W obronie rozumu

Zakazana psychologia

kłodka2Tak nazwałem projekt, którego efektem będą powstające kolejne tomy pracy pod tym samym tytułem. 

Dlaczego „zakazana” ?

Bowiem większości opisywanych przeze mnie faktów, zdarzeń i  informacji nie znajdziecie w podręcznikach psychologii, nie usłyszycie o nich na wykładach, nie przeczytacie w popularnonaukowych czasopismach. Niewielu jest psychologów, którzy chcieliby o nich mówić, a wielu takich, którzy zrobiliby wiele, aby o pewnych zdarzeniach zapomnieć, aby ich opis nigdy nie ujrzał światła dziennego. 

Dlaczego „projekt”?

Bowiem na książkę złożą sie wyniki badań własnych, eksperymentów i poszukiwań. W pewnym sensie książkę tę już podczas pisania kształtują ludzie i instytucje, swoimi reakcjami na niektóre, publikowane przeze mnie fragmenty. 

Zapraszam do współpracy:

Wszystkich, którzy dysponują informacjami na temat nadużyć psychologii bądź psychologów akademickich i klinicznych, oszustw terapeutów i szarlatanów podszywających się pod szyld NAUKI, bardzo proszę o kontakt ze mną za pośrednictwem Forum lub Księgi gości umieszczonych na tych stronach.


ZAKAZANA PSYCHOLOGIA
POMIĘDZY SZARLATANERIĄ A NAUKĄ – TOM I

Książka ukazała się nakładem BIBLIOTEKI MODERATORA i trafiła do księgarń na początku września 2009 roku.

WIĘCEJ…
ZAKAZANA PSYCHOLOGIA – TOM IIWIĘCEJ…

62 comments on “Zakazana psychologia

  1. Violetta Rymszewicz
    Grudzień 2, 2013

    Czyzby nowy blog? Jeśli się nie mylę – najserdeczniej życzę wielu, wielu czytelników 🙂

    • tomaszwitkowski114984609
      Grudzień 2, 2013

      Dziękuję bardzo! To wersja przejściowa. Mój dostawca usług internetowych od kilku miesięcy nie potrafi mi umożliwić edycji mojego starego bloga, nie mówiąc o spamie… Pewnie wkrótce blog zostanie podpięty pod starą domenę, ale na pewno nie będzie prowadzony przy pomocy starego oprogramowania.

      • Alina Andrzejewska
        Luty 24, 2016

        Nie ma chyba takich słów , którymi mogłabym wyrazić wdzięczność za Pana słowa zawarte w książce . Ogromne wzruszenie. Odbudowana wiara w najszlachetniejsze
        cele psychologii . I … rekompensata za wiele krzywd wyrządzonych mi i mojemu mężowi przez osoby z naukowym tytułem „mgr psychologii” ( niestety z psychologią łączy ich tylko ten tytuł) .
        Dziękuję za Pana szlachetne serce , za heroiczną wręcz odwagę .
        Życzę dalszych sukcesów i wielu wdzięcznych , i wiernych czytelników .
        Alika

      • Tomasz Witkowski
        Luty 26, 2016

        Bardzo dziękuję za miłe słowa!

  2. Jan Justyna
    Grudzień 3, 2013

    Jestem świeżo po lekturze pierwszego tomu „Zakazanej…” i biorę się za drugi, ale już mam ogromną ochotę podzielenia się swoimi refleksjami na temat roli psychoterapii i niniejszym pozwalam sobie to uczynić. Oczywiście z punktu widzenia (byłego) pacjenta. Zawodowo jestem dość daleko od tematu, ale wielokrotnie korzystałem z usług psychoterapeutów (czy też osób, które tak o sobie mówiły…), albo inaczej: brałem udział w czymś, co nazywało się psychoterapią.
    Pragnę do ogródka psychoterapeutów wrzucić 3 (słownie: trzy)… kamyczki:
    Kamyczek 1:
    Z moich obserwacji wynika, że niektórzy terapeuci kreują określone postawy u swoich pacjentów, które muszą budzić moralny niepokój, działając według haseł: „Nie bądź niewolnikiem zasad, norm i przepisów, masz prawo robić to, na co masz ochotę! To Ty jesteś ważny i Twoje uczucia, a nie cokolwiek innego! Ty coś musisz??? Chyba żartujesz! Ty tylko możesz! Poczuwasz się do jakiejś winy? Ty byś nawet chyba przepraszał za to, że żyjesz!”. Niestety również na własnej skórze boleśnie przekonałem się, jakie postawy są efektami takich „terapii”. Wiem również, że za prowadzenie terapii biorą się ludzie, nie mający do tego stosownych kwalifikacji, oraz których postawa etyczna może budzić duże zastrzeżenia. Terapeuci uczą np. asertywności i może słusznie czynią, ale niekiedy przekraczana bywa pewna subtelna granica. Dane mi było zetknąć się z terapią, którą postrzegam, jako szkołę bezwzględnego egoizmu.
    Kamyczek 2:
    W psychoterapii często spotkać można odwołania do wschodnich praktyk duchowych. Osobnym problemem są zjawiska na obrzeżach psychoterapii takich, jak np. reiki, rebirthing, regresing, hipnoterapia, wegetarianizm, joga, NLP itp. Sam byłem kiedyś zachęcany przez panią „terapeutkę”, żebym przy pomocy jakiejś dziwnej muzyki, zapachu kadzidełek i siedzenia w odpowiedniej pozycji uzyskał stan, w którym będę w mógł… cofnąć się do swoich poprzednich wcieleń! (sic!)
    Kamyczek 3:
    Terapeuci niekiedy na siłę propagują „hurra-optymizm” pod hasłem „pozytywnego myślenia” („Potęga podświadomości”), którego w pewnym czasie też chyba zostałem ofiarą. Na szczęście są i tacy, którzy widzą w tym oczywistą pułapkę, która może prowadzić do depresji, bo życie sprowadza nas zazwyczaj na glebę i choćbyśmy nie wiem jak „pozytywnie myśleli”, wielu rzeczy po prostu nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Ktoś nawet wymyślił hasło „pozytywne myślenie, zamiast (normalnego) myślenia” i jest to według moich doświadczeń adekwatne do niektórych metod pracy terapeutycznej.
    To tak w skrócie, bo mógłbym podzielić się szerszymi refleksjami, ale musiałbym poważyć się na – swego rodzaju – osobiste zwierzenia, a może nie jest to dobre miejsce do powyższego.
    W moim przekonaniu obecny stan rzeczy jest po części spowodowany faktem, że nie ma jednolitego systemu uzyskiwania uprawnień w dziedzinie psychoterapii, a ustawa o zawodzie psychologa i samorządzie zawodowym psychologów niestety nie spełniła tej funkcji. Swoją rolę spełnił też wszechwładny RYNEK, bo według jego reguł dobre jest tylko i wyłącznie to, co się dobrze sprzedaje, choćby to było bezwartościowe, a nawet szkodliwe.
    Panu gratuluję odwagi, bo piszę Pan o czymś, co chyba było pieczołowicie zamiecione pod dywan, a wiele jest osób zainteresowanych w tym, żeby tego dywanu nie podnosić. Życzę zdrowia i wytrwałości w tym, co Pan robi!

  3. Garstka
    Grudzień 4, 2013

    Ależ e-komplikacje. Powodzenia w ich szybkim rozwiązaniu!

  4. Tomasz Witkowski
    Grudzień 13, 2013

    Panie Janie, dziękuję za wpis i gratuluję zachowania trzeźwego osądu sytuacji. Niewielu to potrafi.

  5. Marek Brzeski
    Grudzień 18, 2013

    Dzień dobry

    Zauważyłem na okładce książki „Zakazana psychologia tom I”. informację o patronacie medialnym Racjonalisty.pl. Czy jest Pan członkiem tego stowarzyszenia?

    • Tomasz Witkowski
      Grudzień 20, 2013

      Nie

      • Tomasz Witkowski
        Styczeń 9, 2014

        Tak, to prawda. „Psychologię kłamstwa” pisałem dawno temu i nie dość sceptycznie korzystałem z innych źródeł. To jednak nie jedyna i nie najgorsza moja „wpadka”. Jak pisałem w 1 tomie „Zakazanej” wielokrotnie w pracy z ludźmi wykorzystywałem bzdury, w które zostałem „wyposażony” jeszcze jako student. Powolne odkrywanie tego doprowadziło do tego, że zająłem się tym, o czym piszę w „Zakazanej. Psychologia jest dzisiaj tak mocno zainfekowana pseudonauką, że przeciętny student, nawet dobrej uczelni, nie ma szans aby się nią nie zarazić. To dość przygnębiające.

  6. Dominik Pająk
    Styczeń 8, 2014

    Panie Tomaszu,

    zakupiłem ostatnio obydwa tomy „Zakazanej psychologii” i z wielkim zainteresowaniem wczytuję się w nie. Moją uwagę przykuł podany przez Pana przykład błędnej reinterpretacji badań Mehrabiana, z którym rzeczywiście zetknąłem się osobiście w trakcie kilku szkoleń biznesowych. Pisze Pan „Brzmi ona mniej więcej tak: spośród wszystkich informacji, jakie do nas docierają, 7% informacji czerpiemy ze słów, 38% z tonu głosu a aż 55% z mowy ciała. O ile reguła wywiedziona została z liczb pochodzących z badań Mehrabiana, o tyle ich znaczenie i interpretacja są wielkim nieporozumieniem. Aby zrozumieć na czym ono polega, prześledźmy przebieg jednego z tych eksperymentów (…) A zatem reguła „7%-38%-55%” ma zastosowanie wyłącznie w sytuacjach ambiwalentnych, kiedy przekazywane komunikaty są niespójne. W wyniku wielokrotnego powtarzania, niedokładnego cytowania regułę tę powszechnie głosi się jako tę, która odnosi się do wszelkiej ludzkiej komunikacji, co jest lekkim absurdem, gdyby bowiem była ona prawdziwa, czytelnik tej książki miałby szanse na zrozumienie zaledwie 7% tego, co chciałem mu przekazać.” (Tom I, str. 82-83).
    Tymczasem w innej Pana książce, Psychologii kłamstwa (Wyd. drugie, Biblioteka Moderatora, 2006, str. 64) pisze Pan: „Trudności w zdefiniowaniu zjawiska, których czytelnik doświadcza wraz ze mną, są bardzo podobne do tych, na które napotykają badacze sztucznej inteligencji. Konstruując systemy komunikacji wzorujące się na sposobach porozumiewania się ludzi, stają bezradni wobec faktu, że przeszło połowa znaczenia wypowiadanych przez nas komunikatów nie jest przekazywana przez słowa. W klasycznych badaniach nad komunikacją bezpośrednią, przeprowadzonych przez Alberta Mehrabiana, okazało się, że tylko 7% informacji dociera do nas kanałem werbalnym czyli słowami, 38% dociera kanałem wokalnym i aż 55% wizualnym. Nasze komunikaty współtworzą: ton głosu, język ciała, wyraz twarzy – miny i gesty, które wyrażają głównie uczucia i są odbierane również poprzez uczuciowe reakcje. Tak więc człowiek przekazuje najczęściej wiadomości na drodze z serca do serca. Jak nauczyć tego maszyny?”
    Chciałbym zapytać, czy wobec powyższego przykładu mogę uznać, że sam wpadł Pan w pułapkę wielokrotnego powtarzania i niedokładnego cytowania, które ostatecznie doprowadziło do stworzenia fikcyjnej reguły? Jednocześnie chciałbym zaznaczyć, że nie mam absolutnie na celu podważania sensu i celu Pana projektu, a jedynie zdobycie odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje Pan, że w gąszczu przekłamań, niedokładności, niepoprawnego cytowania i wielu innych nadużyć, które Pan opisuje, nawet osoba taka jak Pan, zajmująca się analizą tych zjawisk, może czasem zapętlić się w tym chaosie?
    Z góry dziękuję za odpowiedź.

    • Marcin Usielski
      Styczeń 10, 2014

      Absurdem jest z pewnością próba ilościowego określenia proporcji w jakich poszczególne elementy przekazu uczestniczą w przekazywaniu informacji. Przede wszystkim bowiem zależy to od charakteru tych informacji i sytuacji w jakiej miejsce ma przekaz. Podczas wykładu na uczelni i podczas flirtu w barze, proporcje ilości informacji przekazywanych słowami i niewerbalnie są zapewne różne. Ponadto Reguła Mehrabiana (traktowana ogólnie, bez tak dokładnej kwantyfikacji) jest słuszna nie tylko w przypadku przekazywania sprzecznych komunikatów. Jeżeli przekaz jest emocjonalny, na przykład podczas wyznawania uczuć, proporcje są inne (zgodne z RM), niż podczas udzielania informacji o rozkładzie jazdy (tu reguła zawodzi). Jeżeli informacje przekazywane przez nadawcę są pozbawione słów, to odbiorca przecież także otrzymuje informacje i wśród nich słowa nie stanowią 7% tylko 0%. Regule Mehrabiana najbardziej można zarzucić kwantyfikowanie ilości przekazywanych informacji przez poszczególne formy przekazu i odnoszenie jej do każdej sytuacji w jednakowy sposób.
      Bezkrytyczne cytowanie badań Mehrabiana w „Psychologii kłamstwa” było zbyt pochopne. Uznanie reguły Mehrabiana za słuszną jedynie w systuacjach, kiedy informacje są sprzeczne („Zakazana psychologia”) jest niestety także wnioskiem zbyt pochopnym.
      Istnieje wiele wyników badań potwierdzających tezę, że w NIEKTÓRYCH sytuacjach większość informacji ODBIERANYCH przez ludzi pochodzi z kanałów niewerbalnych. Zresztą nie potrzeba tu badań – wystarczy zdrowy rozsądek, czy wspomnienie dziewczyny, która uśmiechnęła się do nas w tramwaju…

  7. Marcin Usielski
    Styczeń 10, 2014

    Właśnie skończyłem tom drugi (zaraz po pierwszym) i jestem pod ogromnym wrażeniem. Praca jaką włożył Pan w napisanie tych pozycji musiała być tytaniczna. Lecz ich lektura nie byłaby tak fascynująca (mimo ogromu przydatnych informacji), gdyby nie doskonały styl jakim się Pan posługuje. Omawiane zagadnienia przedstawiane są w sposób zrozumiały, przykłady bardzo wymowne, a Pańska argumentacja miażdżąca dla krytykowanych zjawisk.
    Każdy powinien przeczytać oba tomy. Za niezwykle cenne uważam fragmenty poświęcone sposobom postępowania w sytuacjach, kiedy możemy stać się ofiarami opisywanych praktyk „psychologicznych szarlatanów”. Opublikowanie ich w Internecie byłoby wielkim dobrodziejstwem dla wielu osób. Do książek nie dotrze wielu, którzy takimi informacjami są zainteresowani. Choćby z powodu awersji do słowa drukowanego, jaka cechuje większą część naszego społeczeństwa.
    Jak Pan słusznie zauważył, spora część zainteresowanych szuka „pomocnych” informacji w miesięczniku „Charaktery”. Czy rozważał Pan umieszczenie na ich łamach reklamy „Zakazanej psychologii”? Miejsce doskonałe z marketingowego punktu widzenia, a odmowa (chyba formalnie niemożliwa), byłaby kolejnym dowodem obłudy redakcji.

    P.S. W poprzednim poście napisałem „kwantyfikowanie ilości”. Oczywiście to „masło maślane”… Ponadto po namyśle doszedłem do wniosku, że w zasadzie dalsza część Pańskiego wywodu o regule Mehrabiana w zasadzie potwierdza moje wnioski. Podtrzymuję jednak, że słowo WYŁĄCZNIE w zdaniu „A zatem reguła “7%-38%-55%” ma zastosowanie wyłącznie w sytuacjach ambiwalentnych, kiedy przekazywane komunikaty są niespójne.” jest co najmniej niefortunne. Przewaga komunikacji niewerbalnej nad werbalną jest faktem także w niektórych przekazach nie wywołujących dysonansu poznawczego.

    • Tomasz Witkowski
      Styczeń 10, 2014

      Panie Marcinie,
      bardzo dziękuję za miłe słowa. Jest Pan jedną z kilku zaledwie osób, które dostrzegły nakład pracy niezbędny do napisania moich ostatnich 2 książek, o dostrzeżeniu stylu nie wspomnę. Dziękuję zatem tym bardziej.
      „Poradniki” zamieszczone w książce publikowałem wcześniej w starej wersji mojego blogu.
      Tak, rozważałem umieszczenie reklamy „Zakazanej” w „Charakterach”. Poprosiłem nawet zaprzyjaźnione wydawnictwo, aby wykupiło u nich miejsce na reklamę. Plik z reklamą dotarł do redakcji 2 dni przed drukiem nowego numeru. Redaktor Białek wstrzymał procedurę druku i odmówił zamieszczenia tej reklamy 😉
      Kwestia formuły Mehrabiana. Wniosek, jaki wyciągnąłem po przeczytaniu jego oryginalnych badań dotyczył tych właśnie badań. W nauce z reguły formułujemy wnioski ograniczone do tego co wiemy na podstawie badań empirycznych, metaanaliz itp. W tym wypadku uprawniony wniosek brzmi tak, jak napisałem to w zakazanej 2.
      Pozdrawiam,
      t.w.

  8. Marcin Usielski
    Styczeń 12, 2014

    Czy jednak Mehrabian w swoim badaniu nie określił wyraźnie, że dotyczy ono uczuć, emocji i postaw, a nie komunikatów informacyjnych? Jak w takiej sytuacji uzasadnić odnoszenie ich wyników do przedstawionej przez Pana sytuacji, kiedy odbiorcami komunikatu są czytelnicy książki i wykazanie, że „mehrabianowska reguła” wskazywała by na siedmioprocentowy odbiór treści. Jest jasne, że nie o takie sytuacje chodziło w badaniu. Erystyka?

  9. Marcin Usielski
    Styczeń 12, 2014

    Oczywiście, że nie. Część odbiorców jednak może popełnić ten sam błąd, który skłonił mnie do napisania posta. Otóż w tym miejscu książki nie zrozumiałem najwyraźniej, że Pan krytykuje bezkrytyczne uznawanie reguły, a nie samą regułę mówiącą o dominacji komunikacji niewerbalnej w określonych sytuacjach. Dziękuję za odpowiedź i przepraszam za zamieszanie.

    Pozdrawiam
    Marcin Usielski

    P.S. Z niecierpliwością czekam na tom III.

  10. Marcin Usielski
    Styczeń 12, 2014

    Korzystając z tej jakże rzadkiej możliwości przekazania spostrzeżeń autorowi książki, która wywarła na czytelniku ogromne wrażenie, pozwolę sobie na jeszcze kilka słów wyjaśnienia. Otóż po Pańskiej odpowiedzi zastanawiałem się, jak doszło do błędnej interpretacji opisanego przykładu. Po przeczytaniu raz jeszcze wspomnianych fragmentów mój błąd stał się oczywisty. Jego podłoże ma być może wyjaśnienie w postaci „pułapki myślenia” w jaką wpadłem. Otóż od kilku lat z uwagą śledzę wszelkie zagadnienia związane z tak zwaną komunikacją niewerbalną. Staram się oddzielić ziarna od plew. Plew przeważnie w postaci wiedzy w poradnikach. Zauważyłem, że hasło komunikacji niewerbalnej polaryzuje opinie. Albo, jak w przykładzie z eksperymentem Mehrabiana, ludzie podchodzą do tych zagadnień bezkrytycznie, albo uważają wiedzę temat k.n. za szarlatanerię. Ta druga sytuacja jest równie niesprawiedliwa, jak pierwsza naiwna. Otóż nastawiony niechętnie do krytyki zagadnień związanych z komunikacją niewerbalną, czytając opisywany wyżej fragment musiałem pójść „na myślowe skróty”, czyli, używając terminologii Kahnemana, użyć myślenia szybkiego.

    Do przykładów obrazujących korzyści z badań psychologów dla ludzkości (tak pięknie przez Pana opisanych) dodałbym między innymi właśnie wyniki badań związanych z interpretacją mowy ciała. Prace Ekmana, Matsumoto, Knappa, Halla, Leathersa i innych badaczy mają wielkie znaczenie praktyczne (wykrywanie na lotniskach osób podejrzanych, ocena wiarygodności świadków i inne). Może demitologizacja mowy ciała w tomie III?

    W nawiązaniu do „polemiki” z Richardem Faynmanem. Ten zagorzały krytyk kultu cargo w naukach, podczas prac w komisji wyjaśniającej przyczyny katastrofy promu kosmicznego, ulegał naciskom politycznym i przyjmował kompromisowe rozwiązania. Mimo twardych dowodów sygnował raport zawierający tezy niezgodne z wynikami analizy przyczyn katastrofy, którą przeprowadził. Opisuje to w drugiej części swojej biografii, która jak zwykle błyskotliwa i zabawna, jest jednak w znacznej części formą usprawiedliwiania się. Psycholodzy stosują często metody o skuteczności nie potwierdzonej naukowo. Jeżeli jednak stosuje się metodologię skuteczną, a zgadza na propagowanie tez sprzecznych z wynikami badań prowadzonych w sposób rzetelny, to czy ta sytuacja nie jest także naganna?

  11. Sławomir Grochowski
    Styczeń 17, 2014

    Szanowny Panie,
    dziękuje bardzo za napisanie trylogii „Zakazana Psychologia”, zawsze bardzo brakowało mi krytycznego podejścia do psychologii i pseudonauk jej pokrewnych w literaturze. Obecnie czytam pierwszą część, wcześnie przeglądałem w Bibliotece Narodowej Tom II (btw. niestety w BN jest tylko Tom II, może warto by udostępnić pozostałe części?). Znalazłem parę literówek, czy jest udostępniona gdzieś errata? czy może przesłać Panu zauważone błędy?

    Pozdrawiam i liczę na dalszą Pana działalność w zakresie krytyki i demaskowania nadużyć psychologów.

  12. Hogata
    Luty 16, 2014

    Witam! Koleżanka – psycholożka – poleciła mi, bym podzieliła się z Panem mym pośrenim doświadczeniem z psychoanalizą, które negatywnie wpłynęło na moje życie,a które mogłoby się Panu przydać w parcy pisarskiej. Jeśli jest Pan zainteresowany, proszę o kontakt – mój mail jest Panu pewnie dostępny przez moje zalogowanie się. Pozdrawiam, H.

  13. B. K.- Duda
    Luty 19, 2014

    W Zakazanej Psychologii t. 2 krytycznie wyraził się Pan o metodach NDT Bobath i Vojty. Wydaje mi się mi się jednak, że nie zapoznał się Pan z nimi najlepiej, w znacznej mierze opierając się na emocjonalnych wpisach matek… no cóż… też jestem matką i miałam to szczęście/nieszczęście rehabilitować swoje dziecko obydwiema metodami. Na rehabilitację metodą Vojty skierował mnie uznany w okolicy pediatra, a następnie w ośrodku, w którym odbywać się miała terapia, moje dziecko przeszło diagnozę neurologiczną. Diagnoza nie była straszna, choć jako młoda matka i tak przyjęłam ją z przejęciem- nierównomiernie rozłożone napięcie mięśniowe(tu za silne, tam za słabe). Pierwsze spotkanie z terapeutą: kobieta oceniła rozwój ruchowy, oczywiście w oparciu o diagnozę lekarską i wytłumaczyła na czym polega metoda (uruchamianie odruchów), od czego zaczniemy, ile razy w tygodniu będziemy się spotykać, jakie są przeciwwskazania i oczywiście, jak ważna jest praca rodziców w domu. Terapeutka pokazała ćwiczenie na dziecku (nie podobało mu się to bardzo i płakało w niebogłosy), potem ja je wykonałam pod jej czujnym okiem- w trakcie korygowała moje niedociągnięcia.
    Ciekawostki: punkty, które się uciska, nie znajdują się w znacznej mierze na głowie (opis w Pana książce przywołuje dość sugestywne, niestety nieprawdziwe obrazy), a np. na rączce, w okolicach kości biodrowej itp. Owszem ćwiczenia z całą pewnością nie są komfortowe, nie są jednak bolesne (choć, jak wiemy, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu- znam matki, które unieruchamiając dziecko w określonej pozycji i uciskając pewne punkty, przykładały się tak mocno do rehabilitacji dziecka, że po takich ćwiczeniach zostawały siniaki), należy je wykonywać 3, 4 razy dziennie,u mnie było po 3,4 minuty. Są skuteczne, choć oczywiście nie sprawdzają się u wszystkich dzieci- metoda ta nie sprawdziła się w oczekiwanym stopniu u mojego dziecka – po początkowej poprawie rozwoju ruchowego nic się później nie działo. Dziecko nie zmieniło zachowania (obecnie dwa lata po również nie jest lękliwe), choć miałam obawy, jak wpływa taka rehabilitacja na rozwój emocjonalny: nie znalazłam artykułu, który mówił by o negatywnych skutkach po zastosowaniu tej metody… stąd moje zdziwienie po pierwszym zachwycie nad książką i pytanie: skąd ta pokusa do postawienia tak jednoznacznej diagnozy, iż metoda ta z całą pewnością wpłynie niekorzystnie na psychikę dziecka ?!!!
    Ponieważ metoda Vojty, a raczej jej stosowanie, po upływie pewnego czasu nie przynosiła oczekiwanych rezultatów, zdecydowałam się na poszukanie pomocy terapeutycznej w innej szkole. Trafiłam z polecenia na terapeutę NDT Bobath. Wystarczył miesiąc terapii (4 cotygodniowe spotkania), aby moje dziecko dogoniło swoich rówieśników w rozwoju ruchowym. Terapeutka była przyjazna dziecku, nawiązywała z nim kontakt wzrokowy, dziecko na ogół nie płakało w trakcie ćwiczeń wykonywanych przez terapeutę, a jak płakało to z tęsknoty za ramionami mamy, więc w takich chwilach robiłyśmy przerwę, utuliłam dziecko, uspokoiłam i rehabilitacja była kontynuowana dalej. Do domu nie dostawałam ćwiczeń do wykonania, a zalecenia: jak się z dzieckiem bawić, jak je trzyma, jak przewijać, aby nie wykształcać u niego niewłaściwych wzorców ruchowych i tyle. Nic przy czym dziecko mogłoby płakać, co mogłoby być dla niego nieprzyjemne, chyba że polecenia wykonywane byłyby sztywno, bez elementu zabawy, nawiązania kontaktu z dzieckiem, w nieprzyjemnej atmosferze. Rehabilitację zakończyłam w szóstym miesiącu życia dziecka.
    Trochę poczytałam na temat obydwu metod. W POlsce bardziej popularna jest metoda Vojty, przynajmniej w moim, świętokrzyskim, regionie. Obydwie metody, a więc i Bobath, i Vojta, są skuteczne i uznane przez środowisko fizjoterapeutów i lekarzy, co więcej nie są niezgodne z nauką medyczną. Zgadzam się, że trzeba się im przyglądać, badać je i testować. Nie zgadzam się jednak na porównania, które użył Pan krytykując te metody, tylko dlatego, że ktoś porównał je np. z metodą Domana (sam Pan opisywał jak terapia więzi podpina się pod teorię więzi Bowlby’ego…). Krytykował Pan metodę Vojty , a przy okazji obrywa się Bobath w oparciu o pojedyncze wypowiedzi matek…. a gdzie badania naukowe i eksperymenty???
    Może lepiej pisać na temat psychologii?… Mimo wszystko Fanka.

  14. Jadwiga Naparzewska
    Marzec 6, 2014

    Witam!
    Wpisuje jeszcze raz to co w ksiedze gosci, bo nikt nie skomentował, a ciekawa jestem…
    Byłam na Pana wykładzie w Krakowie na Brackiej 14, przeczytałam 1 t Zakazanej psychologii ( napewno przeczytam II). I jak najbardziej popieram Pańska prowokację w „Charakterach”, ja zawsze staje po stronie prawdy i staram sie kłamstwo upubliczniać.

    Natomiast naszły mnie pewne przemyślenia, jako, że „każdy kij ma dwa końce”.

    A wiec założmy, że wszelaka Rada Naukowa składająca się z fachowców profesorów w każdym czasopiśmie szczegółowo bada wszelakie nadesłane teksty czy są zgodne z obowiazujaca prawdą i załóżmy, że przez Pana stworzona Renata A. istnieje naprawdę. Istnieje i na dodatek odkryła (wynalazła) cos nowatorskiego, co jest prawdziwe, ale gremia profesorów i naukowców o tym nie wiedzą bo nie mieli okazji sie z tym zetknąc i o tym poczytac. Ona jest pierwsza. Zatem gdyby taka sytuacja miała miejsce jej nowatorskie, prawdziwe odkrycie nigdy nie ujrzałoby światła dziennego!

    To nie jest mój wymysł. Czytajac ksiażki J. Thorwalda z historii medycyny („Stulecie chiruirgów”, „Tryumf chirurgów”, „Pacjenci” i inne) można jednoznacznie stwierdzić, że takie sytuacje były nagminne.Historia odkryc Semmelweisa z 1847 roku odrzucana przez owczesne autorytety- uwazana wówczas za szarlatanerię – doczekała sie akceptacji chyba 20 lat poóźniej.A odkrycia J. Listera w sprawach antyseptyki w chirurgii – również uwazane za głupotę były nieakceptowane chyba przez ponad 10 lat.Odkrycie Wellsa ( narkoza – dotąd operacje wykonywano na żywca)- które ówczesne autorytety wysmiewały, nazywały szwindlem i dalej kroiły ludzi na żywca – odkrycie to tez czekało akceptacji ileśtam lat zanim powszechnie zaczęto stosować narkoze i znieczulenie podczas zabiegów. I inni,mnóstwo innych, chociaz potwierdzano ich odkrycia statystykami, doświadczeniami – gremium „Bogów”, autorytetów, którzy mieli za zadanie akceptowac albo nie – odrzucało je przez lata. Bo oni byli nieomylni. Często odkrywcy bywali zaszczuci i wyśmiewani, do tego stopnia ze umierali śmiercią samobójczą nie doczekawszy sie za życia uznania swoich prawdziwych odkryć , które są stosowane do chwili obecnej.

    Bo dawniej istniało gremium Bogów które decydowało, co jest prawda a co nie. Kto ma prawo byc takim autorytetem? Nauka ma wiele pól nieznanych nikt nie wie niczego na 100%, zatem zawsze moze zdarzyc sie prawdziwa Renata A i jej odkrycie prawdziwe.Co wyjasni się np za kilkadziesiąt lat. Obecnie jednak ma możliwość publikacji…bo obecne gremium nie sprawdza dokładnie, nie wyrokuje…przez co również dopuszcza publikację głupoty jak Pańska prowokacja.

    Nalezałoby sie zastanowić co jest lepsze, czy przepuszczanie głupot – bo a nuz się znajdzie wsród nich prawdziwa perła ktora zrewolicjonizuje świat, czy nie przepuszczać nic co odbiega od obecnie uznanej normy i co było dotychczas publikowane. Ale wtedy mozemy stracić nadzwyczajne odkrycie…

    Druga sprawa, należałoby się też zastanowić dlaczego ludzie, przeciętni ludzie, wybierają dziwne terapie, szarlatanerię – wydaje mi sie tutaj podobieństwo do zakupu np barwionej wody w butelkach, która napewno zdrowa nie jest – innych rzeczy równie dziwnych i kolorowych a także szkodliwych – o czym ludzie wiedzą i zdaja sobie sprawę co szkodliwego kupują. Dlaczego? To pytanie czysto psychologiczne.

    Pozdrawiam serdecznie, jeszcze raz podkreślam – popieram prowokację, jednak moze zaistniec fakt, że „wylejemy dziecko z kąpielą”.

    Jadwiga Naparzewska

    • Tomasz Witkowski
      Marzec 8, 2014

      Pani Jadwigo, w nauce nie ma czegoś takiego jak obowiązująca prawda. Nauka to niedoskonały obraz rzeczywistości, który podlega cały czas doskonaleniu i modyfikacji. Podobnie jak w większości dziedzin naszego życia, tak i tutaj trafiają się osoby lub grupy osób o zamkniętych umysłach lub tacy, którzy bronią własnej wersji prawdy. Ale to nie nauka i jej procedury są sztywne, tylko ludzie. Ciągła krytyka i ciągłe poddawanie w wątpliwość obowiązujących prawd to standard. Gdyby Renata Aulagnier odkryła dzisiaj coś wyjątkowego, ze pewnością nie czekałaby długo na możliwość publikacji swoich odkryć. Problem jest taki, że R.A. popełniła celowo karygodne błędy, których nikt nie zakwestionował, a nawet gorzej, nikt z Rady Naukowej nie zadał sobie trudu ich wskazania. Proszę też zwrócić uwagę na to, że przykłady „wylewania dziecka z kąpielą”, które Pani podaje, pochodzą z przeszłości. Nauka koryguje również swoje procedury i dzisiaj podobne przypadku byłyby nie do pomyślenia. Dzisiaj większym problemem jest nadprodukcja naukowych i pseudonaukowych bzdur niż niedostrzeganie pereł.
      Dlaczego ludzie wybierają dziwne terapie? – pisałem o tym sporo w Zakazanej I i II.

  15. iwona
    Marzec 21, 2014

    Witam serdecznie, pilnie poszukuję informacji na temat terapii INPP, jej podstaw naukowych, bezpieczeństwa etc. Bardzo proszę o pilny kontakt.

  16. Marek
    Kwiecień 22, 2014

    Panie Tomaszu,
    Piszę dosyć świeżo po lekturze obydwu Zakazanych i chciałbym się również podzielić przemyśleniami. Przede wszystkim zwraca uwagę olbrzymia rzetelność Pana książek. Ciężko mi sobie wyobrazić jak olbrzymiego nakładu pracy to wymagało, tym bardziej, że ma Pan fenomenalne pióro, co mogłoby rodzić pokusę pisania więcej „od siebie” albo budowania uproszczeń. Wielu autorów, w tym niestety również wybitnych naukowców, przejawia niestety taką tendencję. Największą zaletą Zakazanych jest jednak, w moim przekonaniu, potencjał do budowania sceptycznego i krytycznego spojrzenia na rzeczywistość. Przerażające, jak wiele uznanych i popularnych książek popularnonaukowych może się opierać na nierzetelności autora. Aż strach czytać!
    Ponadto, dzięki Zakazanym, uzyskałem nowy punkt oparcia do pracy nad swoim charakterem. W zupełnie inny sposób patrzę też obecnie na moją, na szczęście krótką, przygodę z psychoterapią, opartą na psychoanalizie. Zmieniło się też moje spojrzenie na psychologię i naukę, za co bardzo Panu dziękuję.

    Serdecznie pozdrawiam i życzę siły do dalszej pracy

    P.S. Najzabawniejszy okazał się dla mnie sposób, w jaki zetknąłem się z Pana pracą. Otóż na internetowym forum wdałem się w dyskusję z przedstawicielem NLP, do którego (NLP) już wcześniej byłem mocno uprzedzony, aczkolwiek bez większej znajomości tematu. Przy okazji delikwent, w odpowiedzi na mój zarzut, że NLP nie ma żadnych podstaw naukowych, próbował wykazać, że psychologia to w ogóle nie jest nauką i nie warto się nią zajmować. Na poparcie swojej argumentacji (jeśli można tak to określić) podał linki do… Pana bloga 🙂

  17. Jadwiga Naparzewska
    Maj 1, 2014

    Tak jak napisałam wczesniej – przeczytałam II tom Zakazanej psychologii. Fantastyczna, wspaniała książka. Ale niestety…nie jestem nią zaskoczona. W moim życiu bardzo krytycznie zawsze podchodziłam i do psychologów i do nauki. Nigdy nie miałam autorytetów ( moze to źle i jest to jakieś skrzywienie psychiczne:) ) i nigdy nie ufałam certyfikatom, tytułom naukowym czy publikacjom. Uwazam, ze podobne historie jak te opisane w „Zakazanej psychologii” – zdarzaja się i to nie rzadko w każdej dziedzinie nauki – i mogą wyrządzić ludziom większą krzywdę niż psychologia.

  18. Justyna
    Czerwiec 13, 2014

    Witam!
    Całkiem niedawno skończyłam czytać pierwszy tom Pańskiej książki. Jestem bardzo młoda, we wrześniu kończę dopiero 17 lat. Ale psychologią interesuję się już baardzo długo i to właśnie z nią wiąże swoją przyszłość.
    Pańska książka otworzyła mi oczy na bardzo wiele spraw, czasami czytając ją aż przecierałam oczy ze zdumienia, albo śmiałam się z tego jak bardzo czasami potrafimy być naiwni i dajemy sobie wmówić bardzo wiele różnych teorii nawet nie próbując ich analizować..
    Ale do rzeczy, bardzo się cieszę, że trafiłam na Pana i Pańską twórczość, bo spojrzałam na psychologie z całkiem innej strony. Zakochałam się w niej jeszcze bardziej! Czuję teraz chęć do walki z pseudonauką, kłamstwem i manipulacją w tej dziedzinie. Mam ambitny plan pomocy w Pańskiej misji pokazywania ludziom jak powinna wyglądać psychologia oraz walki z tymi którzy krzywdzą ją swoim niedbalstwem, rządzą zdobycia sławy za wszelką cenę..
    Wiem, że to trudne zadanie, znajomi często mówią mi, że zawsze zabieram się za sprawy beznadziejne i praktycznie niewykonalne, że sama świata nie zmienię. Ale przecież jeśli każdy odpuszczał by tylko z tego powodu, to dziś wciąż żylibyśmy w jaskiniach.
    Wierzę, że nie tylko ja tak odebrałam „Zakazaną psychologię” i już za kilka lat, kiedy pójdę na studia poznam masę ludzi, którzy też będą chcieli ożywić prawdziwą psychologię.

    • Tomasz Witkowski
      Czerwiec 15, 2014

      Bardzo dziękuję za miłe słowa. Ciesze się, że tak odczytałaś „Zakazaną”. Takie były moje rzeczywiste intencje, kiedy ją pisałem – oczyścić psychologię z chwastów i pokazać, że jest w niej niezwykle wiele cennych odkryć i możliwości poznawania człowieka, które aż nazbyt często giną w gąszczu pseudonauki. Niestety, wielu czytelników odczytuje ją jako atak na psychologię. Cieszy mnie również Twoja chęć pomocy w realizacji mojej wizji. Aby to umożliwić zapraszam również do kontaktu z Klubem Sceptyków Polskich http://www.sceptycy.org. Pozdrawiam serdecznie.

  19. teresa
    Czerwiec 24, 2014

    Witam, moje córki padły ofiarą pseudoterapeuty, skutkiem czego jest:

    wprowadzanie w stan regresji (hipnotycznej?)i cofanie się podświadomością do wczesnego dzieciństwa i wysuwanie
    fałszywych oskarżeń wobec rodziców o złe traktowanie (maltretowanie, głodzenie,gwałty przez ojca od czwartego roku życia córki ,zaniedbywanie,cotygodniowe interwencje policji)itp.

    zerwanie kontaktów z rodziną, zakaz odwiedzin wnuczki.,jeżeli kontaktują się to tylko po to by nas nękać , bezpodstawnie oskarżać nas, lub w celu agresji słownej.

    Zmiana osobowości , huśtawka nastrojów ,stany depresyjne, lęki
    nienawiść do rodziców, córka napisała nam ,że ona nie ma już rodziców , a w rozmowie powiedziała,że chciałaby psychologa nazywać ojcem. -Zaniedbywanie i zerwanie relacji ze swoim mężem do tego stopnia ,że zięć
    napisał ,że rozwiązaniem dla niego jest rozwód lub samobójstwo.

    wpływanie na pozostałe rodzeństwo do tego stopnia ,że najmłodsza córka ograniczyła kontakt z rodzicami, nie odbiera od nas telefonów i nas nie odwiedza.

    liczy się autorytet prowadzącego terapię , nie przyjmują argumentów od rodziców, aby skonsultować obecną terapie z normalnym psychoterapeutą.

    Obecnie po 2 latach terapii są juz tak zmanipulowane i uzaleznione od psychologa,ze nie sa w stanie sobie pomóc.Nadmieniam ,ze ten specjalista z ktorego usług korzystają to psycholog ,bez uprawnień psychoterapeuty.Prosze odpowiedziec co możemy zrobić , my jako rodzice ,aby im pomoc? Do czasu terapii relacje w domu byly bardzo dobre.Więcej moge napisać w mailu.

  20. kw
    Wrzesień 23, 2014

    Dzień dobry. Kiedy ukaże się wersja elektroniczna ePub ‚Zakazanej…’?

  21. Tomasz Gąsiewski
    Marzec 31, 2015

    Niestety nie mogę znaleźć nigdzie takiej informacji. Panie Tomaszu, jak ma się treść „Psychology gone wrong” do zawartości 1 i 2 tomu „Zakazanej Psychologii”? W jakim stopniu się pokrywa?

    Pozdrawiam,
    Tomasz Gąsiewski

    • Tomasz Witkowski
      Kwiecień 1, 2015

      Ok. 50-60% pokrywa się z tomem 1, jakieś 10% z tomem 2, reszta to treści uaktualnione i/lub nowe. Pozdrawiam

  22. Awers
    Kwiecień 3, 2015

    Witam

    Gdzie mozna zakupic ebooka „Zakazana psychologia”?

    Pozdrawiam

  23. ulazadorozna
    Kwiecień 3, 2015

    Dzień dobry
    Zakazana, tom 1, w wersji elektronicznej będzie dostępna w sprzedaży od przyszłego tygodnia, na stronie http://www.bezmaski.com.pl
    pozdrawiam Urszula Zadorożna

  24. Kard
    Kwiecień 17, 2015

    Panie Tomaszu, jestem matką całkiem dorosłego syna, który na etapie kończenia studiów w Krakowie, myślę, ze w efekcie nadmiernego imprezowania i wpływu „luzackiego” towarzystwa, popadł w stan obniżonego nastroju, prawie depresji. Zwierzył nam się ze swoich problemów, a my, jako zawsze gotowi do pomocy rodzice, wykorzystując znajomość w pewnych kręgach psychologów w Krakowie, poprosiliśmy o zarekomendowanie dobrego psychoterapeuty w tym mieście. Początkowo terapia przynosiła jakąś ulgę (bardzo krótko), ale po pewnym czasie zaczęło dziać się coś złego. Myśleliśmy, że problemy postępują, tyle że wcześniejszy smutek i uczucie samotności zamieniało się u syna stopniowo w napady złości, w agresję (nie fizyczną) wobec rodziców, zarzuty dotyczące przeszłości, wyrzutów, obarczanie nas winą za wszystko. Ale żeby chociaż było widać, że syn czuje się lepiej. Przeciwnie, miotał się coraz bardziej, każdy powód był dobry, aby wszcząć awanturę. Zaznaczę, że na stałe mieszkał w Krakowie a w domu bywał rzadko i najwyżej na weekend. Wciąż korzystał z usług psychologa klinicznego, uzależnił się być może od tych seansów, nawet po przeprowadzce do W-wy przyjeżdżał na spotkania. Mimo, że zapewniał o skuteczności terapii, jego stan i zachowanie wskazywało na coś zupełnie innego. Zaczęliśmy to wszystko wiązać z negatywnym wpływem terapii i terapeuty. Teraz widzę, po kilku latach, że jest to ewidentny jej efekt. Ucierpiał on sam, ucierpiała rodzina jako całość oraz każdy z nas z osobna (rodzice, siostry). Mimo przeogromnego poczucia winy, w które ja jako matka zostałam wpędzona, mam pewność, że został mocno zmanipulowany. Uważam, że efektów tej terapii syn oraz cała nasza rodzina doświadcza do dzisiaj, nie tylko emocjonalnych, ale też duchowych. Wiem, że mój syn przed terapią, mimo pewnych problemów emocjonalnych, był inny. Więcej nie będę się rozpisywać, nazwiska terapeuty nie będę upubliczniać na tym forum, ale mogę je Panu przekazać mailem. Jeśli to możliwe, proszę o kontakt.

  25. Rebelyant (@Rebelyant)
    Kwiecień 17, 2015

    Czy tom I ‚Zakazanej’ ukazał się już w wersji elektronicznej?

  26. fizyk
    Czerwiec 26, 2015

    Bardzo podobały mi sie Pana ksiażki choc czuje pewien niedosyt, że asekuruje się Pan i nie ma odwagi powiedzieć, że każda forma psychoterapii to bardziej sztuka niż nauka. Szukanie jakichś uniwersalnych metod dla skutecznej terapii poprzez replikowalne dane statystyczne to jakieś nieporozumienie, gdyż z doświadczenia wiem, że psychika ludzka wymaga indywidualnego podejścia i to co działa na jednej osobie (czy grupie osób) na drugiej może nie działac a wrecz moze byc dla niej szkodliwe! Wysługiwanie sie tzw. twardymi danymi sprawia, ze rezygnujemy z ryzykowanych twierdzen o przyczynach danego zjawiska w obawie o posadzenie o pseudo-naukowosc. Dlatego trzeba przestac utozsamiać psychologie z nauką i problem zniknie jak reka odjął, gdyz nikt nie bedzie miał prawa wycierac się autorytetem nauki i liczyc się bedą konkretne sukcesy danego terapuety .Już teraz zauważam odwrotne zjawisko tzw. gimbo-naukowości, które polega na tym, że wystarczy rzucić jakimiś twardymi danymi żeby ,,zaorać” temat bezwzględnie. Każdy kto miał do czynienia z nauką wie, że sprawa jest znacznie bardziej złozona a falsyfikacjonizm w naukach społecznych pozwala jedynie na serwowanie banalnych wniosków, do których nie trzeba uniwersytetów i dlugoletnich lat na kształcenie sie w tym wzgledzie. To, że pewne metody ukazują pewną statystyczną prawidlowość nic kompletnie nie znaczy dla psychologii (psychologia to nie socjologia), która się przecież zajmuje indywiduum a nie abstrakcyjnym bytem jakimi są uogolnione kolektywy.
    W mojej opinii nauki społeczne (przede wszytskim psychologia i ekonomia) nalezy traktować po Feyerbendowsku, gdyz jego metoda ,,wszytsko idzie” jako jedyna zabezpiecza przed słepym dogmatyzmem czy to ze strony psychologów-szarlatanów czy gimbo-naukowców.

  27. Axie
    Grudzień 4, 2015

    Bardzo dziękuję za napisanie Zakazanej psychologii… Dopóki jej nie przeczytałam, byłam pewna, że coś jest ze mną nie tak i że powinnam rozdrapywać stare rany, aby się wyzwolić z kajdan dzieciństwa… To, co psycholodzy nam wmawiają, powinno być zabronione- te wszystkie DDA, psychoanalizy i nie wiadomo co, które robią nam wodę z mózgu… Dziękuję bardzo!

  28. kw
    Luty 26, 2016

    Czy wiadomo kiedy ukaże się tom I w wersji ePub?

  29. Dagna
    Luty 27, 2016

    Jestem zachwycona Zakazaną psychologią I i II. Niestety miałam okazje przekonać się, że pseudonauka ma się świetnie. Szkoła mojego dziecka na swojej stronie chwali się stosowaniem Metody Dennisona……:))

    http://sp9dzierzoniow.edupage.org/text/?text=text/text5&subpage=1

    Byłam pewna, że każdy psycholog, pedagog zetknął się z Pana publikacją…….., nie rozumiem jak można pracować na metodzie, której podstaw się nie sprawdziło. Cóż, jak nauczyciele mają uczyć dzieci krytycznego myślenia, jak sami nie potrafią tego robić…..

    Pozdrawiam

  30. Dagna
    Luty 27, 2016

    Chciałam jeszcze podziękować, bo dzięki Pana książkom, czy publikacjom Dr Bena Goldancre nauczyłam się krytycznie patrzeć na wszelkie doniesienia. Sprawdzam źródła, na tyle na ile mam czasu….Myśle, że powoli, ale jednak powoli wszystko się zmienia, Od momentu kiedy Goldacre zaczął publikoważ tak wiele się zmeniło , w tej chwili mogę w internecie sprawdzić czy lek , który podaje dziecku daje lepsze efekty niż placebo, czy był testowany na dzieciach, co nie tak dawno było nie do pomyślenia…, internet wiele zmienia na lepsze….i tacy naukowcy jak Pan
    Pozdrawiam serdecznie

  31. Adam Łojek
    Marzec 10, 2016

    Jestem w trakcie lektury drugiego tomu Pana książki. Podobnie jak w przypadku pierwszego tomu jestem pod wrażeniem i zgadzam się z większością Pańskich wypowiedzi. Jestem psychologiem z prawie 20-letnim doświadczeniem, więc część rzeczy o których Pan pisze już „odkryłem”. (Chociażby kwestie związane z psychoanalizą).
    Aktualnie czytam rozdział poświęcony psychologii sądowej. Przez kilka lat zajmowałem się taką działalnością i byłem wpisany na listę biegłych z zakresu psychologii. Niestety zetknąłem się w swojej praktyce z różnymi biegłymi, i to nie tylko psychologami, którzy do swojej pracy podchodzili co najmniej nieodpowiedzialnie i nonszalancko. Ale byli też i są biegli, którzy podchodzą do swojej pracy bardzo poważnie i odpowiedzialnie. Ja zawsze starałem się odpowiadać na zadane przez sąd bądź prokuraturę pytania rzeczowo, trzymając się ściśle pytań przez te instytucje sformułowanych a badając osoby opiniowane posługiwałem się wystandaryzowanymi narzędziami diagnostycznymi. Gdy nie byłem w stanie odpowiedzieć na jakieś pytanie czy z powodu zbyt małej wiedzy, czy braku materiałów czy też w przypadku gdy pytanie wybiegało poza domenę psychologii – to jasno to komunikowałem. Może dlatego w pewnym momencie współpraca dla mnie i dla sądu stała się mało komfortowa i w rezultacie zaprzestałem aktywności na tym polu.

    Ale nie o tym chciałem powiedzieć. Zajął się Pan bardzo krótko i pobieżnie kwestią wynagrodzenia biegłych. Na stronie 276 umieścił Pan szokujące kwoty wynagrodzeń biegłych (8 – 13 tysięcy zł) opierając się jedynie na informacjach zamieszczonych na jakimś forum dyskusyjnym przez jednego ze skazanych, nie weryfikując ich z rzeczywistością. A rzeczywistość wygląda zgoła odmiennie.
    Kwoty wynagrodzeń biegłych reguluje Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości z dnia 20 lipca 2000 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych w postępowaniu sądowym (Dz. U. nr 65 poz.776). W załączniku nr 1 określone są stawki wynagrodzenia jako wartości procentowe od kwoty bazowej. Według tego przelicznika aktualne maksymalne stawki za badanie psychologiczne z wydaniem opinii pisemnej to kwota 180 zł, zaś za godzinę udziału w przesłuchaniu – 32 zł.
    Nie sądzę aby to były kwoty – których można zazdrościć, a tym bardziej, by mogły szokować. Ile opinii zmieściłoby się w podanej przez Pana kwocie???

    Jest to duży zgrzyt w zestawieniu z wieloma cennymi i rzeczowymi informacjami które Pan podaje w obu tomach Zakazanej Psychologii…

    …A być może wiele z nich wcale nie jest tak rzeczowych i ścisłych jak pierwotnie się wydają…
    Być może nie byłem w stanie ich poprawności i prawdziwości zweryfikować a mają tyle samo wspólnego z rzeczywistością co przytoczone przez Pana stawki wynagrodzeń za pracę biegłych psychologów… i były zamieszczone w Pana książkach tylko po to aby szokować, wywoływać skrajne emocje, zwiększyć poczytność Pana artykułów i książek???

    Ponadto w pierwszym tomie Zakazanej Psychologii posługuje się Pan nazwą „Poradnie Wychowawczo – Zawodowe”, które w Polskiej rzeczywistości nie istnieją od ponad 20 lat. Obecnie nazywają się Poradniami Psychologiczno-Pedagogicznymi.

    MOŻE TYCH BŁĘDÓW I NIEŚCISŁOŚCI W PANA KSIĄŻKACH JEST WIĘCEJ?!!!

  32. Adam Łojek
    Marzec 10, 2016

    Właśnie kończę czytać drugi tom Zakazanej Psychologii, i o ile początkowo byłem niemalże skłonny do uznania ich treści jako prawdy objawionej, to mój zapał i zachwyt zbladł, gdy natknąłem się zarówno w pierwszym jak też w drugim tomie Pana książki na dosyć istotne błędy:

    W pierwszym tomie używa Pan nazwy Poradnie Wychowawczo – Zawodowe i wskazuje jakie szarlatanerie tam się odbywają (między innymi Gimnastyka Umysłu metodą Dennissona). Co do samej terapii to podzielam Pana pogląd że niewiele ma wspólnego z prawdziwą terapią i że brak w niej rzetelnych podstaw naukowych. Jednak jak na człowieka tak gorliwie tropiącego różne nieprawidłowości i kłamstwa w poważnych publikacjach wykazał się Pan małą znajomością poradni…
    …gdyż takie poradnie nie istnieją od ponad 20 lat. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych zostały one przekształcone rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej w Poradnie Psychologiczno – Pedagogiczne.

    W drugim tomie natomiast w rozdziale poświęconym psychologii sądowej bardzo pobieżnie i niezgodnie z prawdą zajął się Pan kwestią wynagrodzeń biegłych psychologów za ich pracę. Na stronie 276 podaje Pan szokującą kwotę 8-13 tysięcy zł opierając się jedynie na relacji skazanego za zabójstwo, którą zamieścił na forum dyskusyjnym. Jeśli Pana zamiarem było zszokowanie czytelników, to gratuluję….
    … bo mnie ta kwota rzeczywiście zszokowała.
    Ale nie zadał Pan sobie trudu żeby tą informację zweryfikować…
    (zresztą nie tylko tą)
    Większość cytowanych przez Pana wypowiedzi osób prywatnych jest podawana bez odrobiny nawet niedowierzania, a u przedstawicieli zawodu psychologa widzi Pan tylko szamanów, kapłanów kultu Cargo, oszustów, szarlatanów i wszelkiej maści oszustów.
    Przynajmniej taki obraz psychologów wyłania się z lektury Pana książek.
    Ale wracając do wynagrodzeń biegłych…
    Są one precyzyjnie uregulowane w Rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości z dnia 20 lipca 2000 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie kosztów przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych w postępowaniu sądowym (Dz. U. nr 65 poz. 776). Od kwoty bazowej oblicza się procentowo wynagrodzenie za godzinę pracy biegłego (maksymalna kwota to 32 zł) lub za czynność, np. za badanie psychologiczne z wydaniem pisemnej opinii (maksymalna kwota to 178,41 zł).
    Ile opinii można by opłacić za tą astronomiczną kwotę, którą Pan podaje???
    (Nie oczekuję odpowiedzi.)

    Czytając to forum natknąłem się również na wypowiedź innej osoby, która wytknęła Panu słabą znajomość metody Bobath i posługiwanie się w książce dla opisania jej, tylko relacjami matki, która czuła się pokrzywdzona przez konkretnego terapeutę.

    Te dwa błędy o których wcześniej napisałem byłem w stanie wyłapać jako psycholog od 20 lat pracujący w Poradni Psychologiczno – Pedagogicznej, który przez kilka lat był praktykującym biegłym sądowym. Ile w Pana książkach jest podobnych błędów lub świadomie zafałszowanych informacji – nie jestem w stanie sprawdzić. Ale w zestawieniu z prowokacją jaką Pan przeprowadził w czasopiśmie Charaktery i opisał w pierwszym tomie Zakazanej Psychologii, zaczynam się zastanawiać czy cała Pana książka nie jest taką prowokacją.

    Oczywiście nie neguję faktu, że nie wszyscy psycholodzy czy terapeuci dobrze wykonują swój zawód. Myślę że podobne przykłady znaleźlibyśmy w każdej profesji. Znam nieuczciwych bankowców, mechaników, sprzedawców, kiepskich fryzjerów, sportowców którzy nie zawsze postępują w myśl zasady fair-play. Ale nie można z tych jednostkowych przypadków tworzyć tak pesymistycznego wizerunku, że „wszyscy mechanicy samochodowi to złodzieje” a wszyscy lekarze to łapówkarze itp.

  33. Adam Łojek
    Marzec 11, 2016

    Ciekaw jestem dlaczego moje komentarze się nie pokazują?
    Wpisałem dwa (dosyć krytyczne).
    Może właśnie dlatego się nie ukazały. Zobaczymy czy ten się jakimś cudem pojawi.

    • Marcin
      Styczeń 5, 2017

      A jednak się pojawiły i to dzień przed tym. Prawdziwy cud…

  34. B
    Kwiecień 20, 2016

    Zakazana psychologia powinna być lekturą obowiązkową studentów psychologii 🙂 Nie dalej jak dwa tygodnie temu na ćwiczeniach uczyliśmy się tak „przydatnych” rzeczy jak test Rorschacha. Reakcją na moje zastrzeżenia była supozycja, żem osobowość opozycyjno-buntownicza 😛

  35. ermo
    Maj 22, 2016

    Bylam na terapiach w liceum i na studiach. Zamiast isc do przodu to ciagle sie cofalam na terapiach. Nigdy nie przepracowalam traumy. Tylko raz trafilam na dobrego terapeute. Przez internet zostalam tez zwabiona przez pasjonatke psychoanalizy, ktora wydawala mi sie na poczatku dobra kolezanka. To byla osoba po studiach, ktora czytajac moje posty na forum o depresji, forum psychologicznym, zaczela mna manipulowac. Zerwalam znajomosc, bowrzeczywistosci byla kims innym niz myslalam na poczatku.

    Do tego czytanie w internecie tez mi nie pomoglo.

    Rodzine mam trudna, mam trudnezaburzenia, ale final moglby byc inny. Na terapie chyba powinno isc sie z checia a nie z paranoja.

    Psychoanaliza niejest tez dla mnie.wskazana ze wzgledu na zaburzenia schizotypowe. Jednak moze to nieprawda. Nie wiem.

    Wiem, ze ludzie nie mieszcza sie w ramach. Wiem, ze lekarze i psycholodzy czesto patrza zero jedynkowo. Bo inaczej nie potrafia. Bo to tylko ludzie jak i ichpacjenci.

  36. Maniek
    Wrzesień 3, 2016

    Panie Tomaszu, chciałbym zapytać, co Pan sądzi o podejściu psychodynamicznym. Czy katolik może studiować to podejście? Jestem po pierwszym roku szkoły w Krakowskim Centrum Psychodynamicznym i mam mieszane uczucia. Widzę, że to podejście pozwala dojść do sedna problemu pacjenta a z drugiej strony te ,,przeniesienia i przeciwprzeniesienia oraz nieświadomość”. Proszę o poradę i dziękuję za odpowiedź.

    • Tomasz Witkowski
      Wrzesień 12, 2016

      Podejście psychodynamiczne, podobnie jak psychoanaliza, z której się wywodzi opiera się w znacznej mierze na twierdzeniach, które albo nie zostały zweryfikowane naukowo, albo w trakcie badań nie znaleziono potwierdzenia ich prawdziwości. Studiując tę koncepcję nie ma znaczenia, czy ktoś jest katolikiem czy nie lecz raczej to, czy zależy mu na koncepcjach opartych na dowodach i poddawanych rzetelnym badaniom, czy jest skłonny akceptować taki, które powstały w czyjejś głowie i są przekazywane z pokolenia na pokolenie. To kwestia uczciwości raczej niż wyznania. Proszę zapytać swoich nauczycieli choćby o badania nad przeniesieniem, oporem i innymi zjawiskami wykorzystywanymi przez to podejście. Mając kontakt z pacjentami, którzy doświadczyli znaczącego pogorszenia w trakcie terapii, wiem, ze najtrudniejsze przypadki dotyczą właśnie tych sytuacji, kiedy pacjenci poddawani byli psychoanalizie lub terapii psychodynamicznej. Życzę mądrych i uczciwych wyborów.

  37. Agnieszka
    Styczeń 4, 2017

    No niestety, rozczarowałam się Panem :-(. Zaczynając czytać Pana książki sądziłam, że w końcu ktoś mądry komu nie będę mogła zarzucić żadnych myślowych gniotów, ale mniej więcej po połowie II tomu zaczynam wątpić w Pana i w to co Pan napisał w swoich książkach.
    Zwłaszcza 3 rozdział o biegłych psychologach sądowych jest tak słaby, miałki i sprawia wrażenie naciąganego materiału pisanego dla wywarcia odpowiednio mocnego wrażenia na koniec książki, epatując tak nietrafionymi przykładami jak powoływanie się na skazańca za zabójstwo w celu weryfikacji zarobków biegłych (sic!), co to ma być szanowny Panie? Jakieś kpiny? Albo inny przykład o żonie która z opinii psychologa dowiaduje się wielu rzeczy na temat swojego oskarżonego o molestowanie nieletnich męża ze sfery jego, czyli ich skoro małżeństwo życia seksualnego. A gdzie niby ta Pani była przez cały czas? Za granicą, czy naćpana, skoro nie zauważyła tych wszystkich rzeczy u swojego małżonka? Pisząc o terapii holdingu wymienia Pan głównie Welch jako główną prekursorkę i „zżyna” Pan jak uczniak tekst o założeniach terapii ze strony towarzystwa dla dzieci niepełnosprawnych z Aspergerem – pierwszy lepszy tekst o holdingu jaki wyszukiwarka google podaje :-/. No po człowieku z tytułem dr spodziewam się zdecydowanie czegoś więcej, jak widać na Pana nieodosobnionym przykładzie, nie warto sie łudzić.
    Wracając do holdingu, Welch jest w Polsce praktycznie w ogóle nie znana, ale za to bardziej znana jest Irina Prekop, która z nią współpracowała przez dłuższy czas i której ksiązki w Polsce się czyta, np. „Mały tyran” czy „Niespokojne dzieci”. Ona ma powiązania z Hellingerem i razem z nim wespół tworzy różne cuda na kiju, szkoda, że o tym Pan nic nie napisał, bo to o wiele ciekawsze niż martyrologia dzieci, które wskutek tej terapii lub jej odmian straciły życie. Wiedza, że jakieś dzieci zmarły w wyniku takich pseudo terapii niewiele a w zasadzie nic nie zmienia i nic nowego nie wnosi, ale aktualne poczynania owych szarlatanów i owszem mogą ustrzec ludzi przed angażowaniem się w to bagno.
    Reasumując Pana pisanie bardzo mi przypomina niestety innego starszego Pana, mianowicie Pana Ziębę-naturopatę, który również na emeryturze napisał dwa tomy swoich ukrytych terapii i przytacza w nich MNÓSTWO głównie zagranicznych badań dowodzących sensowności leczenia wielu chorób włącznie z rakiem dożylną witaminą C.
    Szkoda. Zapowiadał się Pan całkiem dobrze i sensownie i nic z tego. Przykro mi.

    • D
      Styczeń 4, 2017

      Hellinger ? Poważnie? Moim zdaniem to teorie Hellingera są na poziomie teori Zięby, powinien zostać w zakonie jezuitów…… Sam mogłabym wymyślić 10 takich Terapii, nie rozumie, dlaczego ludzie dają się nabierać na te brednie

      • Agnieszka
        Styczeń 5, 2017

        A ja nie rozumiem o czy piszesz człowieku?

    • Marcin
      Styczeń 5, 2017

      „Ona ma powiązania z Hellingerem i razem z nim wespół tworzy różne cuda na kiju, szkoda, że o tym Pan nic nie napisał, bo to o wiele ciekawsze niż martyrologia dzieci, które wskutek tej terapii lub jej odmian straciły życie.”

      Dla kogo ciekawsze, dla tego ciekawsze. Dla większości ludzi cierpienie dzieci jest przede wszystkim sprawą WAŻNIEJSZĄ.

      „ale aktualne poczynania owych szarlatanów i owszem mogą ustrzec ludzi przed angażowaniem się w to bagno.”

      Niby jak? Przecież to, co Pani napisała nie ma sensu.

      Gdzie niby Pan Tomasz opisuje swoje ukryte terapie? Cały ten Pani post to jakieś brednie, ponadto fatalnie napisane. Cóż to za bełkot:

      „Albo inny przykład o żonie która z opinii psychologa dowiaduje się wielu rzeczy na temat swojego oskarżonego o molestowanie nieletnich męża ze sfery jego, czyli ich skoro małżeństwo życia seksualnego.”

      • Agnieszka
        Styczeń 15, 2017

        Jak ktoś umarł to już nie cierpi – taka mała dygresja.
        Co do reszty „zarzutów” pod moim zdresem, to olewam je ciepłym moczem, bo tyle są warte zainteresowania i odpowiadania. I naucz się czytać ze zrozumieniem. Pewnie gimnazjum kończyłeś, stąd braki :-D.

  38. bea
    Styczeń 5, 2017

    Pani Agnieszko, mi akurat ten rozdział o orzecznictwie psychologicznym wydał się bardzo zakorzeniony w praktyce psychologa – sama słyszałam o przypadkach, gdy opinia o kontaktach ojca z dziećmi była wydawana na podstawie np. testu Rorschacha i natrafiłam na statystyki mówiące, że około 1/3 psychologów orzekających w sprawach rodzinnych używa tego testu (albo co gorsza Szondiego czy rysunku drzewa). Włos się na głowie jeży, bo test plam atramentowych i niektóre podobne „narzędzia” to taka sprytna podkładka pozwalająca psychologowi nadać swoim projekcjom pozory obiektywizmu. Sąd się nie skapnie, a człowiek zostanie skrzywdzony. Warto o tym mówić i pisać. Tym bardziej, ze – o zgrozo – o teście Rorschacha uczyłam się niedawno na studiach i był on „sprzedawany” jako świetna rzecz, odpowiednik MMPI !

    Nasz przedmówca, pan D. poruszył też bardzo ciekawą kwestię – dlaczego w ogóle ludzie dają sie nabierać na brednie Hellingera? Miałam kontakt z dwoma osobami święcie wierzącymi w ustawienia i mam wrażenie, ze jest to dla nich koncepcja bardzo atrakcyjna, bo pozwalająca nie podjąć pracy nad sobą i sytuować swoje problemy gdzieś na zewnątrz, w eterze, bez obwiniania np. przemocowego ojca czy wściekania sie na chłodną matkę, bez konieczności dotykania tych wszystkich trudnych emocji. Jednocześnie Hellinger daje łatwy sposób „nareperowania” przeszłości poprzez jakąś dziwną psychodramę związaną z przestawianiem figurantów. I tak to działa właśnie – przez psychodramę i efekt placebo. Znudzonemu hipsterowi może pomoże, jak uwierzy.

    • Agnieszka
      Styczeń 15, 2017

      Pani bea, nigdzie nie napisałam, że Pan Witkowski kłamie pisząc o nadużyciach biegłych psychologów sądowych, prawda. Napisałam tylko, że ten ostatni rozdział poprzez dobór wyjątkowo kiepskich przykładów stracił na wiarygodności.
      Poza tym mam wrażenie, że Pan Witkowski jest stronniczy i jakoś bardzo broni Panów w sprawach sądowych, robiąc z nich niewinne ofiary wrednych i cynicznych babsztyli. Pan Witkowski jako mężczyzna nigdy nie był i nie będzie w sytuacji męczonej latami kobiety przez swojego psychopatycznego męża. Większość z przytoczonych przez autora charakterystyk osobowości napisanych przez psychologów sądowych wcale mnie nie dziwi i nie zaskakuje, bo bardzo pasuje do bardzo wielu mężczyzn jakich znam. I co w tym dziwnego, że psycholog używa zwrotów psychologicznych w swoich wywiadach? Od tego jest psychologiem, żeby takiego słownictwa i nazewnictwa używać. Pani Jadzia z warzywniaka nie powie o swoim mężu, że jest despotyczny, narcystyczny i agresywny, oraz ma problem alkoholowy i wówczas jej się dostaje w sumie za nic lub z błahych powodów, bo Pan mąż ma problemy z kontrolowaniem swojej agresji i negatywnych emocji, oraz być może jest zaburzony psychicznie. Pani Jadzia w wywiadzie i rozmowie powie, że to biedny, trochę zagubiony chłop, który ma trudny charakter i nie zawsze panuje nad swoimi nerwami, a wtedy ręce mu latają, a ona się akurat znajduje na linii strzału. A przecież to znaczy praktycznie dokładnie to samo co opisał psycholog, tylko innym bardziej profesjonalnym językiem.
      Wiem na czym polegają ustawienia Hellingerowskie. Przeczytałam chyba wszystkie jego książki i musze przyznać, że faktycznie niektóre stawiane przez niego tezy, mogą trafiać do bardzo wielu osób, zwłaszcza tych, które przeżywają aktualnie jakąś traumę, mają ogromne poczucie winy z jakiś powodów, czują, że dotarli do ściany i nic ani nikt już ich nie jest w stanie rozgrzeszyć, ani im wybaczyć. Wówczas tłumaczenia Hellingera o przekazie między pokoleniowej traumy, albo identyfikowania się ze zmarłym przodkiem i życiem jego historią zamiast własną.
      Stąd jest to bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla ludzi wierzących, którzy są podatni na takie treści, odnośnie modlitw za zmarłych i życia poza grobowego, wiecznego gdzieś tam itd.

  39. Marcin
    Styczeń 5, 2017

    Tak się zastanawiam. Skoro meteopata, to ktoś, kto cierpi ze względu na aurę, to dlaczego naturopata, to ktoś leczący w sposób naturalny, a nie cierpiący na dolegliwości związane z kontaktem z naturą i czujący się świetnie po kubełku z KFC w centrum Warszawy.

    • Agnieszka
      Styczeń 15, 2017

      Naturopata cierpi, czyli ma obsesję na punkcie naturalnego leczenia.

      • Marcin
        Styczeń 15, 2017

        „Cierpi, czyli ma obsesję…”
        Jeżeli już, to cierpi, bo ma obsesję. To Pani ma problemy z rozumieniem słowa pisanego, że o pisaniu choćby na poziomie gimnazjum nie wspomnę. Nie kończyłem gimnazjum – nie moje czasy. Poza tym Pani odpowiedzi są chamskie, w bardzo właśnie „gimbusowym” stylu. Może jakaś terapia by się przydała… Na pewno przydałoby się trochę lekcji dobrego wychowania i parę powtórek z języka polskiego. Lekcji logiki nie proponuję, to zagadnienie, sądząc z Pani wywodów, przerastające Pani intelektualne możliwości. Zabawne, że znam jednego Pana, który jest właścicielem sklepu (między innymi z warzywami), który ma doktorat z filozofii. „Pani Jadzia z warzywniaka” – cóż za stereotypowe myślenie (i jakiż błąd atrybucji może się przytrafić przy takim generalizowaniu).

        „Jak ktoś umarł, to nie cierpi”.
        Też tak sądzę, ale udowodnić tego nie sposób.
        Bardzo często jednak cierpienie ma miejsce przed śmiercią. W opisywanych sytuacjach na pewno. Taka mała dygresja. I rodzeństwo zmarłego dziecka mogło cierpieć.

  40. Agnieszka
    Styczeń 16, 2017

    Ależ Pan jest śmieszny :-D. W dodatku zakompleksiony i nabzdyczony bufon bez erekcji :-P. I nawet Panu nie współczuję. Baj.

    • Agnieszka
      Styczeń 16, 2017

      Acha i Pana propozycje mam głęboko w du…ie :-D.

      • Marcin
        Styczeń 16, 2017

        Ponawiam propozycję żeby Pani popracowała nad gramatyką, interpunkcją i ortografią przede wszystkim – poprawną formą jest jest „aha” (nie „acha”). Z logiką jak wyżej. Zagadnienie przerastające Panią intelektualnie. Pisała Pani, że ma znajomości wśród nadpobudliwych mężczyzn. Wydaje się się, że jeden z nich (lub wielu) uderzył Panią w głowę o jeden raz za dużo. Skutki chyba są nieodwracalne, sądząc po Pani wypowiedziach.

        Merytorycznie podchodząc do tematu: biegły sądowy powinien posługiwać się językiem zrozumiałym dla nieznających terminów psychologicznych, bo w przeciwnym razie prawnicy będą podejmować decyzje na podstawie informacji, których nie rozumieją i mogą podjąć krzywdzące decyzje. Jedną z cech inteligencji jest umiejętność dopasowania kodu komunikatu do możliwości percepcyjnych odbiorcy. Jeżeli biegły tego nie potrafi, nie powinien się wypowiadać.

        Na te osobiste przytyki nie będę odpowiadał, choć są dość zabawne (dorosła osoba (mam nadzieję), a zachowuje się jak zidiociały bachor. Polecam w ramach relaksu poezję Tuwima. Napisał nawet o Pani zwrotkę zaczynającą się „I Ty megiero…”

  41. Marcin
    Styczeń 16, 2017

    Przepraszam wszystkich za tą dyskusję z Agnieszką – Upośledzonym Intelektualnie Trollem, ale jest ona zabawna. Wiem, że na łamach poważnego forum tego rodzaju dyskusje są nie na miejscu, ale mój tor peryferyjny nie może sobie odmówić takiej zabawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: