W obronie rozumu

Usprawiedliwianie pedofilii

Opinia publiczna zawrzała po odkryciu, że w podręczniku psychopatologii i psychologii klinicznej wydanym przez Uniwersytet Jagielloński, jej autor dr hab. Krzysztof Klimasiński (pracownik naukowy w Instytucie Psychologii UJ, kierownik Zakładu Psychopatologii i Rehabilitacji UJ, ur. 1939, zm. 2006) zamieścił ustęp, który stanowi swoiste usprawiedliwienie pedofilii:

„W dużym procencie przypadków dziecko prowokuje i bierze czynny udział w aktywności erotycznej. Te fakty wyraźnie kłócą się z popularnym obrazem każdego dziecka jako niewinnego aniołka zmuszanego do seksu”.

Media i psychologowie rzucają gromy, a ja nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że ta reakcja niczym nie różni się od tej, kiedy rodzice słodkiego nastolatka odkrywają nagle, że ich pociecha jest narkomanem zaangażowanym w działania osiedlowego gangu młodocianych przestępców. Tyle, że takich rzeczy nie odkrywa się nagle, lecz dlatego, że latami ignoruje się niepokojące sygnały. Bulwersujący cytat nie szokował recenzentów podręcznika, przez ponad 20 lat nie oburzał prowadzących zajęcia, ani studentów. O ile opinia publiczna ma prawo się oburzać, o tyle środowisko psychologów ma wyłącznie powód do wstydu, przeprosin i zadośćuczynienia. Wątpię jednak abyśmy doczekali się którejkolwiek z tych reakcji.

To nie ten konkretny cytat jest problemem. Tego typu absurdy mają swój początek w źle dobranej przez studenta statystyki do pomiaru różnic między średnimi, w niepoprawnie sformułowanych pytaniach ankiety badawczej, a wiatrem w żagle dla niej jest obojętność uczonych i nauczycieli akademickich, którym dawno temu pomyliła się z tolerancją. Bredzenia Freuda na temat seksualności dziecięcej przekazywane w jednej sali uniwersyteckiej sąsiadują z neuronauką, o której inni nauczyciele opowiadają innym studentom tuż za ścianą. Jedni drugim nie wchodzą w drogę, bo przecież nade wszystko nie chcą, aby posądzono ich o „niekonstruktywną krytykę”, a z owej obojętności błędnie rozumianej jako tolerancja rodzą się potworki takie, jak ten, który obecnie wzburzył opinię publiczną. 

Psychoterapeuci dokładający wszelkich starań, aby proponowane przez nich metody były oparte na dowodach i zgodne z najnowszym stanem wiedzy milczą, kiedy słyszą bzdury głoszone przez przedstawicieli przeróżnych mutacji będących potomstwem dziewiętnastowiecznej wizji narcystycznego opiumisty. Nawiasem mówiąc, te absurdalne koncepcje dość trafnie objaśnił kiedyś Carl Gustaw Jung. Na pytanie dlaczego właśnie u Freuda seksualność odgrywa tak ważną rolę, stwierdził „Cóż, Zygmuś całe dzieciństwo spędził w mieście, w Wiedniu. Nigdy nie widział tych wszystkich rzeczy, które większość z nas znała z pobytów na wsi, gdzie seksualność zwierząt i wszystko co się z tym wiąże są codziennością. To dlatego, kiedy wreszcie jako dorosły człowiek odkrył seksualność, tak bardzo go ona zafascynowała.” 

W swojej pracy miałem do czynienia zarówno z dziećmi molestowanymi seksualnie, jak i ludźmi posądzanymi o pedofilię. Zapewniam, że równie absurdalnych uzasadnień służących oskarżaniu niewinnych ludzi jest w podręcznikach psychologii i w twierdzeniach psychologów daleko więcej niż tych, które usprawiedliwiają pedofilię. Bulwersują one jednak wyłącznie tych, którzy mieli pecha i oskarżenie padło na nich. Dlaczego? Bo psychologowie występujący w charakterze biegłych sądowych są zdania, że lepiej jest popełnić błąd fałszywego alarmu niż błąd przeoczenia, ponieważ należy mieć na względzie przede wszystkim dobro dziecka. Ich zdaniem dorosły, nawet jeśli zostanie niesłusznie skazany przez sąd – „jakoś sobie z tym poradzi”. Swoista moralność. Ale dość dobrze oddaje postawy społeczne w stosunku do tego zjawiska, umożliwiające łamanie podstawowych praw ludzi oskarżonych o pedofilię

Jest tylko jeden sposób aby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości. Sposób, który wymyślił Rudy Giuliani, burmistrz Nowego Jorku – zero tolerancji dla najdrobniejszych wykroczeń wobec prawa. Jeśli nie będziemy piętnować plagiatu, niechlujności i niedbałości począwszy od przedszkolaków, a skończywszy na uczonych, rektorach i arcybiskupach, nie zmienimy rzeczywistości, a obrońcy pedofilii będą nadal usprawiedliwiać odrażające zbrodnie. To jednak sposób, który trąci utopią. Lata doświadczeń i znajomość środowiska akademickiego utwierdzają mnie raczej w przekonaniu, że prędzej złodziej okradnie złodzieja niż jeden profesor wytknie drugiemu, że opowiada bzdury. Obym się mylił. Tymczasem rośnie już nowe pokolenie uczonych, które za „właściwe” myślenie jest  nagradzane i uczy się, jak formułować swoje poglądy

Przy okazji tego tekstu warto poczynić dość istotną uwagę. Opisane tutaj wydarzenia pokazują jak ideologia tak zwanej „prawej strony” zniekształca naukę i edukację. W swoim życiu spotkałem równie wiele przykładów ideologizacji nauki, edukacji i dziennikarstwa w wykonaniu „lewej strony” sceny politycznej. Być może nawet bardziej perfidnych, bo subtelniejszych i trudniejszych do wykrycia przez opinię publiczną. Moim celem nie jest krytyka garnituru poglądów ani „prawej” ani „lewej” strony. To, co od lat uważam za zło, to próba fałszowania obiektywnej rzeczywistości w taki sposób, aby do tych poglądów pasowała. To jest choroba, która toczy nasz świat, a z którą powinniśmy walczyć nieustannie. A początek tej walki zaczyna się na lekcji matematyki, fizyki i biologii, nie religii czy wychowania obywatelskiego.

 

P.S. Już po opublikowaniu tego tekstu przeczytałem znamienną wypowiedź wydawnictwa: „Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego jest wydawnictwem naukowym, a publikacje wydawane przez WUJ podlegają recenzowaniu przez specjalistów z danej dyscypliny naukowej. Wydawnictwo nigdy nie ingeruje w merytoryczne opinie i poglądy zawarte w publikacjach naukowych”. Zaiste! Wyjaśnienie godne dzieci na podwórku, które psychologowie społeczni nazwali „ucieczką z cienia porażki”. Kiedy szukałem wydawcy dla swojej książki „Psychoterapia bez makijażu” kilkanaście wydawnictw odmówiło mi publikacji uzasadniając to faktem, że treść książki jest niezgodna z poglądami reprezentowanymi przez wydawnictwo (sic!). 

Przy okazji warto wspomnieć o obyczajach, jakie wśród naukowców i wydawców panowały ponad pół wieku temu, a o których pisał nieodżałowanej pamięci Martin Gardner – znany pogromca pseudonauki. Kiedy ktoś pokroju Krzysztofa Klimasińskiego składał swoją pracę w wydawnictwie akademickim, a inni naukowcy tego nie akceptowali, oświadczali wydawcy, że jeśli opublikuje taką pracę, to oni nie wydadzą u niego żadnej ze swoich książek i podręczników. Wydawca, który dbał o reputację, nie ośmielał się wchodzić w jakiekolwiek relacje z podejrzanymi autorami. Ciekawe jak wówczas odebrano by wyjaśnienie WUJ?

„…książka daje szybki wgląd w całokształt zagadnień psychopatologii i psychologii klinicznej jako dyscypliny stosowanej na pewnym poziomie ogólności. Z pewnością będzie podręcznikiem bardzo przydatnym dla kierunków niepsychologicznych, a dla studentów psychologii bardzo dobrym przewodnikiem w trudnej literaturze przedmiotu, skłaniającym do osobistej refleksji i budowania wiedzy poprzez żmudne studia prac z zakresu psychiatrii i psychologii klinicznej.”

z recenzji prof. Władysławy Pileckiej

Posty o podobnej tematyce: 

Domniemanie niewinności

Narysuj drzewo, a powiem Ci kim jesteś! – podcast radiowej Czwórki

Łatwo wszczepić fałszywe wspomnienia – rozmowa w trójce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Informacja

This entry was posted on 6 marca, 2021 by .

Archiwum

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.

Dołącz do 187 obserwujących.

<span>%d</span> blogerów lubi to: