W obronie rozumu

Garść niewygodnych danych w ciepły sierpniowy wieczór

Jest ciepły sierpniowy wieczór. Przed oczami mam widok z rodzaju tych, na które polują fotoreporterzy obsługujący biura podróży oferujące wyprawy w nieznane. Nie, nie, nie powiem wam gdzie to jest, może jeszcze kilka lat będzie cieszył oczy tych, którzy zboczą nieco z utartego szlaku i niekoniecznie będą chcieli się tym chwalić na FB. W zasięgu ręki kubek z czerwonym winem. Co w takich, aspirujących do miana perfekcyjnego kiczu, okolicznościach robi u diabła laptop na moich kolanach? Ano, wdziera się w tę sielską atmosferę garść niewygodnych danych – liczb, które nie pasują do tej harmonii, a przeszkadzają, irytują domagają się wyjaśnienia, zanim błękit zamieni się w czerń.

Kiedy ponad dekadę temu pozbyłem się ostatnich złudzeń i nadziei w stosunku do psychologii i zacząłem otwarcie mówić o jej niedoskonałościach, brakach i zaniedbaniach, zaczęli zgłaszać się do mnie ludzie, którzy sami siebie uważali za ofiary owych zaniedbań, niedoskonałości i braków. Ot, takie „odrzuty” z taśmy produkującej perfekcyjne, lśniące samozadowoleniem produkty współczesnego przemysłu psychologicznego. Zrazu takich osób było niewiele. Jedna na miesiąc, czasem dwie. Wedle nieodgadnionej reguły, ta liczba rosła, czasami przybierała postać wezbranej fali, aby potem znowu przycichnąć, wyhamować. Dzisiaj z dość dużą regularnością jest to kilka osób miesięcznie.

Coś z tym nieporadnie próbuję robić. A to skieruję do kogoś, kto mam większe możliwości niż ja, a to rozpytam tu i tam o możliwość pomocy. Bywa, że sam zaingeruję albo napiszę jakąś opinię czy ekspertyzę. Często jestem zupełnie bezradny i tę bezradność potrzebującym muszę oznajmić. Wstyd przyznać, ale przytłoczonemu własnym życiem, niecierpiącymi zwłoki sprawami i obowiązkami, zdarza mi się też nie zareagować. Z tych interwencji zrobił się taki kawałek zupełnie niepotrzebnego, dodatkowego etatu, więc jeszcze odpowiedzi na maile przed snem, no bo przecież ktoś potrzebuje pomocy. Czasem ci potrzebujący potrafią i kopnąć, i opluć, ale to już zupełnie inna historia, choć i ona pewnie nabrzmieje kiedyś tak, aby wedrzeć się w równie sielski wieczór jak dzisiejszy.

Dlaczego jednak właśnie dzisiaj, nie tyle postanowiłem, co zostałem zmuszony naturą rzeczy do rozprawienia się z tym problemem? Ano dlatego, że właśnie dziś, wraz z kolejnym mailem z prośbą o pomoc, dotarło do mnie z niezwykłą wyrazistością, że te wszystkie przypadki, choć to przede wszystkim ludzie z ich pogmatwanymi losami prawdziwego życia, to jednak nie tylko. To również dane. A dane mają to do siebie, że domagają się odpowiedzi na pytanie o to, co oznaczają, jaką wiedzę ze sobą niosą. Dzisiaj po prostu to pytanie nabrzmiało, jak owoc, który za chwilę spadnie z drzewa i rozpryskując się ukaże swoje wnętrze. Próbuję zatem uprzedzić wydarzenia i odkryć owo wnętrze, nim uczyni to siła grawitacji.

– Przede wszystkim jednak cóż to za dane? Nierandomizowane, zbierane w sposób urągający jakiejkolwiek metodologii naukowej. Czy to w ogóle warto analizować? To przecież jakieś anegdotyczne liczby raczej niż dane.

– Wiem, wiem, ale jest ich bardzo dużo, idą w setki i ciągle ich przybywa.

– I co z tego? Czy ilość danych ma zastępować ich jakość? To kompletnie bez sensu!

– To prawda. Może zatem te liczby w sposób zupełnie nieuprawniony wdarły się w ten perfekcyjnie zharmonizowany wieczór? Z pewnością, ale jakoś trudno je odrzucić…

– Więc zastąp je rzetelnie zebranymi danymi.

– Słusznie, to sensowne rozwiązanie, tyle że… nierealne.

– Dlaczego?

– Nikt nie zbiera takich danych.

– Skąd to wiesz?

– Poświęciłem lata na ich bezskuteczne poszukiwanie.

– Nie ma danych dotyczących porażek psychologów i psychoterapeutów?

– Nie ma. A jeśli jakiekolwiek są, to jeszcze bardziej anegdotyczne niż moje, bo pochodzą ze stowarzyszeń psychologów, do których zgłaszali się niezadowoleni klienci. Na palcach jednej ręki można policzyć badania, w których interesowano się negatywnymi skutkami np. psychoterapii.

pobrane– A może brak danych jest najważniejszą informacją wśród tych danych? Można to przybliżyć posługując się spopularyzowaną przez Bertranda Russella historyjką o kurczaku. Ów słynny, za sprawą znanego filozofa, przedstawiciel drobiu był systematycznie i dobrze karmiony codziennie odkąd sięgała jego pamięć. Wiele miesięcy gromadzenia danych potwierdzało jego indukcyjną wiedzę, że ludzie, którzy o niego dbają, są istotami dobrze mu życzącymi i na podstawie tak sformułowanej wizji świata ufnie patrzył w przyszłość. Niestety, pewnego dnia zamiast spodziewanego posiłku, ukręcono mu jego mały, próbujący zrozumieć świat, łebek, a on sam skończył w garnku z rosołem. Aby sformułować sobie rzeczywisty obraz ludzi i ich motywów, wśród setek informacji składających się na jego system wiedzy, zabrakło tej jednej jedynej.

– Ale jak ta pouczająca historyjka ma się do informacji o ludziach skrzywdzonych przez psychologów?

– Rozbudujmy nieco historię o kurczaku, wszak większość z nich żyje w większych stadach, gdzie możliwy jest przepływ informacji, korzystanie z danych historycznych itd. Wyobraźmy sobie zatem stado ptactwa żyjące w ptaszarni. Niechże owa ptaszarnia, w przeciwieństwie do żądnego rosołu właściciela kurczaka, będzie zachcianką bogatego wegetarianina, upierzenie ptactwa radością dla jego oczu a jego śpiew rozkoszą uszu. Aby zapewnić skrzydlatym przyjaciołom godziwe warunki, zatrudnia w ptaszarni kilku ludzi, których jedynym zadaniem jest pielęgnować ptactwo. Mieszkańcy ptaszarni, podobnie jak ów nieszczęsny kurczak, zbudowali sobie pozytywny, tym razem dużo bardziej uzasadniony, obraz ludzi. A jednak życie w ptaszarni nie jest idyllą. Od czasu do czasu jakieś ptaki znikają. Nikt sobie specjalnie tym nie zaprząta głowy, bo przecież ptactwo ciągle się rozmnaża, przywożone są nowe okazy z zewnątrz, nawet nie wiadomo dokładnie ile ich jest. Życie toczy się dalej, ale w ogromnym niebezpieczeństwie.

– Dlaczego?

– Bo znikające pojedyncze ptaki, to dane, których zabrakło naszemu kurczakowi do sformułowania prawdziwego obrazu rzeczywistości! Wszyscy w ptaszarni przyjmują, że prawdopodobnie ogrodzenie nie jest wystarczająco szczelne i niektóre osobniki wybierają wolność nad suto wypełnione karmniki. Tymczasem przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być różnorakie. Być może lis zakrada się do ptaszarni sobie tylko znanym sposobem i skraca dostatnie życie niektórych osobników? A może niektórzy pracownicy nie podzielają wegetariańskich gustów swojego mocodawcy i pomagają co dorodniejszym osobnikom trafić do garnka? Możliwe także, że pod osłoną nocy drapieżni mieszkańcy ptaszarni, mimo obfitego pożywienia pożerają swoich współbraci? Jedno jest wszakże pewne, bez względu na liczbę spędzonych w ptaszarni dni, bez względu na ilość i obfitość systematycznie otrzymywanego pożywienia, bez względu na przytłaczającą liczbę tak zgromadzonych danych, sformułowany obraz rzeczywistości jest nieprawdziwy, a każdy mieszkaniec idyllicznej ptaszarni może w każdej chwili skończyć swój żywot w czyimś żołądku.

IMG_6597-848x400

– To bardzo pesymistyczny wariant.

– To prawda, ale jeśli istnieje niewielkie nawet prawdopodobieństwo, że jest prawdziwy, głupotą byłoby go nie poznać, chyba że chcemy żyć ze świadomością miliardów kurczaków hodowanych na rzeź, choć wolność i możliwość ucieczki czasami są tuż, tuż.

– A zatem moje chaotyczne dane nie dające mi spokoju mogą się okazać równie kluczowe dla psychologii jak dane, których zabrakło ugotowanemu kurczakowi, a których ciągle brakuje mieszkańcom ptaszarni.

– Tak, a nagminnie przytaczane wyjaśnienie, mówiące o tym, że osoby doświadczające negatywnych skutków w wyniku kontaktu z psychologią lub psychoterapią są bez wyjątku przykładem działania ludzi o złej woli, może okazać się tak samo mylne, jak usypiające jest przekonanie, że niektórzy mieszkańcy ptaszarni wybierają wolność.

– Dlaczego?

– Bo może się okazać, że to nie zła wola pojedynczych psychologów lub terapeutów jest temu winna, lecz na przykład sytuacja w jakiej się znaleźli sprzyja pojawianiu się zachowań niegodziwych, np. nadużywaniu władzy nad pacjentem. A jeśli tak, to nie wystarczy odsunąć niegodziwych od pracy z ludźmi, tak jak nie wystarczy załatanie dziur w ptaszarni.

– To by wymagało gruntownej przebudowy całego systemu pomocy psychologicznej.

– Tak, ale to nigdy nie nastąpi, jeśli nie będziemy mieli tych brakujących danych. Nie szukając ich nie dajemy sobie najmniejszych szans na stworzenie rzeczywistego obrazu sytuacji. W tym sensie russellowski kurczak był bardziej usprawiedliwiony od nas. On po prostu nie miał szans na zdobycie tych danych inaczej jak poprzez własną śmierć. W tym ignorowaniu przypadków ludzi, którzy czują się głęboko skrzywdzeni i cierpią z tego powodu tkwi dodatkowo coś głęboko niehumanitarnego. I nie jest to obojętność wobec cierpienia. Ta nie jest niczym niezwykłym, jest równo rozsmarowana wokół nas. Rozwój nauki możliwy był zawsze wtedy, kiedy nie marnowano ludzkiego cierpienia, lecz przyglądano mu się z uwagą po to, aby od podobnych cierpień uchronić innych. Tak powstało wiele niezwykłych metod leczenia i wynalazków. Dlatego sądzę, że drugim w kolejności nieludzkim postępowaniem, poza bezmyślnym okrucieństwem, jest marnotrawstwo cierpienia. Brak zainteresowania dla „odrzutów” z taśm produkcyjnych przemysłu psychologicznego jest właśnie takim marnotrawstwem. Prometeusz wykradł bogom ogień i podarował go ludziom, za co został skazany na ogromne cierpienie. Podobne podarunki niosą nam ludzie cierpiący, a my nie mamy dość rozumu, aby się im choćby przyjrzeć tkwiąc w znanym nam wszystkim i jednocześnie notorycznie popełnianym błędzie potwierdzania własnej, w indukcyjny sposób zgromadzonej wiedzy.

Prometheus_Bound_by_Thomas_Cole,_1847,_oil_on_canvas_-_De_Young_Museum_-_DSC01271

Advertisements

3 comments on “Garść niewygodnych danych w ciepły sierpniowy wieczór

  1. Mirosławski
    Sierpień 13, 2016

    Szanowny Panie Doktorze,
    książka „Zakazana psychologia II” pośród zalewu intelektualnej tandety jest jak otwarcie okna w bardzo dusznym pokoju.
    Z poważaniem,
    Mateusz Mirosławski

    • Tomasz Witkowski
      Sierpień 14, 2016

      Dzięki za miłe słowa!

      • NN
        Sierpień 27, 2016

        Panie Tomaszu,
        Zebrałem troche „niewygodnych danych”, o których nie bradzo wiem co myśleć.
        Czy Pana prosić o kontakt.

        Z poważaniem,
        NN

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Information

This entry was posted on Sierpień 9, 2016 by .
%d bloggers like this: