W obronie rozumu

O nadstawianiu drugiego policzka

A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące.

(Mt. 5.39-41)

Zaiste! Trzeba być niezwykle gruboskórnym lub świętym aby sprostać temu zaleceniu. Chociaż moi znajomi uważają mnie za dość odpornego na wszelki rodzaj hejtu, to jednak chyba nikt za świętego. Przyjmowanie obelg, kłamstw i oszczerstw pod swoim adresem poza realizacją chrześcijańskich ideałów ma jednak dodatkowe konsekwencje – ośmiela owych urągających nam i utwierdza w bezkarności. Mało tego, zachęceni brakiem konsekwencji mogą swe niecne sposoby praktykować na innych, a wówczas nasza bierność w ich przyjmowaniu obciąża nas pewną odpowiedzialnością za to, co owych bliźnich spotyka.

Gdybym zebrał wszystkie obelgi, kłamstwa i oszczerstwa, jakie rzucono w moim, dość już długim, życiu, to pokaźna ich część (a być może nawet ich większość) pochodziła od terapeutów. Zwykle nie robiłem z tego widowiska, myśląc – cóż, trudno aby nie reagowali emocjonalnie, kiedy ktoś podważa sens tego co robią. A jednak ostatnio uznałem, że chyba zostały przekroczone pewne granice, a moja obojętność może w rezultacie przyczynić się do czyjejś krzywdy. Oto bowiem psychoterapeuta, któremu przyszło kontynuować uzdrawiający proces terapii na sali sądowej, wynajmuje człowieka w todze, który podczas publicznej rozprawy stwierdza:

Pan Witkowski napisał książkę w której oczernia różnych terapeutów bez jakichkolwiek dowodów …są tam inne osoby…to wyszło w tych zeznaniach przed Sądem Rejonowym również dla mst. Warszawy…[1]

Ponad cztery lata rozmów z pacjentami, terapeutami, gromadzenia i studiowania dokumentów, wyników badań zostało podsumowane jedną krótką wypowiedzią przez pracownika najemnego, który prawdopodobnie ani jej nie przeczytał, ani nie miał jej nigdy w ręku. Pomijam zawarty w tej opinii ogrom grubiaństwa wobec cierpienia ludzi opisanego na kartach tej książki, tak charakterystyczny ze strony środowiska terapeutycznego w reakcji na tę publikację. Czy jednak człowiekowi w todze wolno wypowiadać takie oceny bez konieczności ich uzasadnienia? Czy adwokat, którego przed odpowiedzialnością karną za zniesławienie chroni immunitet, może (korzystając z tej ochrony) deprecjonować wieloletnią pracę innego człowieka? Czy jego ocena mojej pracy nie może zostać wykorzystana przez innych prawników w podobnych sprawach, w których pacjenci będą próbowali poszukiwać zadośćuczynienia?

Moje ostrożne odpowiedzi na te pytania są mocno intuicyjne i pesymistyczne, dlatego w ślad za nimi pojawiają się kolejne. Czy zważywszy na fakt, że rozprawa była publiczna, mogę, a nawet powinienem, ujawnić dane personalne owego kapłana prawa tak zwięźle recenzującego moją pracę? A dane jego mocodawcy? Czy takie rzucanie oszczerstw powinno być zasłaniane kurtyną prawa, zważywszy na to, że toczy się w przestrzeni publicznej? Czy tajemnica psychoterapii, która chroni pacjenta wtedy, gdy wszystko idzie po jego myśli, ale obraca się przeciwko niemu, kiedy dzieje mu się krzywda, powinna rozciągać się na salę sądową?

W całej tej historii tkwi jeszcze jeden smaczek. Stwierdzenie adwokata: „…to wyszło w tych zeznaniach przed Sądem Rejonowym również dla mst. Warszawy”[2], odnosi się do moich zeznań w innej rozprawie, która nie była rozprawą publiczną. Oczywiście, osoby, które to stwierdzenie przeczytają, muszą polegać na słowach mecenasa, bo przecież nigdy nie będą miały wglądu w tamte, niepubliczne zeznania. Dlaczego jednak są one niejawne? Otóż, postępowanie toczące się przy drzwiach zamkniętych może być jawne tylko wówczas, kiedy psychoterapeuta skarżący pacjentkę, zgodzi się na jawność procesu. Jeśli o mnie chodzi, nie mam powodu bać się jawności rozprawy na której zeznawałem. Z tego, co mi wiadomo, oskarżona również wnosi o jawność spraw sądowych w których uczestniczy. Komu zatem służy utajnienie procesu?

Pacjenci trafiający na psychoterapię są najczęściej w złym stanie psychicznym. Pacjenci po nieudanej psychoterapii przypominają wraki ludzi. Niezmiernie rzadko wracają do takiego stanu, aby znaleźć w sobie dość siły, by szukać zadośćuczynienia, a jeśli nawet to się zdarza, brak im środków na wynajęcie gwiazd palestry, które pomogłyby im w zmaganiu się z podobną do opisanej erystyką.

Zapraszam do dyskusji!

[1] Chodzi o moją książkę Psychoterapia bez makijażu. Rozmowy o terapeutycznych niepowodzeniach, wydaną nakładem Wydawnictwa Bez Maski w 2018 roku. Transkrypcja e-protokół rozprawy z dnia 14 luty 202 przed Sądem Okręgowym w Warszawie I C 465/17, 02:23:18.

[2] Tamże.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Informacja

This entry was posted on 25 kwietnia, 2020 by and tagged , , , .

Podaj adres e-mail w celu obserwowania tego bloga i otrzymywania powiadomień o dodaniu nowych wpisów.

Dołącz do 170 obserwujących.

%d blogerów lubi to: