za ciebie chce decydować czy masz urodzić, a przy okazji w jakich okolicznościach i ile dzieci, to możesz poszukać ukojenia u psychologa albo podjąć jakieś działania, które uwolnią ciebie, i tobie podobne kobiety, od tej frustracji. Jeśli czujesz złość i agresję na szefa, który molestuje twoje koleżanki w pracy, to możesz iść pogadać ze swoim terapeutą, albo wkurwić się i zmienić tę sytuację. Jeśli czujesz się przygnębiony zmianami klimatycznymi, to po powrocie z pracy możesz oddać się praktyce mindfulness, a potem przestać się martwić albo… Jeśli jesteś ratownikiem medycznym, który pracuje w czasie rozpoczynającej się pandemii ponad siły przy niedostatku podstawowego sprzętu zabezpieczającego bezpieczeństwo swoje i pacjentów, a jednocześnie widzi jak pajace z Wiejskiej urządzają sobie zabawę w maseczkach ochronnych najwyższej klasy, to możesz… zadzwonić do psychologa i uzyskać od niego realne, prawdziwe i autentyczne wsparcie. I to wszystko bezpłatnie! (Ale tylko w czasach pandemii.)

To prawda, ewolucji nie udało się załatwić nam życia, w którym będziemy codziennie cieszyć się dobrym samopoczuciem, nawet trzy dni po pogrzebie najbliższej nam osoby, która stanowiła dla nas sens życia albo tydzień po tym, jak usłyszeliśmy diagnozę raka. To jest ta fuszerka, którą branża psy-, ta najcieńsza do wyobrażenia warstwa farby na najwyżej umieszczonej najmniejszej gałce na wieży Eiffela wykorzystuje, aby wołać: „Masz prawo do dobrych emocji!”, „Przestań się martwić i zacznij żyć!”, „Jesteś tego warta!”, „Podaruj sobie odrobinę…(odpowiednie wstawić)”. Jeśli odpowiada ci ta, ochoczo wspierana przez psychologów i terapeutów, dyktatura szczęścia (a na pewno odpowiada systemowi, w którym zmotywowany człowiek deklarujący świetne samopoczucie będzie zawsze dużo wydajniejszy od tego „pozwalającego sobie” na złe emocje) to biegnij do psychoterapeuty! Tak, tak, biegnij, nie sięgaj po telefon, nie próbuj kontaktować się online, bo nawet w czasach pandemii, my przedstawiciele branży psy- „pozostajemy przy stanowisku, iż tylko osobisty kontakt pomiędzy psychoterapeutą i pacjentem zarówno w fazie diagnostycznej jak i leczniczej wyczerpuje kanon dobrej praktyki klinicznej. Informujemy, że aktualna sytuacja w kraju nie stwarza powodów do przejścia na system terapii online”[1]. Oczywiście nakłaniamy do tego „pozostając zarazem wiernymi pryncypialnej zasadzie primum non nocere”[2].

Tylko czasami nam coś nie wyjdzie. Taki „wypadek przy pracy” przydarzył nam się po ataku na World Trade Center, kiedy to „niechcący skrzywdziliśmy tysiące, i tak już ciężko doświadczonych ludzi, o którym pisałem w poprzedniej części. Taka „niezręczność” przytrafiła się również wtedy, kiedy próbowaliśmy wytłumaczyć dlaczego w latach 50. XX wieku, w czasie wojny koreańskiej, 70% spośród 7190 jeńców amerykańskich przetrzymywanych w chińskich obozach, zostało nakłonionych do kolaboracji, przekonanych przez chińską propagandę do przystąpienia do komunistów lub podpisania petycji nawołujących do zakończenia wojny a niektórzy z nich składali niewiarygodne zeznania, jakoby Amerykanie byli zaangażowani w wojnę bakteriologiczną przeciwko swoim wrogom. Wymieniali domniemane misje, spotkania i konferencje strategiczne, a także nazwiska.

Amerykańska opinia publiczna wstrząśnięta faktem, że synowie z najlepszych jankeskich rodzin, wychowani w najbardziej demokratycznej i najbardziej terapeutycznej kulturze świata, sprzeniewierzyli się wpajanym im wartościom, domagała się wyjaśnienia. Wszak tak ogromny dysonans, jaki spowodowały te doniesienia musiał zostać jakoś złagodzony. Z pomocą przyszedł im Edward Hunter – amerykański pisarz, dziennikarz i agent CIA. Ukuł termin „pranie mózgu” i dorobił do niego koncepcję, według której amerykańscy jeńcy w obliczu przemożnej wszechogarniającej manipulacji nie mieli żadnego wyboru. Pojęcie „pranie mózgu” padło na podatny grunt, a branża psy- ruszyła ze wsparciem dla powracających do domu jeńców wojennych. Dziesiątki, jeśli nie setki, psychiatrów, psychoanalityków i psychologów rozpoczęło intensywne badania tych złamanych ludzi. Pojęcie „prania mózgu” i ochoczo włączono do arsenału podręcznych wyjaśnień trudno wytłumaczalnych zachowań, uzupełniając je dodatkowo pojęciem „programowania umysłu”.

 

John Ploch, jeden z powracających z wojny koreańskiej Amerykanów. Zdjęcie zrobione podczas wymiany wieźniów.

Foto by Michael Rougier. 

 

 

A jednak do tego pięknego obrazka, w którym amerykański chłopiec poddawany jest tajemniczej procedurze „prania mózgu”, przed którą nic nie jest w stanie go ochronić, coś nie pasowało. Okazało się bowiem, że w tych samych obozach jenieckich skapitulowało niewielu poddawanych takim samym zabiegom żołnierzy brytyjskich i żaden chyba, żołnierz turecki (a jeśli taki był, to nic o nim nie wiadomo). Turcy – których traktowano tak samo i którzy przebywali w tych samych obozach – nie kolaborowali z wrogiem nawet w najmniejszym stopniu. Żaden z tureckich żołnierzy nie zginął również w niewoli, zaś Amerykanów zginęły setki. W czym tkwiła tajemnica?

Podczas gdy amerykańskie morale było bardzo niskie, Turcy celowo utrzymywali wysokie morale. Jeśli jeden z nich zachorował, inni byli wyznaczani do karmienia i kąpania go, aby zapewnić mu szansę wyzdrowienia. Wewnętrzną dyscyplinę zachowywano bez względu na wszystko. Amerykanie cierpieli psychicznie w wyniku chińskiej taktyki odseparowywania przywódców od reszty grupy, natomiast Turcy zastosowali rozwiązanie, które uniemożliwiło Chińczykom złamanie ich morale. Jeśli usuwano tureckiego oficera dowodzącego, jego rolę przejmował następny w kolejności oficer. Jeśli tego odseparowano, dowództwo znowu przechodziło w dół i tak dalej, aż wreszcie, jeśli zachodziła taka konieczność, dowodził szeregowy.

Turecka reakcja na chińskie techniki przesłuchania polegała na szyderstwie. Ich masowy opór przyniósł skutek. (…)

Wielu badaczy doświadczeń koreańskich zwróciło uwagę na taktyki, które osobom stawiającym opór wydawały się pomagać w sprzeciwie. Ciekawe jest to, że większość z tych taktyk to zdroworozsądkowe poglądy podkreślające potrzebę rozwijania i utrzymywania właściwej perspektywy na życie – zwykłe życie[3].

 

Utrzymanie biologicznie nam wrodzonej hierarchii, dyscyplina bez względu na wszystko, szyderstwo, zdrowy rozsądek, właściwa perspektywa na życie. Nie pytajcie, jaki zespół psychologów i psychiatrów tureckich wypracował ten program psychologicznego oporu? Skąd czerpali inspirację? Jacy terapeuci i trenerzy szkolili tureckich żołnierzy wyruszających na front w Korei? Kto badał żołnierzy po powrocie? Ilu psychoanalityków udzielało im wsparcia?

I słusznie. nie pytajcie. To już zamierzchła historia. Branża psy- udziela dzisiaj odpowiedzi na dużo ważniejsze pytania – trudne pytania stawiane w czasach zarazy. Nie znajdziecie w nich tak prostych odpowiedzi, jak zdrowy rozsądek lub dyscyplina. Już prędzej dowiecie się, że doświadczacie traumy i że najlepiej zrobicie wyruszając przez miasto do gabinetu psychoterapeuty psychodynamicznego. Może dopiero za kilkadziesiąt lat ktoś odkryje… Ale o tym sza! To mogłoby być zbyt proste, a do prostych spraw nie potrzeba certyfikowanych, superwizowanych, oddanych swojej pracy, empatycznych, pełnych poświęcenia profesjonalistów.

Gdyby wieża Eiffla wyobrażała wiek świata, to najcieńsza warstwa farby na najwyższej najmniejszej gałce na jej szczycie odpowiadałaby udziałowi nas, przedstawicieli branży psy- w poprawianiu człowieka. I chyba każdy przyzna, że podobnie jak to dlaczego zbudowano wieżę, żeby na niej znalazła się ta farba, człowieka przygotowano do tego, żebyśmy my, psychologowie, mogli go poprawiać. Chyba każdy, nie wiem…

 

Uwaga:

Ta najcieńsza warstwa farby na najwyższej najmniejszej gałce wieży Eiffla, to oczywiście gruba przesada. Przyjmując realne wielkości do porównań warstwa ta byłaby niedostrzegalna. Porównanie to wykorzystałem wyłącznie dla zachowania spójności narracji. Ot, licentia poetica.

 

W kolejnej części spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy przedstawiciele branży psy- pomimo ogromu niewiedzy, jaką dysponują, mimo wszystko mogą być specjalistami od spraw życiowych, ekspertami codzienności.

 

[1] Cytat pochodzi z Oświadczenia Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej opublikowanego 13 marca na FP Towarzystwa: https://www.facebook.com/Psychodynamika/posts/2765322463505496?__xts__[0]=68.ARDdJR3gy7Qinny8g1W_RCm5y0GABO70zbaHpmA7vZth3L8qpE4jqO1j38atyxzaHXncfrpyzkdAq4FGEjCXYlnfJId-_u5xyl1aknRl0Sf0-J2R1KJGm_Rp5XCLuVSu-QHBCrv–3nyCg7o23FW46Bry_NpvCpIwTrOkrAq101XKwWfrbI-AjnaGZebLLsmvOZG-4XBcBW5_WfigBkuiFH6Lo_WbsByNb6My3WIPIk-Do2176CuxMaVnDXNGdofjpAS6b_rC2UnaykoADVTvhyqPo7EJHPjxlLVxOeVxPqaDC7dxCGdSbFTZQc_j-XWwV1o9S5cI9OGaem0buvHlg&__tn__=H-R

[2] Tamże.

[3] D. Winn. Manipulowanie umysłem. Biblioteka Moderatora, Taszów 2003 (podkreśl. moje).

9 comments on “O pandemii, mądrości i ewolucji cz. II

  1. Kasia
    29 marca, 2020

    Slusznie Pan punktuje rozne patologie ale dla wg. mnie (tez jestem psychologiem) to rozsądny i (opierajacy sie na naukowej wiedzy) psycholog/psychoterapeuta powinien wystrzegać sie tego zeby wmawiać ludziom ze musza być radosni mimo wszystko. To przecież ich rola żeby tłumaczyć ludziom, ze maja prawo czuć wszystkie te emocje, ze to normalne. Ale tez zmniejszać lek uogolniony kiedy jest bezzasadny i prowadzi jedynie do nakrecania się. Bo w historii świata przeoczyl Pan fakt, ze żyjemy w epoce mediow, które potęgują lęk kiedy nam sie wydaje ze świat sie zaraz skończy. Nie każdy smutek to depresja, ale kiedy ten smutek powoduje ze nie możemy wstać z łóżka, zaniedbujemy siebie, rodzinę, zaczynamy miec objawy somatyczne i trwa to długo to powiedziec ze ludzie kiedyś potrafili sobie radzić wiec ty tez sobie poradz nie jest ok. Wiec prosze nie wylewać dziecka z kąpielą i nie zdyskredytować całej psychologii i psychoterapii.

    • Tomasz Witkowski
      5 kwietnia, 2020

      Kiedy czytam komentarze takie jak Pani, dochodzę do wniosku, że muszę bardzo wiele pracować nad sposobem formułowania przez siebie myśli. W żadnym miejscu mojego tekstu nie było moim celem wmawianie ludziom, ze mają być radośni mimo wszystko. W żadnym z moich tekstów krytycznych, które pisze już od kilkunastu co najmniej lat, nie dyskredytowałem całej psychologii i psychoterapii. Widocznie jednak nie potrafiłem tego wyraźnie sformułować, jeśli czytelnicy tego nie dostrzegają. Cóż, pozostaje mi praca nad klarownością wypowiedzi.
      Pisze Pani „zaniedbujemy siebie, rodzinę”. A kto to ocenia, czy ktoś zaniedbuje rodzinę? Psycholog? Społeczeństwo? Otoczenie? Na jakiej podstawie? Do jakich standardów to odnosi? Czy zaniedbywanie rodziny nie jest oceną formułowaną z punktu widzenia jakiegoś konkretnego systemu wartości? Czy nie wolno nam przez jakiś czas nie zajmować się rodziną? Kto ocenił, ze to jest złe? Dlaczego psycholog musi w takiej sytuacji interweniować?
      Pisze też Pani coś o objawach somatycznych. Nie za bardzo rozumiem czego to mają być objawy? Lęku przed końcem świata? Jeśli tak, to jakimi objawami manifestuje się taki lęk?
      Pani wypowiedź spowodowała w mojej głowie lawinę pytań.

  2. Darek
    31 marca, 2020

    Witam Pana Panie Doktorze,
    Napiszę wprost, że przed chwilą po raz pierwszy pojawiłem się na Pana blogu. A wszystko to przez książkę Zakazana psychologia i …. terapię, którą rozpoczął mój syn. Do niedawna terapia syna nie stanowiła dla mnie problemu, jednakże treść Pana książki wzbudziła u mnie niepokój, co nie powinno Pana, jako autora „prowokacji”, dziwić. Dlatego też pozwalam sobie prosić Pana o wskazanie mi materiałów, źródeł, opracowań na temat psychoanalizy. W ww. książce pisze Pan o psychoanalizie jako o pseudonauce. Choć znalazł się w niej fragment mówiący iż psychologia psychodynamiczna jest okay.
    Jakich autorów i jakich materiałów powinienem szukać, aby móc zrozumieć. Abym mógł wyjaśnić iż / być może / kontynuowanie terapii nie jest korzystne. Do rozmowy potrzebuję argumentów. Proszę o pomoc.
    Pozdrawiam,

    ps. I skoro namierzyłem Pana blog, to pewnie poczytam 🙂

    • Tomasz Witkowski
      5 kwietnia, 2020

      Dzień dobry, witam na blogu. „Zakazana psychologia” to trylogia. Który tom Pan czytał? W pierwszym tomie jest osobny rozdział poświęcony psychoanalizie. Tam znajdzie Pan w przypisach mnóstwo literatury krytycznej poświęconej tej modalności. Ja osobiście o psychoanalizie mam bardzo złe zdanie. Im jestem starczy i im więcej czytam, tym gorzej. Wiele wskazuje na to, że psychoanaliza utrwala negatywne emocje, a czasami prowadzi do wtórnej traumatyzacji. Psychoterapia psychodynamiczna wykazuje w niektórych zaburzeniach efektywność, ale jest to najprawdopodobniej spowodowane czynnikami niespecyficznymi. To nieco uwspółcześniona wersja psychoanalizy. Obu tych podejść nie polecam.

      • Darek
        8 kwietnia, 2020

        Dziękuję za odpowiedź. Zajrzę do Pana książki i poszukam wskazanych przez Pana pozycji.

        Proszę wybaczyć jeszcze jedną moją prośbę. Czy zna Pan źródła lub materiały potwierdzające tezę że Test Wielkiej Piątki powstał w oparciu o fałsz. Jest to ponoć „wiedza powszechna” podawana adeptom psychologii na łódzkim Uniwersytecie Medycznym. Pytam o to w związku z dyskusją jaką prowadzę poprzez sieć ze zwolennikiem psychoanalizy. To on podał mi info o fałszu w PMO jako przykład „(…) „przestępstw” jakie popełnili tzw psycholodzy”.

        Pozdrawiam,
        I z góry dziękuję.

    • Michał
      6 kwietnia, 2020

      Może wizyta u psychologa klinicznego miałaby sens? Ja z własnego doświadczenia mogę napisać, ze ci z którymi miałem do czynienia byli najbardziej sensownymi psychologami. Mi niestety zabrakło chyba mądrości żeby ich posłuchać i dziś żałuję. Ja miałem w oparciu o testy zrobione badanie osobowości, a potem dostałem pare rad i wyjaśnień. Myślę ze przed terapią warto z kimś takim pogadać

      • Darek
        8 kwietnia, 2020

        Dziękuję za sugestie. Problem polega na tym, że wątpliwości obudziły się we mnie a terapię rozpoczął mój syn. Gdy próbuję rozmawiać z lekarzami słyszę że syn powinien się zgłosić osobiście, a do tego potrzebna jest jego decyzja. Mnie zależy na tym, aby on spojrzał krytycznym okiem na swą terapie i w pełni świadomie zdecydował się na jej kontynuacje o ile będzie nadal przy tym obstawał.

        Pozdrawiam.

  3. DamianO
    5 kwietnia, 2020

    „Jeśli znajdziesz sposób na to, by tego lęku się pozbyć i poczuć dobrze, niewykluczone, że skończysz tak, jak parę tysięcy Włochów, którzy swój los zawdzięczają tym, którzy lęku nie czuli. A przy okazji pociągniesz za sobą wielu innych. Jeśli potraktujesz go poważnie, masz szansę ochronić siebie i innych.”

    Przypadkiem znalazłem sposób na lęk przed SARS-COV-2, choć nie miałem tego na celu. Chciałem ocenić zagrożenie ze strony nowego wirusa porównując je z innymi zagrożeniami. Dzięki statystykom.
    Dziennie w Polsce średnio umiera około 1000 osób. Pierwszy zgon osoby z SARS-COV-2 miał miejsce 12 marca 2020 r. Od tego momentu liczba zgonów osób z tym wirusem wzrosła do 79. A przez te 24 dni (od 12.3.20) w Polsce zmarło około 24000 osób. 79 z 24000 to 0,33%. Wniosek: ten wirus jest w Polsce niewielkim zagrożeniem.

    Bać się należy chorób układu krążenia, chorób nowotworowych, urazów i zatruć.
    Dlatego nie traktuję zagrożenia zarażenia się SARS-COV-2 poważnie. Chodzę na spacery, nie noszę maski, a rękawiczki jedynie w sklepie. Trochę bardziej dbam o higienę, o którą i tak dbałem, i zamierzam ten poziom higieny utrzymać także po zakończeniu obecnego sezonu epidemicznego.

    • Tomasz Witkowski
      5 kwietnia, 2020

      A jest Pan pewien, że liczby, na których oparł Pan swoje rozumowanie są wiarygodne?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Informacja

This entry was posted on 28 marca, 2020 by and tagged , , , , , , .

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 170 obserwujących.

%d blogerów lubi to: